sobota, 31 grudnia 2011

Recenzja: BartBass - Progressive Life (2011)


BartBass to projekt Bartosza Szweda który od lat 90-tych konsekwentnie realizuje swą życiową, muzyczną pasję. Kwiecień 2009 przyniósł artyście wydanie swego debiutanckiego albumu pt. Bass’n’Drums, rok 2011 natomiast kolejny krążek pt. Progressive Life.

środa, 28 grudnia 2011

Recenzja: Loonypark - Egoist (2008)


Loonypark to studyjny (jak na razie) projekt muzyczny, za którym stoi w głównej mierze Krzysztof Lepiarczyk znany z działalności w zespołach Nemezis, Liquid Shadow czy Meteopata. Nie można określić Pana Krzysztofa mianem innym niż muzycznego pasjonata i muzyka pełna gębą patrząc na to, że mimo działalności w tak wielu muzycznych tworach ten dalej tworzył, komponował, dawał ujście swemu artyzmowi i koniec końców powołał muzyczny projekt pod nazwą Loonypark. Rok 2008 przyniósł grupie muzyków skupionych wokół Lepiarczyka przy wsparciu wytwórni płytowej LynxMusic z Krakowa wydanie debiutanckiego materiału pt. Egoist 

wtorek, 27 grudnia 2011

Przerwa świąteczna

Przypominam tudzież informuję, że dzisiejsza audycja ze względu na przerwę świąteczną nie odbędzie się. Do usłyszenia za PROGiem w przyszłym tygodniu 3 stycznia. Materiał na audycję jest już przygotowany i tylko czeka na swoja kolej ;)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Recenzja: Alternative 4 - The Brink (2011)


Duncan Patterson to prawdziwy Midas w tworzeniu wspaniałej, sentymentalnej, mrocznej muzyki. Znamy go z formacji Anathema (do 1998r.), formacji Antimatter (do 2005r.) oraz zespołu Ion, w którym pracuje do tej pory. Tym razem niezwykle kreatywny i posiadający już niezwykłą renomę muzyk zabrał się za kolejny projekt o symbolicznie brzmiącej nazwie Alternative 4.

sobota, 24 grudnia 2011

Recenzja: Brain Connect - Get on Time (2010)

 
Zespół Brain Connect powstał w 2005 roku w Zawierciu. Musiało minąć 5 lat, bądź co bądź dla formacji całkiem udanych patrząc z perspektywy wielu laurów które formacja otrzymywała na rożnego rodzaju festiwalach, aby światło dzienne mógł ujrzeć debiutancki materiał grupy. Debiutancki, lecz jeszcze nie pełnoprawny, bo Get on Time to minialbum czyli jedynie przedsmak pełnego dania i wstęp do obrania właściwego muzycznego kursu.

środa, 21 grudnia 2011

Audycja nr 28 - rok 1970 (VI)

To było nasze ostatnie muzyczne spotkanie w 2010 roku poświęcone grupie, która stała się jednym z kanonów rocka progresywnego. Mowa tu o Gentle Giant, które mimo tego iż nigdy nie dorównało popularnością takim formacjom jak Pink Floyd, Genesis czy Emerson, Lake & Palmer ze względu na swoją twórczość słusznie konsekwentnie zaliczane jest do absolutnej progresywnej czołówki. 

Sporo słów zostało powiedzianych o debiutanckim albumie formacji, a także o świetnie adaptującym muzykę klasyczną, holenderskim Ekseption, psychodelicznym Sweet Smoke, pierwszym krążku Atomic Rooster i związkami formacji z ELP, Skin Alley i Andomeda czy folk-rockowym Curved Air, które niestety nie wykorzystało do końca swojego potencjału.

Krążkiem, który tym razem trafił w Wasze ręce był Beyond the Space, Beyond the Time formacji Pathfinder, która właśnie dziś zapowiedziała wydanie kolejnego wydawnictwa w czerwcu 2012 roku!

Jeszcze raz życzę Wam wesołych świąt i wszystkiego najlepszego i progresywnego w nowym roku! Obyśmy mieli okazję jeszcze częściej spotykać się przed "odbiornikami", a nasze spotkania były zarówno dla Was jak i dla mnie pożyteczniejsze, efektywniejsze i jeszcze bardziej napełnione swoistą magią i pewnego rodzaju misterium.

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Ekseption - Piece for Symphonic and Rock Group in A Minor (3, 1970)
3. The Greatest Show on Earth - Sunflower Morning (Horizons, 1970)
4. Gentle Giant - Why Not? (Gentle Giant 1970)
5. Gentle Giant - Giant (Gentle Giant, 1970)
6. Sweet Smoke - Baby Night (Just a Poke,1970)
7. Atomic Rooster - And so to Bed (Atomic Rooster, 1970)
8. Curved Air - It Happened Today (Air Conditioning, 1970)
9. Pathinder - Deep into that Darkness Peering... (Beyond the Space, Beyond the Time, 2010)
10. Pathinder - Undiscovered  Dreams (Beyond the Space, Beyond the Time, 2010)
11. Marillion - Lonely this Christmas (Chistmas 2002: Santa and his Elvis, 2002)
12. Zaprogowe outro

 "Are you ready for his being?"

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Ostatnia audycja w 2011 roku

Serdecznie zapraszam na nasze ostatnie i w pewnym sensie świąteczne muzyczne spotkanie roku 2011. Podczas audycji nr 28 główna uwagę zwrócimy na debiutancki album i korzenie grupy Gentle Giant oraz na m.in. Atomic Rooster z Carlsem Palmerem w składzie. Tym razem do wygrania będzie debiutancki krążek grupy Pathfinder pt. Beyond the Space, Beyond the Time.

Do usłyszenia!

sobota, 17 grudnia 2011

Wygraj płytę Beyond the Space, Beyond the Time!

Serdecznie zapraszam na ostatnią w roku 2011, w pewnym sensie świąteczną audycję za PROGiem, podczas której do wygrania będzie debiutancki krążek grupy Pathfinder pt. Beyond the Space, Beyond the Time (recenzja).

Co zrobić by wygrać album prawdziwej rewolucji polskiej sceny muzycznej?
1. Zostań fanem audycji za PROGiem na facebook
2. Słuchaj Radia Aktywnego we wtorek od 23.00
3. Poprawnie odpowiedz na zadane podczas audycji pytanie
4. Licz na łut szczęścia ;)

wesołych świąt!

piątek, 16 grudnia 2011

Recenzja: Pathfinder - Beyond the Space, Beyond the Time (2010)

 

Power metal? Symphonic Metal? Muzyka filmowa? Dodajmy jeszcze progresywny metal, bo debiut Pathfinder jest płytą tak rozbudowaną, że na progresywność w dzisiejszym pojmowaniu tego słowa z pewnością zasługuje.

czwartek, 15 grudnia 2011

Relacja: Lao Che w Hard Rock Cafe - syndrom kuli śniegowej

Lao Che jest już niemal stałym bywalcem warszawskich klubów. Dosyć często można natknąć się na formację grającą w stołecznym mieście, a 13 grudnia grupa postanowiła wystąpić ze swym materiałem na ostatnim koncercie roku w Hard Rock Cafe.

 
Rozpoczęcie koncertu było ustalone na godzinę 21.00, jak się jednak okazało spóźnialskich było tak wielu, a kolejka przed wejściem tak długa, że zaczekano na wejście do klubu wszystkich czekających, a samo wydarzenie rozpoczęło się o godzinie 21.35.

Wszyscy zapewne byli jakie materiał zaprezentuje nam zespół. Konsekwentne odcinanie się Lao Che od albumu Powstanie Warszawskie sugerowało unikanie kompozycji z tego albumu podczas występu, z drugiej strony promocja najnowszego krążka formacji pt. Prąd Staly/Prąd Zmienny już dawno minęła, więc możnaby również oczekiwać odpoczynku Lao Che od tego krążka. Ciekawość moją jak i wszystkich wzmagał fakt, że nigdzie w Internecie nie dało się znaleźć kompletnego spisu utworów granych w ostatnim czasie przez zespół. Cóż… pozostało w napięciu czekać na rozwój wydarzeń.

Zespół zaczął dość przewidywalnie, bo od utworów z najnowszego krążka, których usłyszeliśmy pod rząd aż cztery (m.in. Urodziła mnie Ciotka, Życie jest jak tramwaj). Gdy można było się domyślać, że występ formacji zdominuje właśnie najnowszy album, Lao Che rzuciło publiczności na pożarcie niemalże połowę Gospel (m.in. Chłopacy, Paciorek, Czarne Kowboje czy fantastycznie przyjęte i świetnie wykonane Hydropiekłowstąpienie) przecięte coverem Czesława Mozilla, z którym przecież zespół sporo koncertował w tym roku. W tym momencie w mojej głowie pojawiła się już wizja srogiej relacji, w której to musiałbym zespół skrytykować za niczym uzasadnione odcinanie się od swojej twórczości na Powstaniu Warszawskim, która zaczynała powoli irytować. Ku zaskoczeniu wszystkich po wybrzmieniu ostatnich nut Astrologa (album Gusła) Lao Che naprawdę porwało wszystkich sporą ilością materiału właśnie z Powstania, m.in. tak znakomitymi kompozycjami jak Czerniaków, Godzina W czy Hitlerowcy. Okazało się że formacja podzieliła koncert niemal dyplomatycznie pomiędzy swoje trzy najnowsze albumy, a tak szerokim potraktowaniem Powstania Warszawskiego zaskoczony byłem zapewne nie tylko ja, ale większa ilość publiczności.

Trzeba przyznać że formacja rozbujała fanów zespołu do czerwoności, a podsceniczny kociołek nabierał większych rumieńców z każdym kolejnym utworem. Syndrom kuli śniegowej postępował i zespołowi udało się pod koniec show ulepić naprawdę ogromną śnieżną formę. Z każdą upływającą minutą do zabawy włączały się systematycznie pojedyncze jednostki, tak że pod koniec występu niemal całe Hard Rock Cafe rozgrzane było do czerwoności. Niemal całe bo ludzi (dodajmy że bawiących się fantastycznie) było jak na standardy klubu ogromnie dużo, niemal za dużo.

Nie mogę tu rzecz jasna nie wspomnieć o przeraźliwym, wręcz niebezpiecznym tłoku tego dnia w klubie. Naprawdę pomijając już totalny dyskomfort i to, że problemy z wyjściem z klubu były naprawdę straszne, to chyba powinno się zastanowić nad ograniczeniem liczby potencjalnych widzów w trakcie koncertu.

Należy przyznać że z koncertowej formy zespołu trzeba być więcej niż zadowolonym, a fantastyczny materiał wykonany tego dnia przez zespół nie mógł pozostawić nikogo obojętnym. Lao Che zaprezentowało się z fantastycznej strony, ręce same składały się do oklasków i tylko mało komfortowe warunki uczestnictwa w koncercie można oceniać jako minus, który jednak i tak ginie patrząc z perspektywy tak udanego wieczoru.

środa, 14 grudnia 2011

Audycja nr 27 - rok 1970 (V)

Zgodnie z zapowiedziami nasze spotkanie było w głównej mierze poświęcone jazzrockowi w muzyce progresywnej. Wspólnie spojrzeliśmy ciekawskim okiem badacza na muzyków o uznanej renomie (Colosseum, Chicago, Davis), jak również na artystów mniej znanych (Demon Fuzz, Audience, Web), na tych bardziej jazzowych niż rockowych (Miles Davis, Nucleus) jak i przeciwnie (Chicago, Colosseum). Głównym punktem naszego spotkania była natomiast analiza niezwykle ważnej dla koniugacji rocka oraz jazzu płyty Milesa Davisa pt. Bitches Brew, gdzie artysta jeszcze szerzej wdrożył muzykę elektryczną w klasyczny jazz. Niestety z braku czasu antenowego (a audycję i tak przedłużyliśmy!) nie udało się nam zmieścić zapowiadanego Van der Graaf Generator... czyżby był to znak, że za PROGiem potrzebuje więcej czasu w ramówce Radia Aktywnego? ;)

Audycję zakończyliśmy konkursem na płytę zespołu Kurde pt. Sekrety Pana Ypto, która niezwykle szybko znalazła swojego właściciela. Do zapoznania się z dorobkiem zespołu serdecznie zachęcam, bo wypełnia on pewnego rodzaju lukę na polskim rynku muzycznym.

Zapraszam serdecznie za tydzień na w pewnym sensie świąteczną audycję. Głównym punktem audycji będzie debiutancki krążek grupy Gentle Giant i właśnie w takich muzycznych klimatach upłynie nam nasze najbliższe spotkanie za PROGiem.

Do usłyszenia!

 Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Demon Fuzz - Disillusioned (Afreaka!, 1970)
3. Colosseum - Lost Angels (The Grass is Greener, 1970)
4. Audience - Raid (Friend's Friend's Friend, 1970)
5. Nucleus - Twisted Song (Elastic Rock, 1970)
6. Chicago -  Ballet for a Girl Buchannon (Chicago,1970)
7. Miles Davis - Spanish Key (Bitches Brew, 1970)
8. Web - Ymphasomniac (I Spider, 1970)
9. Kurde - Dżungla (Sekrety Pana Ypto, 2011)
10. Zaprogowe outro

bardzo poetycka okładka kolejnego kroku Davis ku muzyce elektrycznej

wtorek, 13 grudnia 2011

JazzRock za PROGiem

Serdecznie zapraszam na kolejną audycję za PROGiem, która rozpocznie się 13 grudnia o godzinie 23.00. Tym razem przeniesiemy się w rejony jazzrocka (fusion) muzyki progresywnej roku 1970, możecie spodziewać się takich renomowanych artystów jak Van der Graaf Generator czy Miles Davies, którego koronnemu albumowi pt. Bitches Brew poświęcimy szczególną uwagę. Tradycyjnie też podczas audycji zostanie przeprowadzony konkurs, w którym do wygrania będzie najnowszy album zespołu Kurde pt. Sekrety Pana Ypto (recenzja).

Serdecznie zapraszam! Na koniec dodam, że zbioru tak świetnych utworów w jednej audycji za PROGiem chyba jeszcze nie było ;)
odwrotna strona okładki Bitches Brew

Relacja: Wieczór spod znaku niemieckiego power metalu

Sacred Worlds and Song Divine Tour to trwająca od jesieni trasa koncertowa niekwestionowanej legendy power metalu, niemieckiej grupy Blind Guardian. Formacja od sierpnia do października przemierzyła ze swym materiałem Amerykę Południową oraz Australię, a w grudniu postanowiła zwieńczyć rok występami w Europie. Dwa z nich odbyły się w Niemczech, jeden w Czechach, a na ostatni w tym roku koncert formacja wybrała Polskę, konkretnie warszawską Stodołę, gdzie razem z zespołami Crystal Viper z Polski oraz Grave Digger z Niemiec powzięła decyzję o rozłożeniu na łopatki polską publiczność. Czy ta sztuka się powiodła?


Wieczór rozpoczęła polska grupa heavy/power metalowa o nazwie Crystal Viper mająca już pewnego rodzaju renomę i uznaną markę na polskiej scenie muzyki ciężkiej. Niestety nie udało mi się dotrzeć na występ Polaków, jednak z małej sondy pokoncertowej udało mi się dowiedzieć, że występ muzyków został ciepło odebrany przez warszawską publiczność a sama formacja zaprezentowała się nadzwyczaj dobrze.

Drugim zespołem, który wystąpił w poniedziałek na deskach Stodoły, był Grave Digger. Niemiecki zespół grający heavy oraz power metal, po dłuższej nieobecności ponownie zawitał do Polski. 

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, koncert rozpoczął się o 19.45, Na początek przygotowano intro, w trakcie którego na scenie pojawiła się Śmierć dzierżąca w swych rękach dudy, które po chwili zaczęły wydawać intrygujące, charakterystyczne dźwięki. W pewnym momencie Kostucha znikła z widoku, a na scenie pojawili się muzycy: gitarzysta Axel Ritt, perkusista Stefan Arnold i basista Jens Becker. Zaledwie paręnaście sekund później, energicznym krokiem do zespołu dołączył wokalista, Chris Boltendahl. 

Właśnie w tym momencie szaleństwo rozpoczęło się na dobre, pierwszym utworem było Scotland United, szybki utwór z refrenem zachęcającym do zdzierania gardła. Drugi utwór podtrzymywał klimat jaki utworzono wcześniej i muzycy zagrali Hammer of the Scots.  Kolejnym numerem okazał się Ballad of a Hangman, podczas którego publiczność była bardzo często testowana przez zespół jako chórek i wychodziła z tego obronną ręką. Następnie usłyszeliśmy The Last Supper, utwór wolniejszy od pozostałych z kolejnym, wpadającym w ucho refrenem, a publiczność zebrana w klubie po raz kolejny dzielnie dopomogła ekipie w wykonaniu utworu. Fani szybko domyślili się co zostanie zagrane jako kolejny utwór i nie pomylili się, był to jeden z najpopularniejszych numerów Grave Digger, opowiadający o legendarnym mieczu Excalibur. Jeżeli ktoś nie zdarł sobie jeszcze gardła to podczas tych paru minut z całą pewnością mocno się do tego przybliżył. Ciała zdecydowanie się ożywiły, widać było znaczny ruch pod sceną. Szybko po Excaliburze Grave Digger zagrał Higland Farewell, ale służyło to jedynie jako przedsmak do następnego numeru: najpopularniejszej, a zdaniem niektórych najlepszej kompozycji sąsiadów zza zachodniej granicy, a mowa tu o Rebellion. Dodatkową atrakcją było zaproszenie do wspólnego śpiewania Hansiego z Blind Guardian. Jedynym minusem tego koncertowego wykonania był brak dud, których dźwięki puszczono z tzw. taśmy. Jestem pewien, że nie tylko ja liczyłem na 'solówkę na dudach' na żywo. Na sam koniec zespół zagrał już odskocznię od historyczno-fantastycznych numerów, a mianowicie Heavy Metal Breakdown

Sam występ uznać można za ogromny plus, ale pozostaje pewien niedosyt z tego powodu, że tak wspaniały zespół grał zaledwie godzinę. Warto zwrócić uwagę na świetny kontakt Chrisa z publicznością oraz naprawdę dobre solówki Alexa. Niestety zespół nie wykonał żadnych bisów, a po pożegnaniu się opuścił scenę i na nią już nie wrócił.

Moją uwagę przykuło również to, że w koncercie Grave Digger uczestniczyło zdecydowanie mniej osób w porównaniu główną gwiazdą wieczoru. Mam nadzieję jednak, że to spowodowane było wczesną porą ich występu, a należy pamiętać iż był to poniedziałkowy wieczór.


Niedługo po zakończeniu występu Grave Digger przyszła pora na gwiazdę wieczoru… Powiem tylko tyle, że ten kto wpadłby nagle do Stodoły nie wiedząc, w którym momencie występu Blind Guardian się znajduje z pewnością pomyślałby, że trafił na zakończenie show. Wrzawa jaką zgotowała Niemcom warszawska publiczność na przywitanie była niezwykle gorąca, a żywiołowość i emocje z jakimi uczestnicy koncertu reagowali na muzykę zespołu nie tylko mnie, ale i samych muzyków formacji niesamowicie zaskoczyła: Czuję się jak na stadionie! stwierdził Hansi Kursch, który jeszcze nie jeden raz podczas tego wieczoru rozkładał ręce i kręcił głową z podziwem, a jednocześnie niedowierzaniem będąc niesamowicie często zagłuszanym przez fantastyczną tego dnia publiczność (warto wspomnieć że ta WYMOGŁA na zespole zagranie utworu Majesty nieprzewidzianego podczas określonego momentu koncertu). Ludzi w klubie (od młodzieży po staruszków) było naprawdę sporo, bo warszawska Stodoła została zapełniona niemal do ostatniego miejsca.

Z pewnością trzeba podkreślić wręcz fantastyczny kontakt z publicznością frontmana formacji, który niczym Bruce Dickinson z Iron Maiden całkowicie zawładnął tłumem bez jakichkolwiek oporów z jej strony. Z pewnością wszystkim najbardziej wryły się w pamięć przezabawne i komiczne wypowiedzi muzyka, po których cała Stodoła pękała ze śmiechu i śmiała się do rozpuku. Sceniczny luz zespołu, pewność siebie i radość z możliwości zaprezentowania własnej twórczości fanom była aż nadto widoczna i z pewnością wszystkie te elementy (i nie tylko) przyczyniły się do stworzenia fantastycznego show, dla wielu z pewnością niezapomnianego.



Podczas koncertu usłyszeliśmy dość przekrojowy materiał zawierający żelazne klasyki zespołu (Valhalla, Nightfall, Mirror Mirror czy Bright Eyes) oraz kilka utworów z najnowszego wydawnictwa grupy czyli wydanego w roku 2010 At the Edge of Time. Trzeba przyznać, że zespół perfekcyjnie wykonał wybrany przez siebie materiał, a publiczność świetnie go odebrała nie raz spontanicznie śpiewając niemal całe utwory Blind Guardian. Ponad dwugodzinny występ zespół zwieńczył aż pięcioma bisami, w tym The Bard’s Song (kiedy to cała publiczność zgromadzona w Stodole usiadła) oraz Barbara Ann od The Regents, podczas którego przez salę koncertową przejechała nieoczekiwanie utworzona przez fanów formacji lokomotywa. Wypada również podkreślić fantastyczną grę świateł, szczególnie podczas utworu Valhalla.

Dodam od siebie to, że wielkim fanem i gorącym zwolennikiem Blind Guardian nigdy nie byłem. Występ ten jednak rozłożył mnie całkowicie na łopatki i spośród wszystkich, które odbyły się w tym roku w Stodole muzycy z Niemiec mogliby ustąpić pola jedynie fantastycznemu występowi Jelonka promującego krążek Revenge. Naprawdę wieczór spędzony z Blind Guardian mogę ocenić jedynie w samych superlatywach i nie ulega wątpliwości, że po takim przyjęciu muzyków na pewno szybko zobaczymy z powrotem w naszym kraju, a ja takiego wydarzenia z pewnością nie odpuszczę. Cóż więcej dodać… to był naprawdę niesamowity koncert!


Mateusz Pędzich (o Grave Digger), Paweł Bogdan (wstęp, o Blind Guardian)

piątek, 9 grudnia 2011

Recenzja: Kurde - Sekrety Pana Ypto (2011)


 Kurde jest zespołem powstałym w roku 2002 w Wodzisławiu Śląskim. Rok 2004 przyniósł grupie pierwsze wydawnictwo płytowe o nazwie Balance, które grupa osadziła w punkowych rejonach. Prawdziwy muzyczny rozwój i niejako artystyczna metamorfoza dopadła zespół w trakcie przerwy między pracą nad pierwszym, a drugim krążkiem bo wydany w roku 2011 album pt. Sekrety Pana Ypto jest krążkiem zupełnie innym od poprzednika i co warto podkreślić – zdecydowanie lepszym.

czwartek, 8 grudnia 2011

Recenzja: Hipgnosis - Relusion (2011)

 
Rok 2011 przyniósł sporo naprawdę świetnych krążków wydanych przez polskie zespoły muzyczne. Nie ulega żadnym wątpliwościom, że drugą płytę krakowskiego Hipgnosis z całą pewnością można zaliczyć do pierwszego szeregu najbardziej interesujących i ciekawych albumów wydanych (nie tylko w Polsce) w uciekającym już roku.

Urodzinowy koncert Radia Aktywnego

W najbliższy piątek (09.12) w klubojadalni Eufemia odbędzie się – długo oczekiwany – koncert urodzinowy Radia Aktywnego.

Radio Aktywne to najstarsza akademicka rozgłośnia w Warszawie, w tym roku obchodzi swoje siódme urodziny. Z tego powodu zapraszamy na imprezę urodzinową, która odbędzie się 9 grudnia w klubie Eufemia. Wystąpią na niej Karate Free Stylers, The Freuders oraz zwycięzcy konkursu Radia Aktywnego - Spooky One.

Karate Free Stylers (https://www.facebook.com/pages/Karate-Free-Stylers/133569190024298)

Post-shoegaze, post-punk, post…everything? Muzykę Karate Free Stylers już ciężko załatkować, chociaż tak naprawdę to zespół, o którym dopiero będzie głośno. Trzech chłopaków z Olsztyna zgrabnie łączy ze sobą klasycyzm charakterystyczny dla Wielkich tego świata (The Jesus and Mary Chain, My Bloody Valentine, Joy Division) oraz znaną z nagrań chociażby Male Bonding czy Japandroids butność i surowość brzmieniową. Po debiutanckim oficjalnym wydawnictwie „At Least We Are Able to Breathe” (Patetico Recordings) z 2010 roku niedługo spodziewać się można nowego materiału od KFS. Będzie głośniej, ciekawiej i…bardziej eklektycznie. Jednak nadal z lekką nutką powiewu warmińskiego świeżego powietrza. W Eufemii Karate Free Stylers zaprezentuje premierowe utwory z nadchodzącej w 2011 roku EP-ki (PL: fyh!records; USA: Patetico).

The Freuders
(https://www.facebook.com/pages/The-Freuders/248466835169547)

The Freuders to minimalistyczny kolektyw muzyczny stawiający na solidność sekcji rytmicznej, zalany gitarowym sosem, doprawiony szczyptą charyzmatycznych wokali.
Zespól oscyluje wokół szeroko pojętej muzyki alternatywnej. Początki zespołu sięgają września roku 2008 i koncertu George'a Clintona w Warszawie. Biorąc pod uwagę obecną formę muzyczną The Freuders aż strach pomyśleć ,że zespół zaczynał od funku (a są tacy co i to pamiętają!). Po 3 latach współpracy zespół zdecydował się zarejestrować materiał składający się na ich debiutancką EP-kę 'Hikikomori'.

Spooky One (https://www.facebook.com/SpookyOneMusic)

Zespół Spooky One, który zwyciężył w konkursie Radia Aktywnego gra szeroko rozumianą muzykę alternatywną (elementy indie, electro, rocka, funku). Zadebiutował na początku 2010 roku, od tego czasu zagrał już wiele koncertów i wydał Epkę "By Mistake.

After zapewni kolektyw Bez Konkretnych Osób (może Michał Dąbrowski i może Paweł Gawlik) + Zobo (1/3 Michael Jackson Duo).


Miejsce: Klubojadalnia Eufemia ul. Krakowskie Przedmieście 5 (wejście od pasażu Wacława Niżyńskiego)
Start: 19:00
Wjazd: 0 pln

środa, 7 grudnia 2011

Audycja nr 26 - rok 1970 (IV)

Audycja w głównej mierze poświęcona była muzyce elektronicznej, psychodelicznej i eksperymentalnej. Zgłębiliśmy się w elementy i przyczyny sprzyjające rozwoju gatunków oraz światopoglądowi muzyków taką twórczością się zajmujących. Pierwsza część naszej krautrockowej podróży wymierzona została w niemieckie Amon Duul, Amon Duul II oraz zapomniane Orange Peel. Czasu na szerszy przegląd sceny niemieckiej (i nie tylko) jak się okazało zabrakło, a więc do tych muzycznych tematów z pewnością wrócimy bo grupy takie jak Kraftwerk, Can czy Guru Guru także należą do podwalin gatunku, a ten postaramy się wspólnie dość skrupulatnie przeanalizować.

Oprócz tego podczas audycji rozdane zostały trzy podwójne wejściówki na koncert Lao Che odbywający się 13 grudnia w Hard Rock Cafe (stąd aż dwa utwory formacji) oraz niezwykle ciekawy, zbierający fantastyczne recenzje najnowszy krążek Hipgnosis pt. Relusion.

W przyszłym tygodniu szykuje się audycja nakierowana na jazzrock, podczas której rozdana zostanie kolejna płyta, której tytuł na razie owiany jest tajemnicą ;)

Do usłyszenia!

 Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Lao Che - Życie jest jak tramwaj (Prąd Stały/Prąd Zmienny, 2010)
3. Orange Peel - Tobacco Road (Orange Peel, 1970)
4. Amon Düül - Paramechanische Welt (Paradieswärts Düül, 1970)
5. Amon Düül II - Cerberus (Yeti, 1970)
6. Amon Düül II - Soap Shop Rock (Yeti, 1970)
7. Igor Wakhevitch - Initiation II (Logos, 1970)
8. Lao Che - Krzywousty (Prąd Stały/Prąd zmienny, 2010)
9. Hipgnosis - Dr What (Relusion, 2011)
10. Blind Guardian - Into the Storm (Nightfall In Middle-Earth, 1998)
11. Zaprogowe outro

jedno z najbardziej wybitnych krautrockowych wydawnictw

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Urodzinowa prog-koopercja w Radiu Aktywnym

 Z okazji 7 urodzin Radia Aktywnego nasze progresywne kolegium RA miało szczególną okazję poprowadzić okazjonalną, trzygodzinną audycję (od 3.00 do 6.00 rano), nakierowaną na muzykę progresywną i postrockową pod intrygująco brzmiącą nazwą Post Scriptum za PROGiem Świata Pomiędzy. Razem ze mną, Kamilem Dróżdżem (audycja I'm stuck between) oraz Bartoszem  Olszańskim (audycja Post Scriptum) wybraliśmy się w niezapomnianą podróż w rejony klimatycznej, czasem wzruszającej i kojącej, czasem energetycznej i żywiołowej muzyki, rozdaliśmy Wam masę prezentów, a dodatkowo znaleźliśmy kraj w kształcie trzustki i odkryliśmy tajemnicę epickiego kransoluda (tego z długą, siwą brodą ;)).

Było naprawdę bardzo przyjemnie, usnąć mimo newralgicznej pory się nie dało i chyba z chęcią wszyscy powtórzymy jeszcze kiedyś taki audycyjny eksperyment :) Serdeczne podziękowania należą się za to Wam, że muzyczna pasja okazała się silniejsza od snu. Dziękujemy!


Playlista:
1. Amusement Parks On Fire - Cut To Future Shock
2. Black Math Horseman - Tyrant
3. Opeth - The Devil's Orchard
4. Jesu - Star
5. A Swarm Of The Sun - Refuge
6. Yes - Fly From Here Pt. 1 - We Can Fly
7. *shels - Water
8. Irreversible - Time Compressing
9. Pathfinder - The Demon Awakens
10. Pure Reason Revolution - Bullitts Dominae
11. Glass America - Entropy
12. Steve Hackett - Nomads
13. Lights Out Asia - Four Square
14. Our Friend, Surrender - And Our Crowning Glory (What We Become)
15. Pain Of Salvation - No Way
16. 65daysofstatic - Drove Through Ghosts To Get Here
17. Our Ceasing Voice - Highway Lights
18. Jelonek - WolfRed
19. Nine Inch Nails - The Beginning Of The End (Ladytron)
20. Amesoeurs - Faiblesse Des Sens
21. Spiral - White Feathers From The Sky
22. Röyksopp - Alpha Male (Live)
23. The Naked And Famous - The Ends

Krautrock i elektronika oraz konkursy: Hipgnosis i Lao Che

Najbliższa audycja będzie w głównej mierze poświęcona niezwykle bujnie rozwijającej się scenie karutrockowej oraz stawiającej pierwsze kroki progresywnej elektronice. Poznamy (lub przypomnimy) prekursorów gatunku i zespoły dopiero raczkujące. Oprócz tego podczas audycji zostanie przeprowadzony konkurs na najnowszą płytę Hipgnosis pt. Relusion osadzoną w progresywnych, psychodelicznych i elektronicznych klimatach, a także porozmawiamy o zbliżających się koncertach Blind Guardian i Lao Che, na który do wygrania będą trzy podwójne wejściówki!


Zapraszam już we wtorek 6 grudnia od godziny 23.00!

PEPSI ROCKS! presents Lao Che

Już 13 grudnia 2011 na scenie Hard Rock Cafe Warsaw zagra jeden z najbardziej różnorodnych polskich zespołów – formacja Lao Che.


sobota, 3 grudnia 2011

7 urodziny Radia Aktywnego!

 
Zapraszamy na specjalną, urodzinową 24-godzinną audycję, która rozpocznie się 3 grudnia o 11:00 i potrwa do południa dnia następnego. Będą to 24 godziny przepełnione sporą dawką muzyki na żywo i mnóstwem ciekawych rozmów (nasze studio odwiedzą m.in. Janina Paradowska, Walter Jeklin, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Bartek Chaciński i Małgorzata Halber).
Czekają na Was wypełnione po brzegi paczki upominkowe, a w nich książki, płyty, komiksy i wiele innych.
Podczas audycji zostanie wyłoniony zwycięzca konkursu dla młodych zespołów, który wystąpi tydzień później (9.12) na koncercie urodzinowym w klubie Eufemia.
Audycję otworzy wywiad z prorektorem ds. studenckich Politechniki Warszawskiej, Władysławem Wieczorkiem.

Sponsorzy nagród: Wytwórnia Mystic, Nasiono Records, Wydawnictwa: Czerwone i Czarne, Czytelnik, Prószyński i Spółka, Amber, Jaguar, Replika, Bellona, Kultura Gniewu
Patroni medialni: dlastudenta.pl, muzyka.pl, nuta.pl, polibuda.info, prostudent.pl, studente.pl, students.pl, fabrykazespołów.pl

Ramówka A-24:
11:00 – rozmowa z Władysławem Wieczorkiem, prorektorem ds. studenckich Politechniki Warszawskiej
12:00 – otwarcie A-24H
12:30 – 13:00 – wywiad z Walterem Jeklinem, prezesem klubu koszykarskiego Polonia 2011 Warszawa
13:00 – 13:30 – rozmowa z Jasiem Kapelą
13:30 – 14:00 – spotkanie z pisarką i scenarzystką filmową Małgorzatą Gutowską-Adamczyk
14:00 – 14:30 – wywiad z zespołem The Phantoms
14:30 – 15:00 – rozmowa z Bartkiem Chacińskim
15:00 – 16:00 – wywiad z Dorotą Kopką-Broniarz (DoriFi)
16:00 – 17:00 – slam poetycki z Michałem Czają
17:00 – 17:30 – koncert na żywo: Chasing The Sunshine
17:30 – 18:00 – rozmowa z organizatorami Planete Doc Film Festival
18:00 – 18:45 – wywiad z Janiną Paradowską
18:45 – 19:15 – koncert na żywo: Karate Free Stylers
19:15 – 20:00 – rozmowa z dziennikarką Małgorzatą Halber
20:00 – 21:30 –  Muzyczny Podajnik (tutaj możecie jeszcze zgłosić ulubione piosenki)
21::30 – 23:00 – Citing Hear vs. 1996
23:00 – 0:00 – More Fyah! (Paweł Kozak)
00:00 – 3:00 – Weekendowa Resuscytacja (Marcin Tym-Czarnocki, Olga Błuś, Maciej Wałejko)
3:00 – 6:00 – Post Scriptum za PROGiem Świata Pomiędzy (Bartosz Olszański, Kamil Dróżdż, Paweł Bogdan)
6:00 – 7:00 – Biuro Podróży (Tomasz Kubik)
7:00 – 8:00 – Uskudar (Michał Wieczorek)
8:00 – 11:00 – Kultura (Olga Błuś)
11:00 – 12:00 – Podsumowanie A-24H, ogłoszenie wyników konkursu na urodzinowy zespół Radia Aktywnego

środa, 30 listopada 2011

Zrockowana za PROGiem - wywiad z Leash Eye

Dnia 20 listopada miałem przyjemność zastąpić prowadzącą audycję Zrockowana, Anię na jej cotygodniowym, niedzielnym paśmie. Do studia udało się zaprosić gościa, którym okazał się basista formacji Leas Eye, Pan Marek Kowalski. Wspólnie dyskutowaliśmy na tematy dotyczące najnowszej płyty zespołu (która w połowie została zaprezentowana na antenie), ciekawostką z nią związanych, a także o barwnej historii Leash Eye w tym roku świętującym XV-lecie i o dalszej oraz bliższej przyszłości formacji.

Wywiad jest dostępny do odsłuchania na oficjalnym kanale youtube Radia Aktywnego. Serdecznie zapraszam!


 Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Leas Eye - Deathproof (Charger vs Challenger) (V.I.D.I., 2011)
3. Leas Eye - One Time, Two Times (V.I.D.I., 2011)
4. Leas Eye - Headin' For Disaster (V.I.D.I., 2011)
5. Leas Eye - Open Up, Chris (V.I.D.I., 2011)
6. Leas Eye - Trucker Song (V.I.D.I., 2011)
7. Leas Eye - Her Rose's Flavour (V.I.D.I., 2011)
8. Zaprogowe outro

Audycja nr 25 - rok 1970 (III)

Nasze dwudzieste piąte spotkanie poświęciliśmy w głównej mierze losom grupy Pink Floyd oraz psychodeli w muzyce progresywnej roku 1970. Omówiliśmy sytuację personalną grupy, w tym opuszczenie zespołu przez dotychczasowego lidera Syda Barretta i jego działalność solową. Wspólnie zastanowiliśmy się nad pewnego rodzaju powolną transformacją muzycznego stylu grupy, jej artystycznym ukierunkowaniem, które można zaobserwować na Atom Heart Mother (w sumie uznaje się ten album jako pierwszy klasyczny w dorobku Pink Floyd) oraz na pierwszym naprawdę wielkim komercyjnym sukcesem formacji. Co prawda pewnego rodzaju numer wywinęła nam kompozycja tytulowa (obowiązkowo proszę to nadrobić samodzielnie!), ale i tak analizę albumu można uznać za zakończoną w zadowalającym stopniu.

Oprócz tego przyjrzeliśmy się węgierskiej, niezwykle znanej grupie Omega, japońskiemu przedstawicielowi muzyki progresywnej, którym okazał się Pan Hiro Yanagida, bardzo płodnej formacji Steamhammer czy niesłusznie zapomnianej, ale wprost fantastycznej formacji Bachdenkel, której los kładł raz za razem kłody pod nogi (magazyn Rolling Stone nadał zespołowi tytuł najlepszej nieznanej brytyjskiej grupy - naprawdę szczególnie warto się mu bliżej przyjrzeć).

Audycję zakończyło przedstawienie niezwykle ciekawej i dość słabo znanej poznańskiej formacji Appleseed, która 6 grudnia rozpoczyna trasę koncertową promującą debiutancki album. Zwycięzcom dwóch wejściówek na warszawski koncert formacji gratuluję (i zazdroszczę) :) Ostatnim utworem za PROGiem była kompozycja grupy Nightwish z albumu Imaginaerum który właśnie tego dnia miała swoją ogólnoświatową premierę.

Zapraszam już za tydzień. Zapowiada się zdecydowanie bardziej eksperymentalna, elektroniczna i krautrockowa audycja!

 Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Syd Barrett - Octopus (The Madcap Laughs, 1970)
3. Syd Barrett - Wined and Dined (Barrett, 1970)
4. Pink Floyd - Summer '68 (Atom Heart Mother, 1970)
5. Pink Floyd - Fat Old Sun (Atom Heart Mother, 1970)
6. Pink Floyd - Atom Heart Mother (Atom Heart Mother, 1970)
7. Bachdenkel - An Appointment With the Master (Lemmings, 1970/1973)
8. Hiro Yanagida - Happy, Sorry (Milk Time, 1970)
9. Omega - Ahol a boldogsagot osztottak (Eiszakai Orszagut, 1970)
10. Steamhammer - Hold That Train (Mountains, 1970)
11. Appleseed - Playground (Night in Digital Metropolis, 2010)
12. Nightwish - Rest Calm (Imaginaerum, 2011)
13. Zaprogowe outro

 być może najsłynniejsza krowa świata - Lulubelle III

poniedziałek, 28 listopada 2011

Zapowiedź audycji nr 25

Serdecznie zapraszam na jubileuszową, bo już dwudziestą piątą audycję za PROGiem, która w większości będzie poświęcona psychodelicznemu nurtowi w muzyce progresywnej roku 1970. W głównej mierze skupimy się na losach grupy Pink Floyd i wydanym w tymże roku albumie Atom Heart Mother. Oprócz tego czeka nas przegląd najciekawszych artystów tegoż gatunku (w tym wyprawa do Japonii) oraz konkurs na dwie podwójne wejściówki na koncert postrockowego Appleseed.

Do usłyszenia!

Radio Aktywne, wtorek 29 listopada, godz. 23.00

niedziela, 27 listopada 2011

Recenzja: Appleseed - Night In Digital Metropolis (2010)

 
Zespół Appleseed został założony w roku 2000 w Poznaniu. Niezwykle dużo czasu (bo przecież aż 10 lat!) musiało upłynąć zanim zespół wydał swój pierwszy album długogrający. Co w tym czasie działo się z formacją? Oprócz szlifowania muzycznego rzemiosła i fundamentalizowania składu personalnego formacja w roku 2006 wydała swój pierwszy mini album pt. Broken Lifeforms, w roku 2007 zagrała koncert w mającym już renomę w progresywnym światku radiu PiK, stworzyła teledysk do utworu Lullaby z EPki i koncentrowała się na wydaniu recenzowanego Night In Digital Metropolis z premierą w roku 2010.

Relacja: The Decimation of Europe Tour w Warszawie

Bardzo pracowity rok zafundowało sobie Decapitated. Najpierw wydanie kolejnej płyty, później zakrojona na szeroką skalę akcja promocyjna i  niemalże codzienne koncerty od sierpnia do grudnia, od południowej i wschodniej Europy aż po Stany Zjednoczone. Rzecz jasna trasa musiała sięgnąć i rodzime ziemie zespołu gdzie Decapitated wraz z Aborted, Fleshgod Apocalypse, Archspire oraz Cyanide Serenity odwiedził Warszawę, a następnie Poznań i Kraków.


 Główna uwaga należy się oczywiście gwieździe wieczoru czyli Polakom z Decapitated, którzy 24 listopada w warszawskiej Progresji zaprezentowali się naprawdę świetnie. Zespół działał jak perfekcyjnie naoliwiona maszyna emanując energią, pewnością siebie oraz profesjonalizmem. Usłyszeliśmy sporo nowego materiału z najnowszego Carnival is Forever, ale zespół nie zapomniał i o starszych, najlepiej przyjmowanych przez fanów utworach. Sporym minusem okazał się jednak niezbyt długi set zespołu (nie dłużej niż 45 minut) oraz brak bisa, ale dotyczyło to wszystkich występujących tego dnia w Progresji zespołów. Zespół po morderczym secie i rozgrzaniu do czerwoności fanów grzecznie ukłonił się na pożegnanie i z pewnością zachęcił każdego, kto tego wieczoru odwiedził Progresję, do głębszego wniknięcia w muzyczną twórczość formacji oraz do przetestowania możliwości na żywo zespołu podczas następnej nadarzającej się okazji.

Oczywiście nie tylko Decapitated miało możliwość zaprezentować swą muzykę publiczności. Koncert rozpoczęły dwie młodsze stażem kapele: polski Cyanide Serenity oraz kanadyjski Archspire, które zaprezentowały się naprawdę bardzo przyzwoicie. W następnej kolejności mieliśmy usłyszeć Fleshgod Apocalypse, ale z uwagi na to, że wokalista następnego Aborted poważnie się rozchorował, usłyszeliśmy Belgów w skróconym, instrumentalnym secie przed Włochami. Sytuacja ta z pewnością wszystkich poważnie zmartwiła, ale jak się okazało Belgowie z Aborted nie stracili animuszu i bez niego rozpętali prawdziwe muzyczne piekło porywając publiczność muzyką na niesamowitym poziomie. Widać było, że spora część publiczności przybyła specjalnie dla nich bawiąc się przy muzyce Belgów znakomicie. Zresztą bijąca od zespołu energia i porywająca muzyka przekonała z pewnością lwią część publiczności do tejże formacji i warto nadmienić, nie potrzebowała do tego wokalisty! W dalszej kolejności mogliśmy usłyszeć Włochów z Fleshgod Apocalypse, który zostali bardzo chłodno przyjęci przez publiczność, bo zaprezentował się naprawdę bez rewelacji, a kolejne próby nawiązania jakiekolwiek kontaktu ze słuchaczami raz za razem spotykała się z niemalże zerowym odzewem.


 The Decimation of Europe Tour w warszawskiej Progresji przygotował fanom ciężkiej muzyki niesamowicie energetyczne muzyczne uderzenie. Co prawda nie wszystkie zespoły zaprezentowały się z najlepszej strony, ale dla zobaczenia elitarnego już Decapitated i fenomenalnego (nawet bez wokalisty!) Aborted naprawdę było warto wydać tych parędziesiąt złotych i przeżyć naprawdę porywające chwile przy ekstremalnej muzyce metalowej. Widać to było szczególnie patrząc na frekwencję tego dnia w warszawskim klubie, bo grupom udało się zgromadzić naprawdę sporo słuchaczy w tym niszowym gatunku, a to z pewnością niezbicie świadczy o sile przyciągania i wartości muzyki Decapitated czy Aborted.

czwartek, 24 listopada 2011

Wygraj bilety na koncert Applessed!

Już w najbliższy wtorek podczas audycji za PROGiem będziecie mieli okazję zdobyć dwie podwójne wejściówki na warszawską odsłonę The Celestial Tour, na którym zagrają Appleseed, Forma, The Animators oraz Overcolored. Koncert odbędzie się 6 grudnia w Radio Luxemburg.


 Zespół Applesed powstał w roku 2006 w Poznaniu i od samego początku w muzyce zespołu można było dostrzec wpływy najwybitniejszych zespołów progresywnych lat 70tych i 80tych (Pink Floyd, Marillion, King Crimson, Wishbone Ash) oraz takich fromacji jak Anathema, Sigur Ros czy Mogwai. W roku 2006 grupa zarejestrowała swój pierwszy minialbum pt. Broken Lifeforms, a bardzo pozytywny odbiór krążka wśród recenzentów i słuchaczy zmotywował zespół do dalszej pracy, której zwieńczeniem był wydany w roku 2010 album Night In Digital Metropolis. Zespół przygotowuje się do trasy promującej płytę, warto wspomnieć że dnia 11 listopada wystąpił na BalticProgFest na Litwie.

Bilety na koncert zespołu do wygrania już w najbliższy wtorek 29 listopada od godz. 23.00 podczas audycji za PROGiem! Nie przegapcie!

środa, 23 listopada 2011

Audycja nr 24 - rok 1970 (II)

Kolejne spotkanie za PROGiem poświęciliśmy w sposób szczególny grupie Jethro Tull oraz muzyce hardrockowej roku 1970. Przeanalizowaliśmy sytuację zespołu, wartość albumu Benefit dla rozwoju formacji oraz dość ważna zmiany personalne w zespole. Mocnymi punktami audycji nr 24 były z pewnością czarne konie roku 1970 czyli aktywnie rozwijający się Rare Bird oraz ciężki i niesamowicie żywiolowy jak na standardy epoki Lucifer's Friend. Zwróciliśmy ponadto uwagę na zapomnianych czyli duński Culpeper's Orchard oraz brytyjską Aquilę, która wydała jeden album i rozwiązała się (niestety!) tak szybko jak powstała.

Analizując dany rok sporo miejsca poświęciliśmy biłgorajskiej Kali-Guli, która wydając nowy materiał zrobiła niesamowity przeskok artystyczny. Zwycięzcy krążka zespołu pt. Minotaur serdecznie gratuluję! Audycję zakończyliśmy zaproszeniem na występy Riverside wraz z Disperse oraz Decapitated.

Do usłyszenia za tydzień! 

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Frijid Pink - God Give Me You (Frijid Pink, 1970)
3. Culpeper's Orchard - Mountain Music Part 2 (Culpeper's Orchard, 1970)
4. Jethro Tull - With You There To Help Me (Benefit, 1970)
5. Jethro Tull - To Cry You a Song (Benefit, 1970)
6. Aquila - How Many More Times (Aquila, 1970)
7. Rare Bird - What You Want To Know (As Your Mind Flies By, 1970)
8. Lucifer's Friend - Everybody's Clown (Lucifer's Friend, 1970)
9. Kali-Gula - Bezsenny (Minotaur, 2011)
10. Disperse - Far Away (Journey Through The Hidden Garden, 2010)
11. Decapitated - Homo Sum (Carnival is Forever, 2011)
12. Zaprogowe outro
 rozwinięcie muzycznego stylu Jethro

poniedziałek, 21 listopada 2011

Jethro Tull i Kali-Gula za PROGiem

 
Zapraszam gorąco na najbliższą audycję za PROGiem! W trakcie audycji zostanie przeprowadzony konkurs, którego nagrodą będzie najnowszy album biłgorajskiej Kali-Guli pt. Minotaur! Oprócz tego wnikliwym okiem badacza spojrzymy na album Jethro Tull pt. Benefit i opowiemy o dość znacznym muzycznym zwrocie w historii zespołu prowadzącym formację gatunkowo ku muzyce progresywnej. Dodatkowo zerkniemy na hardrockową stronę roku 1970 w muzyce oraz porozmawiamy o zbliżających się koncertach Riverside oraz Decapitated.

Relacja: Filmowy wieczór z muzyką Lebowskiego

Dużo czasu musiało upłynąć od momentu wydania płyty Cinematic do dnia, kiedy zespół po raz pierwszy odwiedził stołeczną Warszawę czyli momentu, kiedy miałem nareszcie szansę zobaczyć Lebowskiego w akcji. Osobiście uważam grupę za największe muzyczne odkrycie roku 2010 w Polsce (zresztą płynące zewsząd rewelacyjne recenzje i opinie moje zdanie utrzymują), a do tego jako formację niesamowicie inteligentnie i przemyślanie się rozwijającą. Nie mogłem więc doczekać się dnia 19 listopada, kiedy to w warszawskim Kinie Alchemia szczecińska formacja miała zaprezentować się na żywo.

Występ rozpoczął się w dwudziestominutowym opóźnieniem. Po wejściu do sali kinowej, gdzie miał odbywać się występ niejako fontman zespołu Pan Marcin Grzegorczyk głęboko przeprosił wszystkich zebranych za niezależne od zespołu problemy techniczne i wynikające z tego faktu opóźnienie (z taką profesjonalną postawą muzyka spotkałem się po raz pierwszy), po czym można było wygodnie rozsiąść się w fotelach i oczekiwać tego, co Lebowski nam zaprezentuje.

Początkowo można było narzekać na nagłośnienie: zdecydowanie za głośne sample, buczący bas, przyciszona gitara, jednak z każdą kolejną sekundą stan faktyczny poprawiał się i po Trip to Doha podczas kolejnego utworu już w pełni można było delektować się muzyką zespołu. Co ciekawe Lebowski zaprezentował widzom naprawdę smoczą dawkę nowego, nieopublikowanego materiału bo oprócz bodajże sześciu utworów z debiutanckiego Cinematic mniej więcej połowa koncertu przypadła na nowy materiał. Rzecz jasna nie zabrakło tytułowego Cinematic, mojego numer jeden czyli Iceland, w trakcie którego ciarki przeszywają całe ciało czy naprawdę świetnie prezentującego się na żywo, francuskiego Encore. Biorąc pod uwagę nowe kompozycje to wręcz fenomenalne wrażenie zrobił utwór nawiązujący do Romeo i Julii nagrodzony burzliwymi oklaskami, zagrany na bis Midnight Syndrome oraz jeden utwór o dosyć trudnej do zapamiętania nazwie, w którym przejawiały się motywy muzyki chińskiej, tudzież japońskiej. Zresztą… naprawdę nie można było narzekać na utwory zagrane przez zespół (chociaż mi osobiście zabrakło The Storyteller), bo prezentowały one wszystkie niesamowicie wysoki poziom. Jednocześnie już można było zaobserwować różnice między nowym, a starym materiałem – ten pierwszy jest dużo bardziej energiczny i żywiołowy niż utwory pochodzące z Cinematic.

Jeżeli chodzi o samych muzyków, to naprawdę z daleka widoczna była ich radość z możliwości zaprezentowania swojego materiału warszawiakom, a rozradowana mina basisty formacji mówiła sama za siebie. Publiczność została zdobyta jednak nie tylko świetnym materiałem grupy i formą zespołu, ale poczuciem bliskości i wewnętrznej więzi, którą można było odczuwać już w trakcie Trip to Doha. Zarówno widownia jaki i zespół uczestniczyli w pewnego rodzaju misterium i mi osobiście ciężko wytłumaczyć pewnego rodzaju nieznaną więź, duchowe połączenie między muzykami, a publicznością których zjednywały dźwięki płynące z instrumentów Lebowskiego. Niech za komentarz do całego wieczoru posłużą gromkie brawa i oklaski na stojąco części publiczności, bo naprawdę… było pięknie.

Koncert trwał około godziny i trzech kwadransów. W tym czasie zespół pokazał się z naprawdę świetnej strony. Zatapiał swoją muzyką, w sposób niespodziewany zabierał słuchacza w obłoki odrywając go od spraw przyziemnych. Przed występem formacji nurtowała mnie sprawa frekwencji, ale jak się okazało była ona naprawdę zadowalająca (Kino Alchemia zapełniło się niemal w pełni), a wśród publiczności mogliśmy zobaczyć zarówno kilkuletnie dzieci, jak i osoby w podeszłym wieku.

Ostatecznie podsumowując występ muzyków jestem nim w pełni usatysfakcjonowany. Nie jestem jednak pewien czy zespół powinien występować w kinie czy po prostu w klubie. Przemyślam to zagadnienie do tej pory i w sumie o ile kino jest chyba naturalnym matecznikiem zespołu i przemawia za nim dość sporo argumentów, to sądzę że występy w typowo koncertowych miejscach w większym stopniu potrafiłyby wykorzystać muzyczny potencjał formacji i emocje związane z graną przez nią muzyką.


Na występ formacji Lebowski dość długo oczekiwałem i absolutnie nie czuję się zawiedziony. Przeżyłem naprawdę bajkowe chwile okraszone piękną, filmową atmosferą. Zespołowi życzę poszerzania grona fanów, bo z pewnością formacja ma ogromny artystyczny potencjał. Najważniejsze jednak, żeby miała okazję i możliwości go odpowiednio wykorzystać. Trzymam kciuki i czekam na kolejny występ!

niedziela, 20 listopada 2011

Wywiad z Leash Eye


Serdecznie zapraszam dziś na godiznę 22.00 do słuchania audycji Zrockowana, którą będę miał okazję okazjonalnie poprowadzić. Gośćmi audycji będzie zespół Leash Eye promujący swoje najnowsze wydawnictwo pt. V.I.D.I., które już zostało uznane płytą miesiąca czasopisma Metal Hammer!

Leash Eye to polska grupa wykonująca muzykę z pogranicza rocka i heavy metalu powstała w 1996 roku w Warszawie. Do tej pory grupa wydała dwa krążki pt. V.E.N.I. oraz V.I.D.I.. Ma na swoim koncie m.in. występy na Wacken Open Air oraz Sonisphere Festiwal.

Relacja: Jean-Michel Jarre w Torwarze

Koncert Jean-Michel Jarrea był jednym z koncertów, na które w tym roku oczekiwałem z największym zaciekawieniem i zainteresowaniem. W naszym kraju bowiem wydarzeń stricte nastawionych na muzykę elektroniczną jest jak na lekarstwo i nigdy nie miałem możliwości w takim występie uczestniczyć, a że trafiła mi się okazja po raz pierwszy zatopić się w takiej muzyce i to jeszcze w wykonaniu arcymistrza elektroniki, pogłębiło we mnie dociekania, jak taki koncert wryje się w moją pamięć. 

Występ Francuza odbył się w warszawskim Torwarze i patrząc z perspektywy dnia powszedniego (poniedziałek) i ceny biletów, na którą nie każdy mógłby sobie pozwolić, to frekwencja była naprawdę spora mimo tego, że dość dużo miejsc pozostało pustych. Występ muzyka rozpoczął się o godzinie 20.20 i potrwał ponad dwie godziny (bodajże do 22.30) czym z pewnością zadowolił przybyłą publiczność, choć nie chodzi tu tylko o długość koncertu, a jego jakość i wysoką muzyczną próbę.


Gdy wszyscy oczekiwali wejścia muzyka na scenę, ten niczym Fish z Marillion nagle znikąd pojawił się wśród publiczności i biegnąć przybijał tzw. piątki kolejnym fanom w drodze na scenę. Właśnie wtedy rozpoczęły się dwie godziny, w których Jean-Michel Jarre zaprezentował publiczności dość przekrojowy materiał. Ja ze swej strony mógłbym podzielić występ muzyka na trzy fazy: pierwszą – eksperymentalną i niezbyt mnie przekonującą, drugą – przecudną i wzruszającą, trzecią – żywiołową, którą wyrwał setki fanów z siedzeń. Jean-Michel Jarre w trakcie występu pokazał naprawdę swe zróżnicowane muzyczne oblicza poczynając od tego skrajnie eksperymentalnego poprzez melodyjne, kojące i wzruszające. Świetnie zaprezentowały się utwory z najlepiej przyjętych albumów artysty czyli Oxygene oraz Equinoxe, warto zwrócić było uwagę na wzruszający Adagio, połączony z ciekawą historią Souvenir of China czy porywające publiczność Rendez-Vous 4 oraz Vintage. No właśnie! To co okazało się bardzo dużym plusem występu to fakt, że Jean Michel-Jarre postanowił zabrać publiczność w naprawdę odmiennie klimatycznie rejony muzyczne czym zadbał o pozostawienie widowni w ciągłej czujności, pobudzeniu i uwadze skupionej na tym, czym tym razem zaskoczy nas Francuz.

Oczywiście warto wspomnieć również o całej otoczce technicznej towarzyszącej koncertowi w Torwarze. Jeżeli chodzi o tzw. show i artystyczny rozmach, to występ Jean-Michel Jarre’a obok koncertu Judas Priest w katowickim Spodku w sierpniu br. mogę sklasyfikować jako mój prywatny numer jeden. Niezwykłe  kombinacje laserów, fantastyczne, tajemnicze wizualizacje czy muzyk biegający po scenie, grający na pojawiających się z podłogi smugach lasera (jak to możliwe?)... Wszystko to złożyło się na to, że mieliśmy przyjemność słuchać nie tylko muzycznych dokonań Jarre’a, lecz również podziwiać jedyną w swoim rodzaju otoczkę koncertu.

Podsumowując występ jestem zmuszony stwierdzić, że nie zawiodłem się licząc przed występem na niezapomniane, muzyczne show bo takie z pewnością miałem przyjemność oglądać. Jean-Michel Jarre udowodnił, że jest muzykiem niezwykle doświadczonym, umie panować nad tłumem i wie w jaki sposób wykorzystywać poszczególne elementy muzyczne, aby wprowadzać słuchaczy w stan muzycznej hipnozy i zdumienia umiejętnościami artysty. Muzyk z utworu na utwór napędzał muzyczną koniunkturę występu tak, że w pewnym momencie najpierw wyrwał niemal wszystkich siedzących w dolnej kondygnacji z krzeseł, a następnie niejako nie pozostawił im wyboru jeśli chodzi o burzliwe domaganie się bisu, oklaski na stojąco oraz owacje sięgające zenitu. Co prawda mnie osobiście występ Jarre'a nie urzekł w pełni i mógłbym wymienić sporo fantastycznych momentów zapierających dech w piersiach przy tych irytujących czy męczących ucho. Nie mogę jednak odmówić muzykowi tego, że wypadł naprawdę świetnie co z pewnością potwierdzi zdecydowana większość widowni zebranej w Torwarze, którą Francuz z całym przekonaniem zdobył.

piątek, 18 listopada 2011

Decapitated znowu w Polsce


Najbliższe dni zapowiadają się bardzo ciekawie dla wszystkich maniaków death metalu! Do naszego kraju na trzy koncerty zawita trasa "THE DECIMATION OF EUROPE TOUR". Headliner'em tego wydarzenia będzie nasze rodzime DEACAPITATED! Oprócz nich będziemy mieć okazję usłyszeć legendę brutal death metalu z Belgii - ABORTED.

Tempa na pewno dotrzymają także amerykanie z DECREPIT BIRTH lubujący się w bardziej technicznym graniu. Na rozgrzewkę otrzymamy dwie młode, świetnie zapowiadające się załogi CYANIDE SERENITY oraz ARCHSPIRE.

24.11.2011 Warszawa - Progresja
25.11 - Poznań, "U Bazyla"
26.11 - Kraków, "Rotunda"
Start : 19:00 (otwarcie bram)
Wjazd : 45 PLN / 55 PLN

czwartek, 17 listopada 2011

Recenzja: Kali-Gula - Minotaur (2011)


Kali-Gula jest młodym polskim zespołem założonym w roku 2005 w Biłgoraju. Swoją przygodę muzyczną zespół rozpoczął od wydania dwóch materiałów demo, lecz dopiero rok 2008 kiedy pozycję wokalistki w zespole objęła Yoanna Gulak (grając jednocześnie na gitarze) zespół wykrystalizował się jako twór muzyczny w pełnym słowa tego znaczeniu. Sfundamentalizowany został skład formacji, grupa rozszerzyła swoją działalność na wiele występów na żywo, a już rok następny przyniósł nagranie dwudziestominutowego mini albumu pt. Crucial Point. Rok 2011 za to zespół poświęcił na prace nad swym kolejnym dziełem, którym jest recenzowany tutaj Minotaur.

środa, 16 listopada 2011

Audycja nr 23 - rok 1970 (I)

Tym razem za PROGiem królowały dość sentymentalne, delikatne muzyczne klimaty. Odwiedziliśmy naszych starych znajomych z Family oraz Procol Harum, odkurzyliśmy wspaniały i niesłusznie zapomniany Affinity, zerknęliśmy trochę w pogranicza muzyki progresywnej by nacieszyć się delikatną muzyką Tudor Lodge i Pearls Before Swine. Głównym punktem naszego spotkania była jednak analiza drugiego krążka najbardziej reprezentatywnego zespołu tzw. sceny cantenbury - If I Could Do It All Over Again I'd Do It All Over You od Caravan. Przypomnieliśmy historię oraz działalność grupy oraz istotne znaczenie albumu dla muzyki progresywnej. Na deser jeszcze raz nacieszyliśmy się informacją o reaktywacji Black Sabbath i poznaliśmy niezwykle utalentowany, grający wspaniałą muzykę zespół Lebowski. Serdecznie gratuluję zwycięzcy biletu na występ formacji w Warszawie, a i Was zachęcam do udania się na jeden z koncertów zespołu zespołu, który jest w trakcie trasy koncertowej po Polsce.

Zapraszam za próg już za tydzień, kiedy to dogłębnie przyjrzymy się krążkowi Jethro Tull pt. Benefit.

...no i mam nadzieję że zauważyliście że przekroczyliśmy próg kolejnego muzycznego rocznika! :) 

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Family - Drowned in Mine (A Song for Me, 1970)
3. Pearls Before Swine - Rocket Man (The Use of Ashes, 1970)
4. Caravan - And I Wish I Were Stoned/Don't Worry (If I Could Do It All Over Again I'd Do It All Over You, 1970)
5. Caravan - With an Ear to the Ground You Can Make It/Martinian/Only Cox (Reprise) (If I Could Do It All Over Again I'd Do It All Over You, 1970)
6. Tudor Lodge - Help Me Find Myself (Tudor Lodge, 1970)
7. Affinity - Night Flight (Affinity, 1970)
8. Procol Harum - The Dead Man's Dream (Home, 1970)
9. Black Sabbath - Black Sabbath (Black Sabbath, 1970)
10. Lebowski - Iceland (Cinematic, 2010)
11. Zaprogowe outro
 druga płyta czołowego przedstawiciela sceny cantenbury

niedziela, 13 listopada 2011

Wygraj bilet na koncert Lebowskiego!

Chcesz zobaczyć na żywo sensację polskiej sceny muzycznej roku 2010? Nic prostszego! Wystarczy słuchać audycji za PROGiem w najbliższy wtorek 15 listopada i mieć odrobinę szczęścia!

 
Podczas audycji do wygrania będzie jedna podwójna wejściówka na występ zespołu, który odbędzie się w sobotę, 19 listopada w warszawskim kinie Alchemia. Oprócz tego na słuchaczy będzie czekać kolejna solidna dawka najciekawszej muzyki lat 70-tych. 

Pierwsze dziecko zespołu Lebowski pt. Cinematic może poszczycić się takimi tytułami jak "Polski album roku 2010" wg słuchaczy radia Megastacja, "Najlepszy debiut roku 2010" wg słuchaczy radia ProRadio, "Drugi najlepszy debiut roku 2010" wg czytelników magazynu Metal Hammer czy "Najlepszy album roku 2010" wg czytelników portalu progrock.org.pl. 

Więcej o albumie 

sobota, 12 listopada 2011

Łódka płynie dalej...

W listopadzie z pewnością nie zabraknie deszczu oraz muzyki spod znaku Lebowski. Zespół podczas swej trasy koncertowej odwiedzi między innymi warszawskie Kino Alchemia już 19 listopada, a bilety na ten koncert będą do wygrania podczas wtorkowej audycji za PROGiem! Dodatkową atrakcją koncertów w Szczecinie i Łodzi będzie obecność zespołu Tune. 

piątek, 11 listopada 2011

Relacja: Arena w Progresji

Arena powróciła. Po sześciu latach milczenia zespół po raz kolejny wszedł do studia nagraniowego by tam, już z nowym wokalistą, nagrać swój kolejny krążek zatytułowany The Seventh Degree of Separation, a listopadową trasą koncertową zaprezentować go na żywo swoim starym jak i nowym fanom. Brytyjczycy zaplanowali sobie w Polsce cztery koncerty, z czego jeden z nich odbył się 8 listopada w warszawskiej Progresji, w którym miałem okazję uczestniczyć.

Koncert rozpoczęła założona przez Mirka Gila z Collage polska grupa Believe. Zaskoczyło mnie nie tylko to, że muzycy rozpoczęli wieczór punktualnie co do minuty, ale również to, że zespół zaprezentował się naprawdę świetnie. Formację Believe znam niemal od podszewki i zarówno ich dorobek muzyczny jak i forma koncertowa nie sprawiały na mnie większego wrażenia. Wszystkie swoje uprzedzenia musiałem jednak wyrzucić do worka już po pierwszych, doprawdy magicznych utworach (z najnowszego wydawnictwa) wykonywanych przez zespół. Fantastyczny klimat i muzyczna aura osiągnęła punkt kulminacyjny w środku czwartego z kolei Bread is Mine (objawy – gęsia skórka i dreszcze), jednak zakończenie utworu wybiło niestety z wysokiego poziomu wtajemniczenia i zespołowi nie udało się wzbić na wyżyny artystyczne początkowych  kompozycji. Nie znaczy to jednak, że Believe całkowicie spuścił z tonu bo po porywających utworach z płyty Yesterday is a Friend (był to bodajże What they Want) oraz Poor King Of Sun/Return z najnowszego krążka ręce same składały się do oklasków. Zresztą zespół został ciepło przyjęty przez publiczność, która zdaje się w większości zespołu wcale nie znała, co musi dobrze świadczyć o godzinnym występie formacji. Ja w każdym razie zostałem przez muzyków oczarowany i musiałem z całą odpowiedzialnością przyznać, że niesłusznie spisałem kiedyś Believe na straty i z chyba znowu zacznę dokładniej przyglądać się grupie. 

Po dwudziestu minutach poświęconych na przygotowanie sceny i instrumentów zadanie podbicia serc widowni rozpoczęła brytyjska Arena. Zespół powitany głośnym wiwatowaniem przez publiczność z właściwą sobie energią rozpoczął występ od otwierającego najnowszy krążek utworu The Great Escape. Okazało się, że grupa zaprezentowała setlistę złożoną ze starych, klasycznych utworów poprzecinanych kompozycjami z najnowszego (jeszcze nie wydanego) albumu. Ja niestety ze względów natury osobistej musiałem koncert opuścić po zakończeniu wiekowego Crying for Help IV czyli utworu, który został napisany przez Clivea Nolana oraz Mikea Pointnera jeszcze zanim w głowach zaświtał im pomysł o założeniu wspólnego zespołu. Na szczęście udało mi się załapać jeszcze na A Crack In the Sky, Burning Down czy przepiękne What If? więc chociaż po części usatysfakcjonowany opuściłem klub pozostawiając publiczność z coraz bardziej rozkręcającym się zespołem. Tej zazdroszczę szczególnie tego, że miała okazję usłyszeć na żywo fenomenalną solówkę gitarową w trakcie mojego ulubionego utworu zespołu – The Visitor. Z poczuciem niemocy zabrałem swoje rzeczy i udałem się w podróż nocnymi ulicami Warszawy analizując to, co przed chwilą zobaczyłem i usłyszałem.

Jeżeli chodzi o moje osobiste odczucia po jakiejś połowie występu to są one dość mieszane. Niektóre muzyczne momenty robiły naprawdę świetne wrażenie, inne strasznie nudziły i wprowadzały monotonię. Z przyjemnością patrzyło się na gitarowe popisy Johna Mitchella, irytowały czasami perkusyjne zagrywki Mikea Pointnera. Warto odnotować bardzo dobrą postawę pana Paula Manziego jako wokalisty, który udanie zastąpił swego poprzednika. Naprawdę trzeba Panom z Areny pogratulować dobrego personalnego wyboru. Pięknie z muzyką zsynchronizowana została gra świateł, a nagłośnienie zarówno na koncercie Brytyjczyków i Believe zachowało wysokie standardy klubu.

Jeżeli chodzi o frekwencję to ta przedstawiała się dość przeciętnie. Na pewno dużo wpływ na ten stan rzeczy miała dość wysoka cena biletów oraz niszowy gatunek, w którym zespół się muzycznie obraca. Występ Areny z pewnością zaliczę do tych, podczas których mogłem zadać sobie pytanie: „Czyżbym był najmłodszy na widowni?” gdyż średnia wieku publiczności z pewnością przewyższała 30 lat.

Jak będę wspominał koncert Areny? Najpewniej zostanie przeze mnie zaliczony do tych ciekawszych, legendarnych spotkań z muzycznie uznaną marką i kanonem rocka progresywnego. Nie będzie to jednak występ,  o którym będę jednak opowiadał z wypiekami na twarzy i rozmarzeniem w oczach. Być może wpływ na taki fakt miało to, że musiałem muzyków z Wielkiej Brytanii opuścić w trakcie koncertu? Być może tak, bo publiczność przy neoprogowych dźwiękach bawiła się wspaniale. Cóż… może innym razem będę miał okazję do poprawienia opinii o zespole w mych oczach, bo dla usłyszenia samego The Visitor na żywo na występ Areny skuszę się z pewnością.

Pierwsze 15 minut występu można obejrzeć tutaj

czwartek, 10 listopada 2011

Jean Michel Jarre na koncertach w Polsce

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych artystów na świecie, ikona muzyki elektronicznej. rekordzista Guinessa grający dla największej publiki świata wraca do nas na trzy koncerty.


środa, 9 listopada 2011

Audycja nr 22 - rok 1969 (XVIII)

Dwudzieste drugie spotkanie za PROGiem przyniosło nam ostatnią styczność z dorobkiem muzyki progresywnej roku 1969. Naszą podróż zwieńczyliśmy dogłębną i szczegółową analizą najważniejszego progresywnego albumu w historii czyli In the Court of the Crimson King autorstwa King Crimson. Podczas audycji omówiliśmy istotę i ukryty sens każdego utworu z albumu, nie zabrakło też wielu ciekawych cytatów oraz opinii członków King Crimson na temat własnego dzieła.
Naszą historyczną podróż rozpoczęliśmy od roku 1967 kiedy powstały pierwsze zręby Giles, Giles & Fripp, przyjrzeliśmy się zmianom personalnym w zespole i przekształceniu formacji w King Crimson, a także  procesowi nagrywania i wydaniu płyty, odzewie opinii publicznej oraz ocenom recenzentów, aby skończyć na amerykańskiej trasie zespołu i nieoczekiwanym, niemalże całkowitym rozpadzie grupy.

Oczywiście sporo czasu zostało poświęcone znaczeniu płyty dla rozwoju muzyki. Sądzę, że nawet mimo niezależnych ode mnie problemów natury technicznej i tego, że naprawdę zabrakło czasu do omówienia wszystkich interesujących mnie i Was aspektów ostatecznie udało się zrealizować postawione przed audycją zadanie i ukazać In the Court of the Crimson King jako fundament i kamień węgielny muzyki progresywnej, jako album który zmienił niemal wszystko na progresywnej scenie na świecie.

Osoby szerzej zainteresowane krążkiem odsyłam do książki autorstwa Sida Simtha pt. Na Dworze Karmazynowego Króla oraz szeregu internetowych publikacji.

Ostatnie zaPROGowe minuty poświęciliśmy krótkiemu omówieniu najnowszego albumu i występowi neoprogresywnej Areny w warszawskiej Progresji oraz zaanonsowaniu wizyty Jeana Michel Jarre'a w Polsce na trzech koncertach.

Było to nasz ostatnie spotkanie z rokiem 1969 mimo jeszcze masy materiału, którą dla Was przygotowałem. Nazwy zespołów, które za PROGiem miały się pojawić, a ze względu na dbałość o wartkość audycji zmuszony byłem pominąć, zostaną w najbliższym czasie opublikowane na blogu audycji wraz z krótką adnotacją czego można od nich oczekiwać.

Serdecznie dziękuję za słuchanie audycji oraz masę ciekawych komentarzy i spostrzeżeń. Analiza In the Court of the Crimson King była dla mnie prawdziwym zaszczytem połączonym z wielką odpowiedzialnością, ale sądzę że wspólnymi siłami udało nam się zrealizować postawione zadanie.

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Giles, Giles & Fripp - North Meadow (The Cheerful Insanity of Giles, Giles & Fripp, 1968)
3. Giles, Giles & Fripp - Erudite Eyes (The Cheerful Insanity of Giles, Giles & Fripp, 1968)
4. King Crimson - 21st Century Schizoid Man (In the Court of the Crimson King, 1969)
5. King Crimson - I Talk to the Wind (In the Court of the Crimson King, 1969)
6. King Crimson - Epitaph (In the Court of the Crimson King, 1969)
7. King Crimson - Moonchild (In the Court of the Crimson King, 1969)
8. King Crimson - The Court of the Crimson King (In the Court of the Crimson King, 1969)
9. Arena - What If? (The Seventh Degree of Separation, 2011)
10. Jean-Michel Jarre - Oxygene 6 (Oxygene, 1976)
11. Zaprogowe outro

portret Belzebuba wewnątrz albumu autorstwa B. Godberga