czwartek, 19 grudnia 2013

Przerwa świąteczna

Święta już za pasem. Zgodnie z zapowiedziami, w związku z przerwą świąteczną, najbliższe dwie audycji za PROGiem nie odbędą się. Podczas najbliższych zaPROGowych niedziel 22 oraz 29 grudnia w Radiu Aktywnym usłyszycie powtórki ostatnich dwóch audycji. Przerwę świąteczną, oprócz należnego odpoczynku, planuję spożytkować na przygotowanie kilku testów-recenzji w ramach podsumowania roku 2013. Na liście m.in. Dream Theater, Tides From Nebula i Renaissance.

Słyszymy się już w 2014 roku, kiedy 5 stycznia za PROGiem zajmiemy się muzyką fusion z Mahavishnu Orchestra i albumem Birds on Fire na czele.

Wesołych świąt i progresywnego Nowego Roku!

niedziela, 15 grudnia 2013

Audycja nr 92 - rok 1973 (III)

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Il Rovescio Della Medaglia - Absent For This Consumed World / Ora Non Ricordo Piu / Il Suono Del Silenzio (Contaminazione, 1973)
3. Il Rovescio Della Medaglia - La Mia Musica (Contaminazione, 1973)
4. Il Rovescio Della Medaglia - La Grande Fuga (Contaminazione, 1973)
5. Le Orme - Sospesi Nell'incredibile (Felona E Sorona, 1973)
6. Le Orme - Felona / La Solitudine Di Chi Protegge Il Mondo / L'equillibrio (Felona E Sorona, 1973)
7. Le Orme - Ritratto Di Un Mattino (Felona E Sorona, 1973)
8. Le Orme - Ritorno Al Nulla (Felona E Sorona, 1973)
9. De De Lind - Fuga E Morte (Io non so da dove vengo e non so dove mai andrò. Uomo è il nome che mi han dato, 1973)
10. Alphataurus - Dopo L'Uragano (Alphataurus, 1973)
11. Alphataurus - Croma (Alphataurus, 1973)
12. Alphataurus - La Mente Vola (Alphataurus, 1973)
13. Campo Di Marte - Secondo Tempo (Campo Di Marte, 1973)
14. Campo Di Marte - Settimo Tempo (Campo Di Marte, 1973)
15. Nuova Idea - Una Vita Nuova (Clowns, 1973)
16. Le Orme - Sorona (Felona and Sorona, 1973)

Felona E Sorona

piątek, 13 grudnia 2013

Wyprawa na Felonę i Soronę

Najbliższa audycja za PROGiem poświęcona będzie włoskiej scenie rocka progresywnego. Będzie to pierwsza z trzech audycji, która w roku 1973 zaplanowana jest na analizę muzyki Półwyspu Apenińskiego.

Podczas niedzielnej audycji skupimy się na znanej Wam dobrze formacji Le Orme i opus magnum grupy, jednym z najwybitniejszych albumów dla rock progresivo italiano, Felona e Sorona (recenzja). Oprócz tego zaprezentujemy wiele mniej znanych, ale świetnych formacji, pochodzących z Włoch jak Alphataurus, Il Rovescio Della Medaglia czy Campo di Marte. Będzie to wieczór spod znaku symfonicznego, progresywnego rocka pełnego wspaniałych melodii, ale i porywających rytmów.

Startujemy w niedzielę 15 grudnia o godzinie 21.00. Do usłyszenia!

Muzycy Le Orme

czwartek, 12 grudnia 2013

Recenzja: Le Orme - Felone E Sorona (1973)


"Mówi się, że tym światem rządzą dwie siły, które walczą i wykluczają się nawzajem. Jedna z nich jest pozytywna, druga natomiast negatywna. Rzeczywistość jednak pokazuje, że dobro i zło są zawsze bardzo silnie ze sobą związane. Są połączone w każdej osobie. My te dwie siły nazywamy Felona i Sorona." - tak o czwartym albumie Le Orme mówi wokalista grupy Toni Pagliuca.

Le Orme (pol. Ślady stóp) to włoska formacja założona w roku 1966 w Wenecji. Początków prawdziwej kariery grupy należy szukać w roku 1971, kiedy formacja wydała album zatytułowany Collage. Był to jeden z pierwszych albumów naprawdę wysokich lotów na włoskiej scenie muzyki progresywnej, który ugruntował fundamenty dla prawdziwej rewolucji muzycznej we Włoszech. Rewolucji progresywnej. Lata 1972-1973 to bowiem pojawienie się na rynku Półwyspu Apenińskiego takich grup jak Premiata Forneria Marconi, Banco Del Mutuo Soccorso, Museo Rosenbach, Area czy Il Balletto di Bronzo. Zespół Le Orme oraz dwie pierwsze, wyżej przytoczone formacje, w światowej opinii uchodzą za tzw. wielką trójcę rock progressivo italiano czyli trzy kluczowe i zarazem kultowe grupy muzyczne dla włoskiej muzyki progresywnej lat 70-tych.

Muzycy Le Orme z Genesis
Le Orme na to miano solidnie zapracowało. Po bardzo udanym Collage grupa w roku 1972 wydała jeszcze lepszy album Uomo di pezza (Szmaciana lalka) z utworem Gioco di bimba, który został wielkim hitem we Włoszech, a sam album sprzedawał się wyśmienicie (pierwsze miejsce na listach sprzedaży). W międzyczasie prac nad muzyką na kolejny album grupa miała okazję wspierać na trasach koncertowych we Włoszech brytyjskie Van der Graaf Geneartor oraz Genesis, dzięki czemu miała okazję grania przed kilkunastotysięcznymi widowniami. Warto wiedzieć że obie grupy były w owym czasie we Włoszech absolutnie ubóstwiane i szturmem zdobywały pierwsze miejsca na listach sprzedaży.  Razem z koncertowymi sukcesami rok 1973 przyniósł Le Orme album, który dziś uznaje się za absolutnie najwybitniejsze wydawnictwo zespołu - krążek zatytułowany Felona E Sorona (Felona i Sorona).

Wydawnictwo Felona E Sorona to album koncepcyjny. Opowiada on historię dwóch planet. Jedną z nich jest szczęśliwa Felona, której mieszkańcy żyją całkowicie beztrosko, a ich jedynym zmartwieniem są spadające na planetę kule mydlane (zobrazowane na tyle okładki). Drugą z nich jest ponura Sorona, której mieszkańcy żyją nieszczęśliwie i wypatrują cudu, mogącego poprawić ich niedolę. Jak słyszymy w otwierającym płytę Sospesi nell'incredibile (W tych latach) obie planety, mimo tego że nie zdają sobie sprawy ze swojej obecności, są w pewien sposób powiązane "jak gałęzie jednego drzewa". Temat tekstów płyty Le Orme jest idealnym odzwierciedleniem muzycznej zawartości płyty, w której na przemian doświadczamy pozytywnej energii (planeta Felona) jak i ponurych, sentymentalnych dźwięków (planeta Sorona).

Płyta, nawet jak na standardy lat 70-tych, jest bardzo krótka. Felona E Sorona to tylko 33 minut muzyki, dziś często definiowanej jest jako spoiwo symfonicznego rocka lat 70-tych z neoprogresywnym rokiem lat 80-tych. Dlaczego? Dlatego, że jest to płyta oparta na brzmieniu instrumentów klawiszowych, które tu mają bardzo syntezatorowy wydźwięk. Warto wspomnieć, że Le Orme w latach swojej świetności był zespołem trzyosobowym, grającym w składzie Toni Pagliuca (instrumenty klawiszowe), Aldo Tagliapietra (wokal, gitara basowa, gitara akustyczna), Michi Dei Rossi (perkusja). Podobnie więc jak w przypadku formacji opartych na podobnym schemacie personalnym jak Emersom, Lake & Plamer czy Triumvirat to klawisze w głównej mierze kształtują muzyczną zawartość albumu.

Tył okładki z wielką mydlaną kulą
Felona E Sorona to dziewięczoczęściowa saga, której pierwszym ogniwem jest utwór Sospesi nell'incredibile. Kompozycja ta jest jedynym progresywnym utworem z prawdziwego zdarzenia na albumie. Kolejne sześć to bowiem krótsze muzyczne twory (2-3 min), tworzące jednak jedną muzyczną całość, natomiast dwa utwory zamykające album to piosenka (jak na każdy progresywny krążek przystało) oraz zakręcona kompozycja klawiszowa w stylu ELP. Po dziewięciominutowym Sospesi nell'incredibile przechodzimy do utworu Felona, opisującego życie na pierwszej z planet w galaktyce Le Orme. Muzyczny klimat tej kompozycji jak i wszystkich na tym albumie idealnie odpowiada zawartości tekstowej utworu, dzięki czemu bardzo łatwo możemy wczuć się w klimat Felona E Sorona, właściwie zinterpretować zawartość płyty i przezywać to co mieszkańcy Felony i Sorony. Jest to ogromny pozytywny walor albumu. Umiejętność muzyków Le Orme w muzycznym kreowaniu rzeczywistości jest wręcz niebywała. Kolejny La solitudine di chi protegge il mondo (Samotność tego, który chroni ten świat) to muzyczna opowieść o Stwórcy obu planet. Utwór przechodzi w L'equilibrio (Równowaga) - jedną z barwniejszych kompozycji na albumie. Wieńczy ją zaklęte we wspaniałe fortepianowe outro wyznanie Stwórcy odnoszące się do Felony: "Nie mogę zrobić nic więcej - Stworzyłem tutaj niebo. Dałem im moją miłość i teraz muszę zobaczyć mój drugi świat... Co się tam dzieje?". Drugi świat? Chodzi oczywiście o nieszczęśliwą Soronę, której poświęcone są kolejne utwory na płycie (już na drugim dysku, gdyż po L'equilibrio przewracamy winyl na drugą stronę).

"W tym szarym świecie już dawno zboże ustąpiło miejsce suchym, pożółkłym trzcinom. Roślin już prawie nie ma. Stare miasto poszło w zapomnienie, owinięte w gęstą mgłę. Życie nie może wydostać się z ciemności." - w ten sposób Le Orme w utworze Sorona opisuje drugą planetę. Przygnębiającemu tekstowi towarzyszy depresyjna muzyka całkowicie pozbawiona nadziei i obdarta ze wszystkich pozytywnych emocji. Muzyka ta delikatnie przyśpiesza w kolejnym Attesa Inerte, które w dalszym ciągu opisuje planetę: "W każdym jest wiara tylko na cud. Wszyscy czekają z obojętnością podnosząc ręce ku niebu". Prawdziwe wybawienie mieszkańców Sorony przynosi następna kompozycja o tytule Ritratto di un mattino (Portret poranka), który należy do jednych z najciekawszych momentów na płycie. Po słowach, których sens okazuje się wybawieniem dla mieszkańców Sorony: "Szczęścia nie można znaleźć w sobie. Zrób wszystko aby uczynić życie innego człowieka swoim własnym." dochodzimy do punktu kulminacyjnego całego albumu, fantastycznego sola syntezatorowego Aldo Tagliapietriego, które wymalowuje przed naszymi oczami tęczę, zamienia ponury muzyczny obraz Sorony w przepełniony nadzieją, pozytywną energią i radością. Łzy same cisną się do oczu... Sorona jest wybawiona!

Na dobrą sprawę Ritratto di un mattino zamyka krążek. Le Orme jednak na zakończenie zostawiło dwie kompozycje, które w przeciwieństwie do poprzednich kompozycji stanowią oddzielne muzyczne byty, które bardzo sprytnie zostały wplecione w całość. Pierwszym z nich jest utwór All'infuori del tempo, który jest tekstowym podsumowaniem historii Felony i Sorony. Dobry album progresywny (w większości przypadków) nie może obyć się od piosenki (Genesis i I Know What I Like, ELP i Lucky Man, Pink Floyd i Money, Riverside i Conceiving You), więc i Le Orme postanowiło na Felona E Sorona umieścić następcę Gioco di bimba. All'infuori del tempo to naprawdę bardzo przyjemny utwór, w dodatku bardzo mocno zapadający w pamięć. Opowiada on dalszą historię galaktyki Le Orme:

"W tej chwili dwa światy szczęśliwie wibrują razem na niebie 
nie ma pamięci o bólu.
Stwórca robi wszystko co może najlepiej
lecz ludzie jedzą tylko mydlane kule i zapominają o wszystkim.
Wydaje się, że przyszłość to radość bez skazy, 
ale kiedy można coś zbudować, można również to zniszczyć.    
I jednocześnie gdy na Soronie wszyscy się radują 
na Felonie zaczyna się powolny upadek..."

Jak czytamy, przez zaniedbania mieszkańców Felony spada na nich kara, którą sami sobie zgotowali. Sytuacja odwraca się. Złoty okres na Felonie dobiega końca i ogarnia ją mrok oraz ciemność, który ukazany jest na ostatnim utworze na płycie Ritorno al nulla (Powrót do nocy). W tym instrumentalnym utworze Toni Pagliuca kreuje obraz destrukcji i paniki, która zapanowała na Felonie. Utwór przywodzący na myśl styl Keitha Emersona i dowodzi wyśmienitych zdolności kompozytorskich Włocha.

Le Orme w roku 1973
Warto dodać, że po ogromnym sukcesie komercyjnym album został wydany w wersji anglojęzycznej przez wytwórnię Charisma Records. Felona E Sorona pod angielskim tytułem Felona and Sorona różni się od pierwowzoru kilkoma elementami. Po pierwsze Toni Pagliuca śpiewa w języku angielskim, a nie włoskim. Po drugie tekst na krążek napisał Peter Hammill z Van der Graaf Generator (uwaga! to nie jest tłumaczenie, a nowy tekst napisany na bazie oryginału). Po trzecie album zawiera nieco inny zestaw utworów, który, moim zdaniem, bardziej odpowiada muzycznemu rozdziałowi krążka: La Solitudine Di Chi Protegge Il Mondo i L'equillibrio zostały połączone w The Maker, Sorona i część Attesa Inerte to The Web of Time, pozostała część Attesa Inerte i początek Ritratto Di Un Mattino to Sorona, a wyznanie Sorończyków z fantastycznym solem Tagliapietriego z Ritratto Di Un Mattino zatytułowano The Plan. Reszta, oprócz tytułów w języku angielskim, jest bez zmian. Wersję anglojęzyczną warto poznać, ale nie ulega wątpliwościom, że to pierwowzór jest wersją "lepszą". Felona E Sorona obdarta z "włoszczyzny" traci sporo ze swojej wyjątkowości.

Album Felona E Sorona jest bez wątpienia jednym z najwybitniejszych dzieł muzycznych pochodzących z Półwyspu Apenińskiego. Nie będzie przesadą umieścić go w piątce najbardziej kultowych i najbardziej reprezentatywnych wydawnictw rock progressivo italiano. Wspaniały album. 

Lista utworów: 
Strona 1:
 1. Sospesi nell'incredibile  – 8:43
 2. Felona – 1:58
 3. La solitudine di chi protegge il mondo – 1:57
 4. L'equilibrio – 3:47
Strona 2: 
 5. Sorona – 2:28
 6. Attesa inerte – 3:25
 7. Ritratto di un mattino – 3:29
 8. All'infuori del tempo – 4:08
 9. Ritorno al nulla – 3:34

niedziela, 8 grudnia 2013

Audycja nr 91 - rok 1973 (II)

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Camel - Arubaluba (Camel, 1973) '
3. Czesław Niemen - Ode to Venus (Ode to Venus, 1973)
4. Peter Sinfield - Envelopes Of Yesterday (Still , 1973)
5. Peter Sinfield - Still (Still, 1973)
6. King Crimson - Larks' Tongues in Aspic, Part One (Larks' Tongues in Aspic, 1973)
7. King Crimson - Book Of Saturday (Larks' Tongues in Aspic, 1973)
8. King Crimson - Exiles (Larks' Tongues in Aspic, 1973)
9. King Crimson - Easy Money (Larks' Tongues in Aspic, 1973)
10. King Crimson - The Talking Drum (Larks' Tongues in Aspic, 1973)
11. King Crimson - Larks' Tongues In Aspic, Part Two (Larks' Tongues in Aspic, 1973)
12. Fripp & Eno - The Heavenly Music Corporation ((No Pussyfooting), 1973)

Larks' Tongues in Aspic

piątek, 6 grudnia 2013

Ozorki skowronków w galarecie

Długi mieliśmy odwyk od Karmazynowego Króla za PROGiem... To wszystko dlatego, że w roku 1972 grupa Roberta Frippa nie uraczyła nas albumem studyjnym. Warto jednak było czekać ponad rok (w naszym przypadku kilka miesięcy audycji ;)) do powrotu formacji na naszą antenę. Bohaterem naszego najbliższego spotkania będzie bowiem album często uważanym za największe osiągnięcie Crimson po In The Court Of The Crimson King - wydany w marcu 1973 roku Larks´ Tongues In Aspic.

Najbliższa audycja za PROGiem (niedziela 8 grudnia, godzina 21:00) będzie poświęcona losom grupy na przestrzeni roku 1972 oraz 1973, a w szczególności właśnie temu wybitnemu krążkowi. Oprócz lwiej części materiału z Larks´ Tongues In Aspic usłyszymy także muzykę z solowego krążka Petera Sinfielda, który nagrał (m.in. z udziałem Grega Lake'a!) po odejściu z Crimson oraz muzyczny, ambientowy projekt Roberta Frippa i Briana Eno (znanego m.in z Roxy Music).

Podczas audycji odpowiemy na pytania związane z fenomenem Larks´ Tongues In Aspic, zakończeniem kilkuletniej współpracy Frippa i Sinfielda, o tym jak do grupy trafił Bill Bruford z Yes czy nietypowym tytułem płyty.

King Crimson, listopad 1973

czwartek, 5 grudnia 2013

Temat okładkowy - Larks' Tongues in Aspic

Historia Imperium obfituje w żywoty popaprańców. Heliogabal poza zamiłowaniem do krwi, które nieobce było i rzeszy innych cesarzy, wsławił się jeżdżeniem w rydwanie zaprzęgniętym w młode panny, otworzeniem w cesarskim pałacu burdelu (którego sam był główną atrakcją) i specyficznymi upodobaniami kulinarnymi. Urządzał uczty z wszystkimi potrawami w jednym kolorze, podawał gościom atrapy z kości słoniowej czy przyprawiał jedzenie perłami i złotem. Nie stronił też od bardziej wyszukanych smaków, zajadając się a to kopytami wielbłądów, a to językami tysięcy skowronków.

Ile prawdy w podaniach o tych niesamowitych ucztach trudno dziś stwierdzić. W różnych przekazach ptasie ozorki w galarecie (tytuł płyty King Crimson w języku polskim) lądują na stołach władców Azji i Europy od starożytności do nowożytności, bardziej jednak są symbolem przepychu i dekadencji, niż autentyczną potrawą.

Dla Frippa ważniejszy był inny wymiar tego dania - a mianowicie to, jak łączy ono dwa przeciwne pierwiastki. Ekstrawaganckie ptasie języki i powszednia galareta stanowić mają syntezę (rozumianą heglowsko). "Może nie jest to potrawa dostępna w delikatesach w Twoim sąsiedztwie, dla mnie oznacza to coś cennego zatopionego w formie, ale jednocześnie widocznego". Ptasie języki mogą być odebrane jako symbol głosu wewnętrznych intuicji, zaś galareta to świat materialny, warstwa cielesna, w której zakonserwowana jest Psyche. Wszystko niczym w muzyce King Crimson, która w pełnej dyscyplinie miała ująć głos płynący z duszy.

Fripp, jak i cała reszta artrockowej hałastry początku lat 70. był zafascynowany wszelakim mistycyzmem, odkrywaniem pokładów własnego "ja". Stąd przepełnienie symbolami muzyki, warstwy lirycznej i graficznej. W okładce, jak i w tytule, można doszukać się unii przeciwieństw - słońce splecione z księżycem to symbol zakorzeniony w tantrze, połączenie tego, co męskie i tego, co kobiece; stan balansu, kosmiczny porządek.

Istotna jest też geometria. Mamy nagrany przez grupę pięciu osób piąty album zespołu. Na płycie zaś pięć utworów, z czego tytułowy podzielony jest na dwie części, by całość tworzyła cykl, pętlę. Z kolei kompozycja okładki oparta jest o pentagram, który poza (rzecz jasna) pięcioma kątami oferuje niezłe bogactwo alchemicznych i okultystycznych znaczeń, a przy tym uosabia matematyczny porządek złotego podziału.

Można było te makro-mikrokosmiczne dyrdymały ubrać w jakiś lepszy tytuł. Skąd się wziął ten? "Ozorki skowronków w galarecie, oczywiście!" miał rzucić Jamie Muir na pytanie o nazwę tworzonego albumu. I tak już zostało, a niezależnie od tego, jak głupio to określenie brzmi, Fripp z O'Donnellem zdołali postawić na nim w miarę inteligentną nadbudowę... całkowicie ignorując właściwe znaczenie.

Za:

wtorek, 3 grudnia 2013

King Crimson - notka biograficzna (1972/1973)

Pozycja Karmazynowego Króla na rynku amerykańskim ciągle była chwiejna, ale że "Islands" sprzedawał się tam znacznie lepiej niż "Lizard" (76. lokata), zespól ruszył za ocean z cyklem koncertów. Właśnie w Stanach Fripp doszedł do wniosku, że długiej już nie może pracować z Sinfieldem. Że twórcze możliwości ich duetu wyczerpały się. Jednak na tym nie koniec - konflikt wkrótce podzielił Roberta także z pozostałymi członkami grupy. Skład Fripp - Collins - Burrell - Wallace utrzymał się do wiosny 1972 r. tylko dlatego, że zespół miał zakontraktowane kolejne koncerty w Ameryce. Wystąpił tam, choć już tylko w USA a nie w Kanadzie, trzydzieści dwa razy - od 11 lutego (Wilmington) do 1 kwietnia (Birmingham w stanie Alabama). Tournée owo udokumentował wydany 9 czerwca 1972 r. pierwszy koncertowy album King Crimson - "Earthbound". Ale wydany tylko w Wielkiej Brytanii, bowiem firma Atlantic odmówiła publikacji nagrań w Stanach tłumacząc swoją decyzję słabą jakością techniczną materiału. "Earthbound" rzeczywiście brzmiał kiepsko, ale miał dla fanów Crimson sporą wartość głównie ze względu na obecność uzupełniających klasyczne utwory "21st Century Schizoid Man" i "The Sailor´s Tale" nowych kompozycji "Peoria" i "Earthbound", a także rozbudowanej wersji "Groon" (tematu dotąd opublikowanego wyłącznie na drugiej stronie singla "Cat Food").

Album "Earthbound" zbierał nagrania zarejestrowane 11, 26 (Jacksonville) i 27 (Orlando) lutego oraz 10 (Peoria) marca. Lecz przynajmniej jeszcze jeden koncert w ramach tamtego tournée miał duże znaczenie - 27 marca w Bostonie. Obok King Crimson grał wtedy Yes, jeszcze w składzie z perkusistą Billem Brufordem... Bruford, wielki fan Frippa, miał wówczas sposobność słuchać swego mistrza na żywo po raz drugi (po raz pierwszy - jeszcze 11 kwietnia 1969 r. w londyńskim Lyceum!). Utwierdził się wtedy w przekonaniu, że o ile Yes na szykownym "Close To The Edge" wyczerpał swoje możliwości, tak możliwości Crimson pozostają po prostu niewyczerpane...

Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych wiosną 1972 roku Robert Fripp zaczął formować King Crimson na nowo i od początku, został bowiem już zupełnie sam (Sinfield w 1973 roku wydał pod własnym nazwiskiem album "Still", w nagraniu którego pomagało mu wielu muzyków związanych z KC - Lake, Collins, Tippett, Wallace, Burrell, Wetton i Rubin Miller, później pisał teksty dla Emerson Lake & Palmer i włoskiej formacji PFM; Wallace, Collins i Burrell współpracowali m.in. z Alexisem Kornerem; Burrell znalazł się też w Bad Company; Collins grał z Camel i okazjonalnie z Dire Straits; Wallace nagrywał m.in. ze Stevem Marriottem i Bobem Dylanem).

Nowy skład King Crimson Fripp ostatecznie uformował w lipcu 1972 roku. Oprócz wspomnianego Bruforda (ur. 17.05.1948 r. w Londynie), w zespole znaleźli się jeszcze basista i wokalista John Wetton (ur. 12.07.1949 r. w Derby) były muzyk formacji James Litherland´s Brotherhood, Mogul Thrash i Family, skrzypek i flecista David Cross (eks-Rings) oraz obsługujący instrumenty perkusyjne Jamie Muir (eks-Boris, Assegai i Sun Ship) - jedna z najbardziej barwnych postaci tworzących historię i legendę Karmazynowego Króla.

Skład ten - uważany za jeden z najlepszych, a być może nawet najlepszy w dziejach King Crimson - podjął działalność koncertową. Zadebiutował - po trwających trzy tygodnie wyjątkowo intensywnych próbach - w październiku (13 - 15) we frankfurckim Zoom Club, w tym samym miesiącu wystąpił jeszcze w Bramie (17) oraz w jazzowym klubie w Redcar (29), a potem odbył regularne tournee po Wielkiej Brytanii (rozpoczęte 10 listopada w Hull, a zakończone 15 grudnia w Portsmouth). Jednymi z głównych atrakcji, jakie spotykały uczestników koncertów, były wygląd i zachowanie Muira. Muzyk ten, spowity w futrzane skrzydła, w sposób nieskoordynowany miotał się po scenie, a nawet pluł krwią - co robiło szczególne wrażenie także ze względu na kontrast ze statycznie zachowującymi się jego kolegami (ulubioną pozycją koncertową Frippa była pozycja siedząca). Muir sprawiał wrażenie osoby szalonej, niezrównoważonej psychicznie. I rzeczywiście...

Nieoczekiwanie dla bardzo zasmuconych takim obrotem sprawy kolegów nie stawił się na pierwsze koncerty King Crimson w 1973 roku - 10 i 11 lutego w klubie Marquee. Po prostu przepadł i to w tajemniczych okolicznościach. Niektórzy utrzymywali, iż zamknął się w którymś z tybetańskich klasztorów, inni że trafił do sekty buddyjskiej w... Szkocji.

Muir jeszcze zdążył wziąć udział w nagraniu kolejnego longplaya King Crimson, bowiem sesje odbyły się w styczniu i na początku lutego. Longplay ów - zatytułowany "Larks´ Tongues In Aspic" - ukazał się ostatniego dnia marca 1973 roku. Po raz pierwszy od czasu "In The Court Of The Crimson King" Fripp wykorzystał kompozytorskie pomysły kolegów z zespołu (w tym czasie złożył też kilka oświadczeń prasowych, że King Crimson nie równa się Robert Fripp) i... wyszedł na tym bardzo dobrze, choć akurat wcale nie kompozycje okazały się głównym atutem już szóstego albumu Karmazynowego Króla...

"Larks´ Tongues In Aspic" jest często uważany za największe osiągnięcie Crimson po "In The Court Of The Crimson King". Chyba słusznie. Co prawda muzykom nie udało się stworzyć choćby jednego wyjątkowo zapadającego w pamięć utworu, co prawda poetyka tekstów Richarda Palmera-Jamesa (wśród następców Sinfielda początkowo wymieniano piszącego dla Eltona Johna Berniego Taupina) okazała się mniej wyszukana, zaś tematyka bardziej przyziemna -. ale zrekompensowało te braki fantastyczne wykonawstwo, decydujące o szczególnej aurze i szczególnej sile wyrazu muzyki King Crimson A.D. 1973. Cennymi nabytkami okazali się zwłaszcza Wetton ("Exiles", "Book Of Saturday" i "Easy Money" zaśpiewał niewiele gorzej niżby to uczynił Lake), Bruford (który głównie w Easy Money" udowodnił, że ma swój styl świetnie pasujący do stylu Frippa) i Cross ("Larks´ Tongues In Aspic, Part One", "The Talking Drum"), choć brzmienie KC wzbogacił również Muir, współtworząc niezwykły klimat "The Talking Drum". Niemniej centralną postacią zespołu pozostał Fripp, jedyny twórca i główny wykonawca koronnego utworu płyty - "Larks´ Tongues In Aspic, Part Two". Oparta na ciężkim riffie gitary druga część utworu tytułowego to przykład na motorykę muzyki King Crimson. Muzyki, która mieściła się między Black Sabbath a Soft Machine - jak podsumowała "Larks´ Tongues In Aspic" prasa.

"Larks´ Tongues In Aspic" znalazł uznanie także wśród publiczności. W Wielkiej Brytanii płyta doszła do 20. miejsca na listach, w USA - do 61.

Prawie cały 1973 rok muzycy spędzili w trasie. To był rok najbardziej obfitujący w koncerty w całej historii Frippa i King Crimson. Grupa wystąpiła wtedy przeszło sto razy, z reguły na początku przedstawiając pierwszą część "Larks´ Tongues...", zaś na koniec drugą (dopiero z czasem druga część grana była w środku, ustępując miejsca finałowemu "21st Century Schizoid Man"). Program uzupełniał m.in. słynny później "Starless". Fripp, Wetton, Bruford i Cross koncertowali w Wielkiej Brytanii (nie tylko w lutym, lecz również w marcu i październiku), Holandii (marzec i listopad), Włoszech (kwiecień i listopad), Szwajcarii (kwiecień i listopad), Francji (kwiecień i listopad), USA (kwiecień maj, czerwiec, lipiec, wrzesień i październik), Kanadzie (maj i wrzesień), Belgii (listopad) oraz Hiszpanii (listopad). Karmazynowy Król zbierał znakomite recenzje i niemałe ilości słuchaczy (6 kwietnia w Rzymie przyszło ich dwadzieścia tysięcy!).

Jak widać, muzycy mieli wolne tylko w sierpniu i grudniu. Zresztą nie wszyscy -- w sierpniu Fripp, odczuwający pewne ograniczenie nową, demokratyczną formułą King Crimson, wraz z odchodzącym z Roxy Music Brianem Eno nagrał wydaną w listopadzie płytę "No Pussyfootin'", mająca znaczenie o tyle, że właśnie na niej uchylił rąbka tajemnicy swojej sławnej później techniki gitarowej nazwanej frippertronics.

W styczniu 1974 roku King Crimson - o dziwo w nie zmienionym składzie - znów znalazł się w studiu. Zarejestrowana została wtedy część albumu "Starless And Bible Black", powstającego etapami już od sierpnia 1973 r. Pozostałą część płyty wypełniły kompozycje nagrane 23 listopada w Amsterdamie (choć próżno szukać na okładce informacji o tym). Płyta owa - poprzedzona singlem "The Night Watch"/"The Great Deceiver" - znalazła się w sklepach już w lutym.

Na podst.
http://www.crimson.art.pl/biografia.html

niedziela, 1 grudnia 2013

Audycja nr 90 - rok 1973 (I)

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Led Zeppelin - D'yer Mak'er (Houses Of The Holy, 1973)
3. Focus - Round Goes The Gossip (Focus III, 1973)
4. Focus - Sylvia (Focus III, 1973)
5. Focus - Focus III (Focus III, 1973)
6. Camel - Slow Yourself Down (Camel 1973)
7. Camel - Mystic Queen (Camel, 1973)
8. Camel - Never Let Go Come (Camel, 1973)
9. Fantasy - Paint a Picture (Paint a Picture, 1973)
10. Greenslade - Feathered Friends (Greenslade, 1973)
11. Greenslade - Sundance (Greenslade, 1973)
12. Nurt - Kto ma dziś czas (Nurt, 1973)
13. Nurt - Piszę kredą na asfalcie (Nurt, 1973)
14. Earth and Fire - Atlantis (Atlantis, 1973)
15. Camel - La Princesse Perdue (The Snow Goose (re-recorded & re-arranged), 2013)

Camel, 1973

czwartek, 28 listopada 2013

Na wielbłądzie w rok 1973

Po emocjonującej rywalizacji w plebiscycie na najlepszy progresywny utwór roku 1972 przyszła pora na wejście w kolejny muzyczny rocznik. W pierwszy dzień grudnia za PROGiem zainaugurujemy muzyczną przejażdżkę po historii muzyki roku 1973, która potrwa (najprawdopodobniej) do maja 2014 roku.

Podczas najbliższej audycji w głównej mierze skupimy się na muzycznym debiucie formacji Camel. Za PROGiem ponadto zagramy muzykę z kolejnego wydawnictwo holenderskiego Focus, a także poznamy dwa pierwsze albumy grupy Greenslade - kontynuatora muzycznych tradycji Colosseum. Oprócz tego między innymi polski Nurt i Earth and Fire.

Do usłyszenia!

Camel, 1973

sobota, 23 listopada 2013

Harmonogram audycji na rok 1973


1 grudnia - Camel i Camel +  Focus, Greenslade
8 grudnia - King Crimson i Larks' Tongues In Aspic
15 grudnia - Le Orme i Felona E Sorona + Rovescio, Alphataurus
22 grudnia - powtórka
29 grudnia - powtórka
5 stycznia - Mahavishnu Orchestra i Birds of Fire + Billy Cobham 
12 stycznia - Pink Floyd i The Dark Side of the Moon
19 stycznia - Museo Rosenbach i Zarathustra + PFM, Semiramus, Metamorfosi
26 stycznia - Mike Oldfield i Tubular Bells + The Who, Budgie
2 lutego -  powtórka
9 lutego -  powtórka
16 lutego - Jethro Tull i A Passion Play
23 lutego - Can i Future Days + Popol Vuh, Amon Duul II, Ash Ra Tempel, Faust
2 marca - Gentle Giant i In a Glass House + Peter Hammill
16 marca - Genesis i Selling England by the Pound <3 urodziny audycji!>
23 marca - Return to Forever i Hymn of the Seventh Galaxy
30 marca - Magma Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh + Samla Mamman Manna, Frank Zappa
6 kwietnia - Renaissance i Ashes Are Burning + Rick Wakeman
13 kwietnia - Caravan For Girls Who Grow Plump In The Night, Hatfield and the North, Gong
20 kwietnia - progresywna playlista
4 maja - Emerson, Lake & Palmer i Brain Salad Surgery
11 maja - Banco Del Mutuo Soccorso i Io Sono Nato Libero + Area
18 maja - Black Sabbath i Sabbath Bloody Sabbath + Led Zeppelin, Uriah Heep
25 maja - Yes i Tales From Topographic Oceans  
1 czerwca - Clearlight Symphony (playlista) 
8 czerwcawyniki plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1973 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Wyniki plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1972

Kolejna rok i kolejna edycja plebiscytu za nami. Miło jest mi stwierdzić, że edycja plebiscytu dotycząca roku 1972 okazała się jeszcze ciekawa niż ubiegłoroczna, walka pomiędzy poszczególnymi utworami była się naprawdę wyrównana i zażarta, a o ostatecznych rezultatach decydowały pojedyncze głosy.

Pojedynek o czołowe lokaty rozegrał się między największymi zespołami ery klasycznej rocka progresywnego i trzeba przyznać, że podium zostało wśród "swoich". Brak Pink Floyd oraz King Crimson w notowaniu (brak ich płyt studyjnych w roku 1972) wykorzystał Yes z utworem Close to the Edge, co wielce zaskakujące, zdecydowanie zwyciężając i zostawiając daleko w tyle nawet bezpośrednich konkurentów (68 punktów przewagi nad drugą lokatą). Zażarta walka o drugie miejsce rozegrała się pomiędzy Genesis, a Jethro Tull i tylko 11 punktów zadecydowało o tryumfie Supper's Ready. Warto zaznaczyć, że czołowa trójka zostawiła pozostałe nominowane utwory daleko w tyle (trzeci Thick as a Brick zdobył ponad dwa razy więcej głosów niż czwarty The King Will Come).

Bardzo dziękuję Wam za wszystkie oddane głosy i za ogromną aktywność, którą wykazaliście przy notowaniu. Kolejna edycja? Przygotujcie się na przełom kwietnia i maja, kiedy przyjdzie kolej na rok 1973. Przed nami m.in. The Dark Side of the Moon, Selling England by the Pound, Larks' Tongues In Aspic czy Brain Salad Surgery! Oj będzie się działo!

Harmonogram audycji na rok 1973

Zobacz też:
Wyniki plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1971
Wyniki plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1970



 Wyniki plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1972

22. Renaissance - Kiev (Prologue, 1972)
21. Gentle Giant - The Advent of Panurge (Octopus, 1972).
20. Triumvirat - Across the Waters (Mediterranean Sundance, 1972)
19. Il Baletto di Bronzo - Introduzione (Ys, 1972)
18. Banco Del Mutuo Soccorso - L'evoluzione  (Darwin!, 1972)
17. Popol Vuh - Hosianna Mantra (Hosianna Mantra, 1972)
15. Neu! - Hallogallo (Neu!, 1972)
15. Gnidrolog - I Could Never Be a Soldier (Lady Lake, 1972)
14. Frank Zappa - The Grand Wazoo (The Grand Wazoo, 1972)
13. Gentle Giant - Peel the Paint (Three Friends, 1972)
12. Nektar - A Tab in the Ocean (A Tab in the Ocean, 1972)
11. Khan - Driving to Amsterdam (Space Shanty, 1972)


TOP 10

10. Focus - Eruption (Moving Waves, 1972) - 39 pkt.
9. Yes - Siberian Khatru (Close to the Edge, 1972) - 43 pkt.
8. Premiata Forneria Marconi - Impressioni di Settembre (Per Un Amico, 1972) - 46 pkt.
7. Emerson, Lake & Palmer - Trilogy (Trilogy, 1972) - 56 pkt.
6. Skaldowie - Krywaniu, Krywaniu (Krywań, Krywań 1972) - 66 pkt.
5. Genesis - Watcher of the Skies (Close to the Edge, 1972) - 67 pkt.
4. Wishbone Ash - The King Will Come (Argus, 1972) - 71 pkt.


Miejsce 3.

Jethro Tull - Thick as a Brick (Part 1) (TaB, 1972) - 147 pkt.

   
Miejsce 2.

Genesis - Supper's Ready (Foxtrot, 1972) - 158 pkt.



Najlepszy progresywny utwór roku 1972

Yes - CLOSE TO THE EDGE (Close to the Edge, 1972) - 234 pkt.


niedziela, 17 listopada 2013

Audycja nr 89 - rok 1972 (XXV)

Podczas audycji zaprezentowano czołową dziesiątkę utworów z plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1972.

Szczegółową klasyfikację notowania można zobaczyć tutaj - klik. 

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Focus - Eruption (Moving Waves, 1972)
3. Yes - Siberian Khatru (Close to the Edge, 1972)
4. Premiata Forneria Marconi - Impressioni di Settembre (Per Un Amico, 1972)
5. Emerson, Lake & Palmer - Trilogy (Trilogy, 1972)
6. Skaldowie - Krywaniu, Krywaniu (Krywań, Krywań 1972)
7. Genesis - Watcher of the Skies (Foxtrot, 1972)
8. Wishbone Ash - The King Will Come (Argus, 1972)
9. Jethro Tull - Thick as a Brick (Part 1) (Thick as a Brick, 1972)
10. Genesis - Supper's Ready (Foxtrot, 1972)
11. Yes - Close to the Edge (Close to the Edge, 1972)
12. Zaprogowe outro

środa, 13 listopada 2013

Poznaj wyniki plebiscytu! Zwieńczenie roku 1972 już w tę niedzielę!

Jesteście gotowi na prawdziwą muzyczną ucztę?

Już w najbliższą niedzielę (17 listopada) od godziny 21.00 zostaną zaprezentowane wyniki plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1972. Podczas specjalnej, trzygodzinnej audycji muzycznej zostanie zaprezentowane, wybrane rzecz jasna przez Was, absolutne TOP 10 najznamienitszych utworów muzycznych z tego rocznika.

Kto okaże się tegorocznym zwycięzcą? Czy laur przypadnie Genesis? Może zaskoczy nas Jethro Tull i legendarny Thick as a Brick? Jak poradził sobie kultowy Yes?

Odpowiedź na te i inne pytania usłyszycie słuchając szczególnej audycji za PROGiem, która będzie swojego rodzaju podsumowaniem naszej analizy roku 1972 w muzyce. Już w następnym tygodniu wyruszamy bowiem na podbój muzycznych wydawnictw roku 1973.

Do usłyszenia! Tego nie można przegapić!

Zobacz - wyniki plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1971.
Echoes - najlepszy progresywny utwór roku 1971

niedziela, 10 listopada 2013

Audycja nr 88 - rok 1972 (XXIV)

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Emerson, Lake & Palmer - Abaddon's Bolero (Trilogy, 1972)
3. Premiata Forneria Marconi - Il Banchetto (Per Un Amico, 1972)
4. Birth ControlHoodoo Man (Hoodoo Man, 1972)
5. Black SabbathChanges (Volume 4, 1972)
6. Il Balletto Di Bronzo - Epilogo (Ys, 1972)
7. Alan Sorrenti - Aria (Aria, 1972)
8. JerusalemHooded Eagle (Jerusalem, 1972)
9. GnidrologIn Spite of Harry's Toe-Nail (In Spite of Harry's Toe-Nail, 1972)
10. MorganAlone (Nova Solis, 1972)
11. Caravan - The Love In Your Eye (Waterloo Lily, 1972)
12. Triumvirat - Broken Mirror (Mediterranean Tales, 1972
13. Tangerine Dream Birth of Liquid Plejades (Zeit, 1972)   

piątek, 8 listopada 2013

Electric Light Orchestra (Former Members) na koncertach w Polsce

Kiedyś John Lennon powiedział, że ELO to fenomenalny zespół! Myślę, że gdyby The Beatles byli jeszcze razem, graliby właśnie taką muzykę.

Zainteresowania muzyczne założycieli Electric Light Orchestra już od samego początku zdradza nazwa, jak i symfoniczny skład zespołu.

ELO powstało jako swoisty odprysk lokalnej supergrupy, gromadzącej cenionych muzyków z Birmingham - The Move. Według swego twórcy, lidera The Move Roya Wooda, Elektryczna Orkiestra Kameralna miała być eksperymentalną kapelą rockowo-symfoniczną, specjalizującą się w komponowaniu utworów łączących rock z instrumentarium i brzmieniem orkiestry. W tym celu Wood ściągnął do The Move młodego gitarzystę z Birmingham - Jeffreya Lynne'a. Nagrywanie debiutanckiej płyty trwało w nieskończoność (The Move w międzyczasie nagrali i wydali dwa albumy, by z zysków sfinansować koszty nagrania debiutu ELO), Wood i Lynne nieustannie darli koty. Wydany po długich miesiącach nagrań album The Electric Light Orchestra (1971) przeszedł bez echa, promujące go koncerty okazały się klapą (nierzadko więcej osób znajdowało się na scenie, niż na widowni). W końcu Wood porzucił zespół, zabierając ze sobą część muzyków. Wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Singiel 10538 Overture trafił na brytyjskie listy przebojów. Menedżer Don Arden namówił wtedy Lynne'a, by utrzymał ELO jako lider i wyłączny twórca piosenek.

Połowa lat siedemdziesiątych to okres świetności ELO. Czwarty krążek Eldorado, A Symphony (1974), do nagrania którego została zaproszona orkiestra studyjna, cieszył się wielką popularnością za oceanem. Singiel „Can't Get It Out Of My Head” pojawił się na amerykańskich listach przebojów, a zespół odebrał pierwszą w swojej historii złotą płytę. Na sukces w Wielkiej Brytanii zespół musi zaczekać aż do roku 1976 i płyty A New World Record, która trafia na szczyt list przebojów. Pojawiają się następne nagrania, kolejne nagrody i wyróżnienia. Przychodzi czas na spektakularną dziewięciomiesięczną trasę koncertową. ELO zapełnia po brzegi ogromne areny stadionów w Cleveland, czy Wembley. Ich występy są aranżowane z wielką pompą i przepychem. Za nagrany w okrojonym o sekcję instrumentów smyczkowych składzie album z 1979 Discovery, w którym odnajdziemy wpływy mody disco, ELO otrzymuje upragnioną multi-platynę.
 
Według Jeffa Lynne'a, historia Electric Light Orchestra tak naprawdę powinna zakończyć się w roku 1980, po nagraniu piosenek do filmu Xanadu. Nagrane później trzy albumy -Time, Secret Messages i Balance of Power - powstały tylko i wyłącznie celem wypełnienia zobowiązań kontraktowych. W roku 1986 historia ELO dobiega końca. Pod koniec lat 80-tych pojawia się zespół ELO Part II (w którym pojawiają się muzycy ELO - skrzypek Mik Kaminski, perkusista Bev Bevan i dyrygent i aranżer Louis Clark). W ciągu całej kariery ELO nagrali 12 studyjnych albumów, za które otrzymali dziewięć złotych, platynowych i multiplatynowych płyt.
 
ELO Part II pierwotnie miała być kontynuacją klasycznego brzmienia ELO, ale w bardziej demokratycznej formule, umożliwiającej wszystkim członkom zespołu współtworzenie repertuaru. Studyjne płyty ELO Part II wypełnił autorski, premierowy materiał, ale na koncertach - pod presją publiczności - pojawiało się coraz więcej klasycznych kompozycji Jeffa Lynne'a. Zniechęcony tym Bev Bevan pod koniec lat 90. porzucił zespół. Ponieważ prawa do nazwy ELO mieli tylko Bevan i Lynne - ten ostatni poprosił, by ELO Part II zmienili nazwę, jednak muzycy nie chcieli się zgodzić (ostatecznie sprawę na korzyść Jeffa - który pod szyldem ELO wydał w roku 2001 swój solowy album Zoom - rozstrzygnął sąd).
 
Obecnie artyści występują pod nazwą Electric Light Orchestra Former Members. W skład grupy wchodzą Mik Kaminski i Louis Clark, którzy występowali zarówno w ELO jak i ELO Part II oraz Eric Troyer, Parthenon Huxley i Gordon Townsend – mający swój duży udział w osiągnięciach ELO Part II. Właśnie w takim składzie formacja przyjedzie do naszego kraju.

9 listopada 2013 - Gdynia, Hala „Gdynia”
10 listopada 2013 – Poznań, Sala Ziemi
14 listopada 2013 – Lublin, Hala Globus
15 listopada 2013 – Zabrze, DMiT
17 listopada 2013 – Kraków, Auditorium Maximum
18 listopada 2013 – Warszawa, Sala Kongresowa

środa, 6 listopada 2013

Jak Skaldowie podbijali Niemcy

Gdyby sporządzić listę najwybitniejszych polskich płyt progresywnych, na pewno nie zabrakłoby na niej longplaya Skaldów „Krywań, Krywań”. Mimo że od jego nagrania minęło już 40 lat, zawarta na nim muzyka wcale się nie zestarzała. Można się o tym przekonać, słuchając również alternatywnej wersji tej legendarnej płyty, ułożonej z utworów zrealizowanych w latach 1971-1973 dla radia wschodnioniemieckiego.

Lata 70. ubiegłego wieku to okres największej popularności Skaldów – zespołu, który z równym powodzeniem wykonywał wpadające w ucho nieskomplikowane, choć urzekające melodyjnością, przeboje pop-rockowe (jak chociażby „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, „Cała jesteś w skowronkach”, „Medytacje wiejskiego listonosza”), jak i tworzył rozbudowane, wieloczęściowe kompozycje wpisujące się w kanon rocka progresywnego. Dzięki jednym i drugim krakowska grupa zdobyła rozgłos nie tylko w Polsce, ale również poza jej granicami. Szczególną estymą, poza ojczyzną, cieszyła się u naszych ówczesnych wschodnich i zachodnich sąsiadów, czyli w Związku Radzieckim i Niemieckiej Republice Demokratycznej, gdzie nie tylko często koncertowała, ale również nagrywała i wydawała płyty. W maju 1972 roku w Sali Koncertowej warszawskiej Filharmonii Narodowej zespół zarejestrował swoje najambitniejsze i bezsprzecznie najwartościowsze artystycznie dzieło – wydany wiosną roku następnego album „Krywań, Krywań”. Zawierał on pięć utworów. Stronę A longplaya wypełniał trwający niemal 18 minut kawałek (prawie) tytułowy („Krywaniu, Krywaniu”), na odwrocie natomiast znalazły się trzy piosenki („Juhas zmarł”, „Jeszcze kocham”, „Gdzie mam ciebie szukać”) oraz jedna kompozycja instrumentalna („Fioletowa dama”).

W tym samym mniej więcej czasie Skaldowie odbyli też podróże do Berlina Wschodniego, gdzie – najpierw w listopadzie 1971, a następnie w kwietniu 1973 roku – nagrali na potrzeby radia enerdowskiego nieco odmienne wersje wszystkich kawałków, które znalazły się na krążku „Krywań, Krywań”. Trzy z nich ukazały się później na bardzo popularnych w NRD składankach „Hallo” (jeden – „Gdzie mam ciebie szukać” – nawet w dwóch odsłonach: studyjnej oraz koncertowej); dwa pozostałe trafiły do archiwum. Po 40 latach do wspomnianych powyżej nagrań zespołu (a konkretnie: do ich taśm-matek) udało się dotrzeć właścicielom wytwórni Kameleon Records, którzy – po obowiązkowym remasteringu – ułożyli z nich alternatywną wersję „Krywania…”. Zdecydowano się przy tym na zachowanie oryginalnego układu utworów, co sprawiło, że z jednej strony mamy do czynienia z dziełem, zdawałoby się, doskonale znanym, z drugiej jednak – w kilku miejscach zdecydowanie zaskakującym. Choć może nie do końca. Przynajmniej dla tych, którzy 14 lat temu zaopatrzyli się w opublikowany nakładem Wydawnictwa 21 kompakt „Krywań – Out of Poland” (zawierający również wersje zrealizowane w 1972 roku dla radzieckiej Melodii i wydane na płycie „Skaldy”).

Kompozycja tytułowa w wersji wschodnioniemieckiej jest o dwie minuty dłuższa od tej, która trafiła na longplay Polskich Nagrań (ale też o ponad dwie minuty krótsza od wersji radzieckiej). Lecz nie tylko na tym polega jej wartość. Nagrano ją podczas drugiej wizyty w Berlinie Wschodnim, a więc ponad rok po sesji w Filharmonii Narodowej; w tym czasie Skaldowie wykonywali „Krywaniu, Krywaniu” podczas koncertów, mieli więc sporo czasu, aby kawałek ten „ograć” – nie tyle nawet w znaczeniu „popracować nad nim”, co… pobawić się, wymyślając coraz to nowe improwizacje. I to wyraźnie słychać. Utwór brzmi, co prawda, nieco surowiej niż w oryginale, ale za to nie brakuje mu dynamiki, zagrany jest z ogromnym kopem, a jego warstwa instrumentalna – z pełnymi nawiązań do klasyki organowymi pasażami Andrzeja Zielińskiego, z folkową solówką na skrzypcach Jacka Zielińskiego, z przesterowaną gitarą Jerzego Tarsińskiego w tle – zachwyca nieustannie po dziś dzień. Nie można mieć wątpliwości, że sesja (a raczej: sesje) w radiu berlińskim musiała(y) sprawiać krakowianom ogromną frajdę. Ostrzej zagrany jest także „Juhas zmarł”, w czym wielka zasługa sekcji rytmicznej, bas Konrada Ratyńskiego brzmi tu jak w rasowym numerze hardrockowym; całość równoważą jednak partie Jacka Zielińskiego – jego „góralski” śpiew i jazzowe solo na trąbce.

Monumentalne, zwłaszcza w warstwie wokalnej, „Jeszcze kocham” znalazło się tutaj w wersji niemieckojęzycznej jako „Noch liebe ich”. W języku Goethego i Schillera Zieliński zaśpiewał również „Gdzie mam ciebie szukać”, które z tej okazji przechrzczono na „Heidelbeeren”. Owszem, był to z jednej strony ukłon w stronę słuchaczy z NRD, ale też – nie ukrywajmy – sygnał dla Niemców z Republiki Federalnej. Na którego efekty nie trzeba było zresztą długo czekać. W lutym 1974 roku Skaldów zaproszono na koncert w zachodnioniemieckiej rozgłośni radiowej Westdeutscher Rundfunk (WDR) w Kolonii (został on opublikowany przez Kameleon Records na albumie „Live in Germany 1974”), trzy miesiące później natomiast na jej zamówienie grupa nagrała 14-minutową suitę „Zimowa bajka” (o niej jednak przy innej okazji). Nagrania niemieckojęzyczne od strony językowej nie zachwycają – Jacek Zieliński śpiewa niepewnie, nienaturalnie akcentując wyrazy (co można i zrozumieć, i wybaczyć) – ale muzycznie to prawdziwe mistrzostwo. Zaskakuje zwłaszcza „Heidelbeeren”, w którym na plan pierwszy wysuwa się – nie po raz pierwszy zresztą – gitara Tarsińskiego. Instrumentalna „Fioletowa dama”, którą to kompozycję na przestrzeni lat Skaldowie przerabiali parokrotnie, tutaj najbliższa jest stylistyce fusion, o czym decyduje przede wszystkim brzmienie organów Hammonda i mocno zaprawione jazzem solówki gitary i skrzypiec (jakby młodszy z braci Zielińskich nasłuchał się Michała Urbaniaka). Podsumowując: dla fanów zespołu – lektura obowiązkowa.

Sebstian Chociński

niedziela, 3 listopada 2013

Audycja nr 87 - rok 1972 (XXIII)

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. 8 Days In April - I'd Like To Be A Child Again (The Hamburg Scene, 1972)
3. Renaissance - Sounds Of The Sea (Prologue, 1972)
3. Focus - Hocus Pocus (Moving Waves, 1972)
4. Focus - Le Clochard (Moving Waves, 1972)
5. Focus - Focus II / Eruption (Moving Waves, 1972)
6. Skaldowie - Juhas zmarł (Krywań, Krywań, 1972)
7. Skaldowie - Jeszcze kocham (Krywań, Krywań, 1972)
8. Skaldowie - Krywaniu, Krywaniu (Krywań, Krywań, 1972)
9. Khan - Space Shanty (Space Shanty, 1972)
10. Twenty Sixty Six and Then - Butterking (Reflections On The Future, 1972)

piątek, 1 listopada 2013

Hocus Pocus!

To już przedostatnia audycja za PROGiem przed wynikami plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1972. Niemal na zwieńczenie naszego cyklu przygotowałem dla Was dwie muzyczne perełki. Najbliższą audycję za PROGiem zdominuje holenderska formacja Focus z albumem Moving Waves (m.in. utwory Hocus Pocus i Eruption) oraz nasi Skaldowie z albumem Krywań, Krywań. Oprócz tego z pewnością usłyszymy Twenty Sixty Six and Then oraz Tangerine Dream.

Do usłyszenia w niedzielę od godziny 21:00!

wtorek, 29 października 2013

Relacja: Dokonało się! Reaktywacja Collage za nami!

"Wybraliśmy utwory, które sami najbardziej lubimy grać... wtedy bowiem będą najszczersze emocje z naszej strony..." - tak swój pierwszy od kilkunastu lat koncert zapowiadał zespół Collage. Emocje - właśnie te słowo jest najbardziej adekwatne do tego, co działo się 26 października na deskach warszawskiej Progresji.

Na ten dzień wyczekiwało wielu... I to od bardzo długiego czasu. Po ponad dekadzie na scenę muzyczną powrócił jeden z najważniejszych zespołów dla polskiego rocka progresywnego, formacja Collage. Powrócił i to w niemal klasycznym składzie. Czwórkę instrumentalistów, autorów między innymi albumu Moonshine, uzupełnił śpiewający Karol Wróblewski, znany głównie ze współpracy z Mirkiem Gilem (gitarzystą Collage) w zespołach Believe oraz Mr Gil. Nie dziwiła więc bardzo przyzwoita frekwencja w warszawskim klubie, który zapełniony był w około 2/3 pojemności (przynajmniej wizualnie). Wśród tłumu (złożonego głównie z przedstwicieli płci męskiej dojrzałych wiekowo) można było wyhaczyć całą śmietankę warszawskiego, dziennikarskiego światka muzyki progresywnej, a także połowę składu Riverside. Cóż, ten koncert elektryzował wszystkich. Absolutnie nie zdziwił więc ogromny aplauz zaraz po tym, kiedy na scenie pojawili się muzycy Collage i zaraz przed tym, kiedy z głośników zaczynały wybrzmiewać pierwsze dźwięki  monumentalnego Heroes Cry, który otworzył sobotni koncert.

Zaskoczeni mogli poczuć się Ci, którzy oczekiwali koncertu w koncepcji: Moonshine + dodatki. Muzycy Collage zaprezentowali bardzo przekrojowy materiał, dyplomatycznie dzieląc prezentowany materiał między wszystkie z wydanych płyt. Usłyszeliśmy pięć kompozycji z albumu Moonshine (Heroes Cry, The Blues, Moonshine, War is Over, Living in the Moonlight), cztery z Baśni (Ja i Ty, Kołysanka, Baśnie, Jeszcze jeden dzień), trzy z Safe (One of Their Kind, Safe, Eight Kisses) oraz jeden cover Johna Lennona z albumu Nine songs of John Lennon (God). Na koniec, po wybrzmieniu pełnego setu, rozgrzana do czerwoności publiczność wymogła na muzykach ponadprogramowy bis, którym okazał się zagrany ponownie Living in the Moonlight. Z zaprezentowanych tego wieczoru kompozycji na szczególne wyróżnienie zasługują zagrany (przy akompaniamencie akordeonu!) War is Over, kiedy Karol Wróblewski porwał do wspólnego śpiewania warszawską publiczność oraz zagrany niemal na zwieńczenie koncertu, wgniatający w ziemię, cover God Johna Lennona.

Tyle, jeśli chodzi o czysto techniczne informacje. Ogólnie koncert... musiał się podobać! Było bardzo emocjonująco, ale i zabawnie oraz wzruszająco. Co prawda na początku występu czuć było od muzyków Collage wielką tremę, a i postać Karola Wróblewskiego na scenie niełatwa była do adaptacji dla publiczności, ale z kolejną upływającą minutą było lepiej. Muzycy nabierali pewności siebie i zaczęli prawdziwie, na luzie cieszyć się muzyką, a nowy wokalista Collage coraz mocniej wczuwał się w rolę frontmana legendarnej dla polskiej muzyki formacji. Trzeba przyznać, że zaprezentował się bardzo pozytywnie i jak zwykle pokazał wokalny warsztat najwyższej próby, a zgromadzona w Progresji publiczność w pełni go zaakceptowała. 

Oczywiście po tylu latach scenicznej przerwy nie mogło zabraknąć drobnych zgrzytów i małych wpadek. O ile od strony muzycznej (wykonywania kompozycji) zespołowi niewiele można zarzucić to od strony tak zwanego muzycznego show Collage ma trochę do nadrobienia. Lepiej dopracowany kontakt z publicznością, nagłośnienie, a w szczególności gra świateł to elementy, nad którymi zespół powinien popracować. Jeżeli Collage ma zamiar mocno stanąć na polskiej i zagranicznej scenie muzycznej i chce ściągać na swoje koncerty prawdziwe tłumy to koniecznie musi zwrócić uwagę na elementy, dzięki którymi Riverside całkowicie przegonił krajowy peleton i które w dużej mierze przyczyniły się do jego kultowego statusu. Mowa tu o całej otoczce koncertu - perfekcyjnym nagłośnieniu, umiejętności porwania publiczności scenicznym show i co wielce istotne - grze świateł. Mi właśnie tego oświetlenia, idealnie komponującego się z tak uduchowioną muzyką Collage, zabrakło. Wszystkie niedociągnięcia zespołowi wyrozumiale po prostu trzeba wybaczyć.

Wszyscy zgromadzeni tego dnia w warszawskiej Progresji czuli, że są świadkami czegoś wyjątkowego. Mieliśmy okazję przywitać prawdziwą legendę po kilkunastu latach muzycznej hibernacji. Wierzcie mi! Było warto! Monumentalnego wstępu syntezatorów w Heroes Cry nie zapomnę nigdy...

Setlista:
1. Heroes Cry
2. Ja i Ty
3. Kołysanka
4. One of Their Kind
5. Safe
6. Baśnie
7. The Blues
8. Eight Kisses
9. Jeszcze Jeden Dzień
10. Moonshine
11. War is Over 
Bis 1:
12. Living in the Moonlight  
13. God  
Bis 2:
14. Living in the Moonlight

fot.: radekzawadzki.com

poniedziałek, 28 października 2013

Wystartował plebiscyt na NAJLEPSZY progresywny utwór roku 1972



Ruszyła kolejna edycja naszej wielkiej zaPROGowej zabawy (choć nie tylko zabawy) - wyboru najlepszego progresywnego utworku roku 1972! Kontynuując praktykę rocznika ubiegłego, po raz kolejny wybieramy najwspanialsze progresywne utwory epoki lat 60-tych i 70-tych. 

Podczas ostatniego głosowania (zobacz szczegółowe wyniki), dotyczącego roku 1971, na podium umiejscowiliście utwór Echoes Pink Floyd oraz kompozycje The Musical Box Genesis i Islands z repertuaru King Crimson. Rywalizacja tycząca się roku 1972 zapowiada się jeszcze bardziej pasjonująco niż w poprzednim notowaniu, a to kto zostanie najwybitniejszym muzycznym reprezentantem roku 1972 zależy tylko od Was! 

Tradycyjnie każda osoba, która odda swój głos w plebiscycie, zyskuje szansę na wygranie atrakcyjnych nagród płytowych!


LISTA NOMINOWANYCH (rok 1972)*: 

1. A Tab in the Ocean - NEKTAR 
2. Across The Waters - TRIUMVIRAT 
3. Close to the Edge - YES 
4. Driving To Amsterdam - KHAN 
5. Eruption - FOCUS 
6. Hallogallo - NEU! 
7. Hosianna Mantra - POPOL VUH 
8. I Could Never Be a Soldier - GNIDROLOG 
9. Impressioni Di Settembre - PREMIATA FORNERIA MARCONI 
10. Introduzione - IL BALETTO DI BRONZO 
11. Kiev - RENAISSANCE 
12. Krywaniu, Krywaniu - SKALDOWIE
13. L'Evoluzione - BANCO DEL MUTUO SOCCORSO
14. Peel The Paint - GENTLE GIANT 
15. Siberian Khatru - YES
16. Supper's Ready - GENESIS
17. The Advent Of Panurge - GENTLE GIANT
18. The Grand Wazoo - FRANK ZAPPA
19. The King Will Come - WISHBONE ASH 
20. Thick as a Brick (Part 1) - JETHRO TULL 
21. Trilogy - EMERSON, LAKE & PALMER 
22. Watcher of the Skies - GENESIS


Zasady plebiscytu:

1. Z podanej listy wybieramy pięć, naszym zdaniem najwybitniejszych, utworów, którym przyznajemy punkty od 1 do 5 (nie zaliczane są pozycje ex aequo).
2. Listę ocenionych utworów do 15 listopada (piątek) wysyłamy na adres pawel.bogdan@radioaktywne.pl.
3. Czekamy na podsumowanie głosowania, które odbędzie się podczas specjalnej, trzygodzinnej audycji za PROGiem dnia 17 listopada o godzinie 21.00 [audycja jednocześnie będzie wieńczyła analizę roku 1972 w muzyce]
4. Słuchamy szczególnej audycji i czekamy na wylosowanie naszego nazwiska - wygranie atrakcyjnej nagrody płytowej!

Razem ze słuchaczami audycji postaw pomnik najwybitniejszym utworom w historii muzyki progresywnej! Jeśli czujesz, że Twoja wrażliwość i wytrenowane ucho mogłyby pomóc dostawić cegiełkę do tego szczególnego plebiscytu, poświęć dosłownie kilka minut swojego czasu, dokładnie przemyśl swój wybór, zagłosuj i przy okazji wygraj atrakcyjne nagrody! 

Tutaj każdy głos jest na wagę złota!

 

*utwory zostały wyselekcjonowane przez słuchaczy audycji

niedziela, 27 października 2013

Audycja nr 86 - rok 1972 (XXII)

Playlista:
1. Zaprogowe intro
2. Khan - Mixed Up Man Of The Mountains (Space Shanty, 1972)
3. The Old Man & The Sea - Princess (The Old Man & The Sea, 1972)
3. Wishbone Ash - Leaf And Stream (Argus, 1972)
4. Gnidrolog - I Could Never Be A Soldier (Lady Lake, 1972)
5. Gnidrolog - Ship (Lady Lake, 1972)
6. Aphrodite's Child - The System/Babylon (666 (disc 1), 1972)
7. Aphrodite's Child - The Four Horsemen (666 (disc 1), 1972)
8. Aphrodite's Child - The Seventh Seal/Aegian Sea (666 (disc 1), 1972)
9. Gentle Giant - Dog's Life (Octopus, 1972)
10  Uriah Heep - Sunrise (The Magician's Birthday 1972)
11. Aphrodite's Child - All The Seats Were Occupied (666 (disc 2), 1972)
12. Collage - Heroes Cry (Moonshine, 1994)
13. Zaprogowe outro
666 (The Apocalypse of John, 13/18)

piątek, 25 października 2013

"A liczba jego sześćset sześćdziesiąt sześć."

Najbliższa audycja za PROGiem (niedziela, 27 października) będzie poświęcona płycie szczególnej. Mowa tu o albumie pt. 666 (The Apocalypse of John, 13/18) greckiego Aphrodite's Child (nagrana w składzie: Vangelis [Evangelos Odysseas Papathanassiou], Demis Roussos [Artemiros Ventouris Roussos], Lucas Sideras, Silver Koulouris [Anargyros Koulouris]). Jest to dwupłytowe wydawnictwo tematycznie poświęcone Apokalipsie świętego Jana. Podczas niedzielnej audycji sporo czasu poświęcimy też niezwykle utalentowanej brytyjskiej formacji Gnidrolog, która niczym Comus lub Khan została rozwiązana zdecydowanie zbyt szybko... Do tego z pewnością usłyszycie Uriah Heep, a także Wishbone Ash czy Gentle Giant.

Uwaga! W związku z natłokiem dobrego muzycznego materiału postanowiłem przełożyć część poświęconą Focus z Moving Waves oraz Skaldom z Krywaniu, Krywaniu na przyszły tydzień (niedziela, 3 listopada).

Przy okazji przypominam o starcie plebiscytu na najlepszy progresywny utwór roku 1972! Listę nominowanych poznacie właśnie podczas najbliższej audycji.

Do usłyszenia!

Aphrodite's Child

wtorek, 22 października 2013

O 'The Grand Wazoo'

"Big band jazzowy prowadzony przez Franka Zappę" - to brzmi intrygująco i niewiarygodnie dla osób, które niezbyt wnikliwie znają twórczość tego artysty. A jednak jest to możliwe, czego album The Grand Wazoo jest najlepszym dowodem.

Materiał na tę płytę Frank Zappa nagrał w okresie rekonwalescencji po upadku ze sceny podczas koncertu w Londynie w grudniu 1971 roku. Jak wiadomo Zappa był pracoholikiem i ta przymusowa bezczynność oraz niemożność koncertowania były dla niego wyjątkowo dotkliwe. Dlatego też zaszył się w Paramount Studios w Hollywood i tam nagrał z zorganizowaną przez siebie orkiestrą dwa albumy: Waka/Jawaka i właśnie omawiany The Grand Wazoo.

Oba te albumy były rasowymi big bandowowymi, jazzowymi płytami i o ile puryści jazzowi mogą mieć wątpliwości, co do tego, czy Waka/Jawaka i wcześniejsze Hot Rats są albumami jazzowymi, to nawet przy pobieżnym przesłuchaniu The Grand Wazoo powinni się ich pozbyć. W nagraniu The Grand Wazoo uczestniczyła cała masa mniej lub bardziej znanych muzyków, z których warto wymienić Goerge Duke'a na klawiszach, Erniego Wattsa na saksofonie (później stały współpracownik Charlie Hadena), Aynsleya Dunbara na perkusji, Mike'a Altschula na różnych instrumentach dętych, Sala Marqueza na trąbce.

The Grand Wazoo jest płytą w zasadzie instrumentalną, a tych, co chcą zgłębić przesłanie tej płyty odsyłam do libretta autorstwa Franka Zappy wydrukowanego na kopercie płyty. Tam znajdą fantastyczną opowieść o bitwie muzycznej pomiędzy cesarzem funku, Cletusem Awreetus-Awrightusem a Mediocriatesem z Pedestrium. Czytanie tego eposu polecam jednak tylko najbardziej zawziętym fanom Zappy lub osobom pragnącym podnieść swój poziom języka angielskiego.

Przechodząc jednak do samej muzyki zawartej na tym albumie muszę przyznać, że przynajmniej dla mnie wieńczy ona najbardziej kreatywny fragment twórczości Zappy. Już nigdy potem, chociaż wydawał wielce udane rzeczy np. One Size Fits All nie nagrał płyty tak rozedrganej, mieniącej się wieloma barwami, zaskakującymi pomysłami, nieoczekiwanymi zmianami akcji itd.

Otwierający płytę utwór tytułowy*, ponad 13-minutowy epos, jest najlepszą wizytówką tego nagrania. Potęga brzmienia dużej orkiestry dodatkowo wzmacniana świetnymi solówkami, a to otwierającym utwór solem samego Zappy, a to solem Durana grającego na bootlenecku, tudzież znakomitymi partiami Sala Marqueza na trąbce i zwłaszcza Billa Byersa na puzonie, może robić na słuchającym ogromne wrażenie. Big bandowy jazz rock na najwyższym poziomie.

W kolejnym utworze For Calvin (And His Next Two Hitch-Hikers) muzycy kontynuują swoją jazz rockową podróż. Tym razem pojawia się też partia śpiewana przez Sala Marqueza i Janet Neville - Ferguson. Ten utwór jest o wiele bardziej spokojny i brzmiący jakby bardziej leniwie, chociaż grające unisono instrumenty dęte przełamują raz po raz tę pozorną harmonię.

Kolejny Cletus Awreetus-Awrightus to jeszcze raz wielka orkiestra, ale tu ważną rolę ma do odegrania Ernie Watts na saksofonie, bo to on został przez lidera koronowany na tytułowego cesarza. W tym utworze popisują się scatem Duke, Zappa i wokalistka o pseudonimie "Chunky".

Eat The Question zaczyna się od pięknej introdukcji zagranej na instrumentach klawiszowych przez George'a Duke'a, po czym pojawia się cała orkiestra. Ale ten utwór to przede wszystkim popis klawiszowca grającego na syntezatorach i niezwykła partia gitary Zappy. Całość kończą marszowo brzmiące instrumenty dęte.

Płytę podsumowuje Blessed Relief, którego liryzm przypomina mi te spokojniejsze utwory z Hot Rats. Znowu mamy tu do czynienia z cudowną, prawie davisowską, partią na trąbce Marqueza i z pięknie brzmiącymi klawiszami Duke'a, a także leniwym solem gitary Franka Zappy, a nawet fletem Altschula. Wszystko to w gęstej oprawie instrumentów dętych.

Polecam tę płytę wszystkim niedowiarkom, którzy sądzą, że ciekawy jazz, no może bardziej jazz rock mogą nagrać tylko rasowi jazzmani.


Robert Żurawski


*Pierwotnie (pierwsze wydanie z roku 1972) płyta rozpoczynała się od utworu For Calvin (And His Next Two Hitch-Hikers), a utwór tytułowy został oznaczony numerem "2".