środa, 30 maja 2012

Recenzja: Tool - Lateralus (2001)


Istnieją wydawnictwa, którym wystarcza tylko jedno przesłuchanie do wprawienia słuchacza w osłupienie. Takim albumem jest bez wątpienia Lateralus, wydany w roku 2001 przez amerykański zespół Tool.


Muszę przyznać, że dla mnie jest to płyta szczególna. Pamiętam, jak przez ponad miesiąc nie mogłem się od niego oderwać, a album ciągle krążył w moim odtwarzaczu. Wciągnął mnie swoją mroczną, transową, tajemniczą atmosferą, miażdżącymi gitarowymi riffami oraz bardzo ciekawymi kompozycjami. Tool stał się dla mnie wtedy swojego rodzaju furtką do cięższego grania. Przed pisaniem recenzji postarałem się jeszcze raz wtopić w Lateralus, którego przez dłuższy czas nie słuchałem. Mimo tego, że znam to wydawnictwo prawie na wylot, kolejny raz wprowadziło mnie w osłupienie...

Album rozpoczyna się od The Grudge, którego początek nie jest zbytnio ciężki, lecz za to bardzo niepokojący - intuicja podpowiada nam, że zespół chce nas zaskoczyć. Niewiele po upływie pierwszej minuty Tool atakuje bardzo ciężkim riffem, lecz po chwili uspokaja nastrój. Pierwsze minuty The Grudge wspaniale charakteryzują nam cały Lateralus. Rozkładając na czynniki pierwsze nie tylko utwór początkowy, ale i cały album bez problemu zauważymy, że Tool serwuje nam naprzemiennie mocne, wgniatające w ziemię momenty, jak i nieco lżejsze, ale za to bardzo intrygujące i... niepokojące (to bardzo trafne słowo). Słyszałem kiedyś opinię, że Tool jest "albo bardzo cichy, albo bardzo głośny". Może nie jest tak do końca, ale w tym stwierdzeniu jest dużo racji.

Słuchacz niemal od razu wychwytuje wyborne brzmienie gitary basowej. W sukurs idą jej inne instrumenty oraz bardzo charakterystyczny wokal Maynerda Keenana. Warto poświęcić parę zdań gitarze elektrycznej. Brzmienie instrumentu Adama Jonesa jest bardzo głębokie, intensywne i nasycone mocą (zasługa m.in. strojenia 'drop D'). Można je porównać do fali tsunami niszczącej wszystko, co stanie jej na drodze. Jeszcze dziś pamiętam swoje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że gitarzysta Toola używa gitar firmy Gibson! Instrumenty te są znakiem markowych takich muzyków jak Jimmi Page czy Slash, którzy z ciężką muzyką metalową nie mają zbyt wiele wspólnego. Dla mnie to odkrycie było wielką niespodzianką.

Powróćmy do samego albumu. Słuchając Lateralus czujemy się zewsząd otoczeni przez dźwięki, mamy wrażenie jakbyśmy o zmroku szukali wyjścia z labiryntu ze świadomością, że znajdujemy się w ciągłym niebezpieczeństwie. Z szybko bijącym ze zmęczenia i strachu sercem szukamy wyjścia, lecz ciągle natrafiamy na ślepy zaułek z przeświadczeniem, że coś próbuje nas dopaść. W końcu znajdujemy chwilę żeby odpocząć. Za chwilę jednak musimy się zebrać się do panicznej ucieczki, aby w końcu z bezradności oraz cierpienia usiąść i gorzko zapłakać. Za sprawą Lateralus ciągle targają nami przeciwne emocje. Nie wiemy nawet kiedy zostajemy przeniesieni z jednego stan w drugi. Czujemy się jakby Tool był naszym hipnotyzerem, a my jego pacjentem i nieświadomie robimy wszystko to, czego hipnotyzer zapragnie. Czy da się omotać słuchacza w taki sposób, że czuje się jak bezbronne, małe dziecko? Lateralus przekonuje, że tak...

Pierwsze utwory na albumie upływają niesamowicie szybko i robią świetne wrażenie, ale prawdziwa burza nadchodzi z czasem. Mowa tu o czterech wgniatających w ziemię utworach ze środka albumu, poczynając od Parabol na tytułowym Lateralus kończąc. Dziesiąte na liście Disposition jest swojego rodzaju czasem na odpoczynek i zastanowienie. Po nim następuje czas Reflection i Triad, zestaw trochę słabszych kompozycji, ale zachowujących dość solidny poziom. Sądzę, że album bez wspomnianej wyżej dwójki nie straciłby dużo na wartości, a ze swoją obecnością trochę Lateralus przeciąga w czasie i zanudza. Po dwuminutowej ciszy w Triad nadchodzi pora na Faaip De Oiad - najbardziej intrygujący utwór na krążku (nie radzę słuchać go po raz pierwszy samemu w słuchawkach o zmroku!).

Lateralus jest bez wątpienia wielowymiarowym wydawnictwem. Genialnej muzyce towarzyszy świetna warstwa tekstowa i naprawdę warto poświęcić trochę czasu jej analizie. To na co warto dodatkowo zwrócić uwagę to frapujące teledyski nakręcone do kilku utworów z albumu.

Muzyka i przesłanie Tool często nie jest proste w interpretacji. Na Lateralus zespół po raz kolejny zmusił słuchaczy do muzycznych i pozamuzycznych rozważań. Jedna z koncepcji alternatywnej interpretacji wydawnictwa związana jest z tzw. sekwencją Fibonacciego. W ogromnym skrócie: jeżeli przestawimy kolejność granych utworów do następującej: 6, 7, 5, 8, 4, 9, 3, 10, 2, 11, 1, 12, 13 otrzymamy zupełnie inny w odbiorze krążek. Niemożliwe? Spróbujcie. Przypadek? Biorąc pod uwagę różnego rodzaju łączniki i inne powiązania na płycie - nie! Pod tym adresem znajduje się głęboka analiza, tego bardzo intrygującego problemu. Gorąco zachęcam do lektury i posłuchania Lateralus w alternatywnym układzie kompozycji: KLIK.

Niepowtarzalność i oryginalność Lateralus stawia go w rzędzie muzycznych arcydzieł. Zespół niesamowicie profesjonalnie podszedł do pracy nad wydawnictwem, który jest doprecyzowany, poukładany, a także spójny i do niewielu rzeczy można się na nim przyczepić. Dzieło Tool jest jak narkotyk - uzależnia i całkowicie odrywa od rzeczywistości. Może byłoby przesadą nazwać ten album najlepszym metalowym dziełem wszech czasów, lecz sądzę, że opus magnum Toola śmiało mogłoby do tego miana kandydować. Lateralus jest przykładem tego, że w muzyce nadal można stworzyć coś niebanalnego i niepowielającego schematów.

Recenzja? O Lateralus można by napisać książkę...

 Lista utworów:
1. The Grudge (8:36)
2. Eon Blue Apocalypse (1:04)
3. The Patient (7:14)
4. Mantra (1:12)
5. Schism (6:47)
6. Parabol (3:04)
7. Parabola (6:03)
8. Ticks & Leeches (8:10)
9. Lateralus (9:24)
10. Disposition (4:46)
11. Reflection (11:07)
12. Triad (8:46)
13. Faaip De Oiad ("Secret" track)
Czas całkowity: 76:15

1 komentarz:

  1. ciekawa sprawa z tym ciągiem, zawsze czymś muszą zaskoczyć ;d

    OdpowiedzUsuń