Hiszpania - ciepły klimat, Real Mardryd, FC Barcelona, corrida, katedra Sagrada Famíli, Miguel de Cervantes i jego Don Kichot, Penelope Cruz, kryzys finansowy, flamenco… Czy komukolwiek do głowy by przyszło wymienić przy tych terminach charakteryzujących Hiszpanię tytuł ‘rock progresywny’? Szczerze wątpię, a warto wiedzieć, że tenże kraj ma całkiem ciekawą historię związana z tym gatunkiem muzycznym. Działające w latach siedemdziesiątych zespoły takiej jak Iceberg, Triana, Los Canarios, Mezquita czy Maquina oraz nam współczesne Senogul, Amarok, Mago de Oz, Kotebel bądź October Equus są przykładami na to, że o ile hiszpańska muzyka progresywna w sumie nigdy nie wydała zespołu klasy światowej, to rynek muzyczny tego gatunku posiadała całkiem bogaty i dalej ma czym się pochwalić. Jednym z przedstawicieli hiszpańskiej sceny XXI wieku jest pochodzący z roku 2000 Albatros.
Formację obecnie tworzą Javi Fernández, Marc González, Tolo Gabarró, Marc Mateu oraz Joan Gabriel. Zespół po ośmiu latach wydał debiutancki materiał pod nazwą Pantadelia (do pobrania za darmo ze strony internetowej zespołu) po czym zabrał się za kolejny krążek wydany już w roku 2011 pod nazwą Ursus.


Jeszcze raz wspomnę o tym, że wszystkie teksty oprócz tego z utworu Planeta Prohibido (zresztą twórcą tekstu tylko do tego utworu nie jest Javi Fernandez, a Marc Gonzalez) śpiewane są w języku hiszpańskim. Oczywiście utrudnia to dość mocno odbiór i interpretację krążka (jakie szczęście że mój lokator bardzo dobrze posługuje się językiem hiszpańskim!), jednak niemal całkowity brak języka angielskiego dodaje całości niebywałego smaczku i pewnego rodzaju odmienności. Dodajmy jednak, że warstwa wokalna jest tutaj dość skromna i w sumie… to dobrze. Śpiew Javiego Fernandeza jest jakby uzupełnieniem muzyki Albatros, został dość schowany za warstwą instrumentalną. Bardzo dobrze że zdecydowano się na takie rozwiązanie, bo wysokiej klasy głosem Pan Fernandez raczej nie może się pochwalić, a instrumentalizm zespołu jest tak wysokiej próby, że zbytnie grasowanie Fernandeza na Ursus nie jest potrzebne. Ta praca jaką wykonuje tu swym śpiewem pasuje do zawartości krążka jak ulał, a chórki Judit Robles świetnie się z nią komponują.
Wspominałem o tym, że Ursus to płyta w większości instrumentalna oparta na progresywnych wariacjach muzyków. Warto tutaj pochwalić szczególnie jedną osobę, a jest nią klawiszowiec Red Perill. Jeżeli miałbym wymienić jedną rzecz, na którą przy słuchaniu krążka należy zwrócić uwagę szczególną, to byłaby jego gra na klawiszach. Hammondowy dźwięk sieje na krążku takie spustoszenie, że aż zapiera dech w piersiach. Perill nie ogranicza się jednak tylko do tego, bo na swoim sprzęcie wyczynia też inne cudeńka korzystając z różnych barw syntezatorów. Wywiera to wszystko niemal zbawienny wpływ na całą zawartość krążka i świetnie współgra z gitarami, które bądź co bądź prowadzą muzykę zespołu.

Ja mogę Ursus tylko zarekomendować. Rzecz jasna nie jest to płyta szczególnie wybitna, ale osobiście ustawiłbym ją w czubie produkcji progresywnych roku 2011. Może to dlatego, że brzmi dość inaczej niż brytyjskie, francuskie czy skandynawskie wydawnictwa? Sądzę że dla słuchaczy zmęczonych powtarzalnością pewnego rodzaju schematów Ursus może być swoistym wybawieniem i ciekawym muzycznym urozmaiceniem i choć Albatros nie nagrał jakiejś nowatorskiej czy też zupełnie odbiegającej od muzycznych szablonów płyty, to na mnie zrobił naprawdę spore wrażenie i coś zasugerował. Mianowicie to, że na rynkach muzycznych krajów progresywnie niemal anonimowych znajduje się więcej dobrej muzyki, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Szukajcie a znajdziecie!
Lista utworów:
1. Ursus (05:41)
2. El camino de Swann (04:42)
3. Loki (05:31)
4. La Ciénaga (07:25)
5. El Rey Lombriz (03:21)
6. Ícaro (10:34)
7. Planeta Prohibido (08:36)
2. El camino de Swann (04:42)
3. Loki (05:31)
4. La Ciénaga (07:25)
5. El Rey Lombriz (03:21)
6. Ícaro (10:34)
7. Planeta Prohibido (08:36)
Czas całkowity: 45:55
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz