niedziela, 16 października 2011

Recenzja: Wreath - Serpent Moves (2011)



Wreath jest zespołem, który już nie raz jakby bocznymi drzwiami dobijał się do świadomości odbiorców. Przyznam, że z muzycznym materiałem formacji spotkałem się po raz pierwszy niecały miesiąc temu, ale sama nazwa grupy obijała mi się od czasu do czasu o uszy od jakichś dwóch lat. Prędzej czy później musiał więc przyjść czas, żeby posmakować tego co Wreath ma do zaprezentowania i jak się miało okazać, była to sycąca potrawa.


Dla tych, którzy o Wreath słyszą po raz pierwszy krótka wzmianka biograficzna. Zespół, a dokładniej projekt Tomka Kaleczyca, powstał w 2003 roku, który własnymi siłami wydał dwa pełne oraz jeden mini album. W roku 2008 do Tomka dołączyło kolejnych trzech muzyków, przekształcając solowy twór w zespół w pełnego tego słowa znaczeniu. Lipiec tego roku po usilnej pracy muzyków przyniósł natomiast formacji wydanie EPki pt. Serpent Moves, której to poświęcona jest ta recenzja.

Na początku warto zwrócić uwagę na świetną, klimatyczną oprawę graficzną przywodzącą nieco na myśl twórczość Travisa Smitha. Głównym bohaterem nie jest tu jednak okładka, a zawartość albumu. Ta to nieco ponad pół godziny muzyki oscylującej wokół progresywnego rocka, post rocka i alternatywy. Ogólnie Serpent Moves można scharakteryzować jako kojąca muzyka od czasu do czasu pokazująca solidny rockowy pazur.

Zespół trzeba pochwalić za kilka wyróżniających się elementów. Jednym z nich jest naprawdę przemyślana i właściwa budowa całego albumu. Słychać że Serpent Moves to jednorodna i spójna całość, w której żaden pojedynczy utwór nie wyróżnia się ani nie zaburza tworzonej przez zespół atmosfery. Wspominam o muzycznej atmosferze, bo jest ona jednym z głównych walorów albumu nagranego przez formację. Co prawda czasem jest zbyt nużąco, zbyt sennie, ale ostatecznie trzeba uczciwie przyznać. że Serpent Moves wyróżnia konkretne muzyczne podejście do tematu. Na albumie wszystko podporządkowane jest właśnie tej górnolotnej idei, indywidualne popisy muzyków ograniczone zostały do minimum, wokal nie brzmi jak oderwany od całości, ale jak kolejny instrument subtelnie wmodelowany w brzmienie gitar i perkusji.
Ogólnie rzecz biorąc krążka Wreath słucha się naprawdę przyjemnie. Zespołowi można zarzucić jedynie to, że po pewnym czasie słuchania albumu słuchacza zaczyna ogarniać pewnego rodzaju monotonia i znudzenie. Czasem na krążku zbyt mało się dzieje i wtedy, gdy potrzeba mocniejszego uderzenia, nadania żywotności kompozycji lub odważniejszego skomplikowania utworu muzycy dalej z uporem brną wcześniej obraną ścieżką wprawiając odbiorcę w pewnego rodzaju marazm i letarg.

Wszystkie minusy i niedociągnięcia zespołowi można jednak wybaczyć, bo jako formacja która dopiero nabiera artystycznego rozpędu stworzyła naprawdę ciekawą, ambitną i bardzo obiecującą całość. Co prawda Wreath złotych gór nie odkrył, a jego muzyka z pewnością na światowy poziom się nie wznosi, za to jest to zespół na który na pewno trzeba zwrócić uwagę i bacznie obserwować.

Najbardziej szokujące jest to, że przy mini albumie Wreath widnieje adnotacja: self realase. Album jak na twór całkowicie niezależnego zespołu brzmi naprawdę fantastycznie, a i sama jego muzyczna zawartość jest dorodniejsza i warta poznania bardziej niż wielu progresywnych (i nie tylko) zespołów już działających pod uznaną banderą. Wypada tylko mieć nadzieję, że naprawdę solidna pozycja jaką jest Serpent Moves wyniesie zespół na kolejny szczebel muzycznej kariery i już niedługo będzie coraz donośniej dobijał się do salonów polskiego rocka.

Album jest udostępniony przez zespół do darmowego pobrania.

Lista utworów:
1. Hiss 1:21
2. Sibilance 4:47
3. On Hold 4:00
4. In Transit 6:34
5. A Few Days Only 7:46
6. Barabbas 6:34

Czas całkowity: 31:02

2 komentarze:

  1. Dziękujemy za recenzję! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja dziękuję za płytę na wysokim poziomie :)

    OdpowiedzUsuń