środa, 5 października 2011

Relacja: Sto lat niech żyje, żyje nam... czyli o urodzinach Corruption

Dwudzieste urodziny stoner metalowego Corruption zostały przygotowane w sposób szczególny. Zespół zdecydował się na koncert w samym centrum stolicy u boku tak wspaniałych formacji jak Virgin Snatch czy Leash Eye. Warto nadmienić że zespoły współtworzące muzyczne święto w Hard Rock Cafe były w pewien ciekawy sposób powiązane. Tym powiązaniem byli muzycy grający zarówno w Corruption jak i w każdej formacji poprzedzającej jubilatów. Wokalista Rafał Trela będąc wokalistą Corruption jednocześnie wypełnia te same zadania w Helltricity, Grzegorz Wilkowski zasiada perkusją w S.N.O.W., Arkadiusz Gruszka jest gitarzystą Leash Eye, a Piotr Wącisz szaleje na wiośle w Virgin Snatch. Każdego z muzyków Corruption mogliśmy więc oglądać w podwójnej roli.



Koncert rozpoczął się punktualnie o 19.30 występem Hellectricity. Niestety zespół musiał pogodzić się z rolą formacji koncert rozpoczynającej i zapłacił tzw. frycowe czyli występ przed (jeszcze) niezbyt liczną, nierozgrzaną publicznością. Szkoda, bo formacja dała naprawdę bardzo solidny, energetyczny występ i z pewnością nie zasłużyła na niezbyt entuzjastyczny aplauz.

Następnym zespołem, który wystąpił 4 października w Hard Rock Cafe był rockowy S.N.O.W. Występ tejże formacji wypadł niestety najbardziej blado spośród wszystkich występujących zespołów. Brakowało ciekawych kompozycji, czegoś co byłoby w stanie porwać publiczność i wprawić ją w stan ekscytacji. Całościowo S.N.O.W. wypadł więc dość bezbarwnie i po prostu… nudno, choć całościowo się w każdym razie wybronił. Z pewnością dużo lepszy występ dał poprzedzający warszawiaków Hellectricity, ale występy naprawdę wysokiej próby miały dopiero nadejść.

Po niezbyt fascynującym występie formacji S.N.O.W. pół godziny scenicznego czasu dostało mogące się poszczycić występami na Sonisphere Fetsiwal w Polsce w 2011 roku oraz na niemieckim Wacken Fetsival grupa Leash Eye. Doprawdy pułap ustawiony przez poprzedników zespół pokonał z łatwością i zarówno swoją muzyką jak jej wykonaniem na żywo pokazał, że przewyższa poprzedników co najmniej o parę klas. To właśnie podczas występu Leash Eye publiczność naprawdę żywiołowo zaczęła odbierać muzykę i współtworzyć muzyczne święto z grającym na scenie zespołem. Bardzo intrygująco prezentowały się instrumenty klawiszowe, które jak wiemy z reguły nie są łączone z mocną, rockową muzyką. Klawiszowiec zespołu niczym Peter Wiberg z Opeth nadał kompozycjom Leash Eye niesamowitego smaczku oraz klimatu i swoją grą świetnie uzupełniał wściekłe, metalowe riffy. Koncertowe pół godziny w wykonaniu Leash Eye minęły naprawdę w mgnieniu oka i można było je skomentować: szkoda że tak krótko! Zresztą to sformułowanie jeszcze nie raz tego wieczoru objawiało się w mojej głowie.
No i przyszła pora na zespół, który od dłuższego czasu chciałem zobaczyć na żywo, jednak z uwagi na to że Virgin Snatch niezbyt często koncertuje było to bardzo utrudnione. Na szczęście udało mi się na koncert grupy „załapać” przy okazji urodzin Corruption i muszę przyznać że jestem ich występem w pełni usatysfakcjonowany. Muzycy zdecydowanie podkręcili tempo koncertu i zaprowadzili słuchaczy w zdecydowanie bardziej ekstremalne rejony metalu. Zdecydowanie bardziej ekstremalnie zrobiło się również pod sceną, gdzie młyn w porównaniu do tego z Leash Eye zwiększył się niemal dwukrotnie, a momenty kiedy wokalista Virgin Snatch schodził ze sceny by bawić się razem z widownią tylko zachęcały wszystkich do bardziej czynnego i śmiałego udziału w koncercie. Zresztą przy tak morderczym secie jakim zaszczycił nas zespół innego wyjścia nie było. Co prawda grupa nie była dostatecznie dobrze nagłośniona, ale nawet mimo tego zaprezentowała się wspaniale i zawiesiła Corruption niesamowicie wysoko poprzeczkę.

Występy wszystkich formacji poprzedzających jubilatów trwały w okolicach pół godziny(jedynie Virgin Snatch otrzymało około dodatkowych 10 minut) więc można było się obawiać, że Corruption pobędzie na scenie niewiele dłużej. Na szczęście otrzymaliśmy ponad półtoragodzinny, dość przekrojowy set. Nie zabrakło tak świetnych utworów jak 99% of Evil, Engines czy Lucy Fair, jednak chyba najlepiej przyjęty okazał się finalny utwór wtorkowego wieczoru czyli nieśmiertelny Paranoid grupy Black Sabbath świetnie wykonane przez występujący zespół. Trzeba uczciwie przyznać – Corruption swym występem musiało zadowolić nawet najbardziej nienasyconych rockową atmosferą melomanów. Warto dodać, że udało się im to w niezbyt nadającym się do metalowych koncertów miejscu, co jednoznacznie pokazuje, że zespół zdecydowanie „dał radę”, a życzenia stu lat jeszcze przez długi czas były nucone przez niejednego widza. Nie ma co ukrywać, swoim występem Corruption wyrzucił słuchaczy w dalekie rejony kosmosu i przez długi czas nie pozwalał stamtąd wrócić. Formacja (czego akurat można było się spodziewać) okazała się prawdziwą gwiazdą wieczoru.

Podsumowując cały wieczór przychodzi mi do głowy tylko jedno sformułowanie: kto nie był niech żałuje! Poziom występów poszczególnych kapel stał na naprawdę wysokim poziomie (z wyróżnioną ostatnią trójką) i grającym zespołom bez trudu udało się przeskoczyć wszystkie napotkane przeszkody w pokazaniu się z bardzo dobrej strony. Szkoda że dwudzieste urodziny obchodzi się tylko raz, bo na takie jubileuszowe imprezy chodziłbym codziennie. To może Corruption podejmie się podobnego przedsięwzięcia przy okazji ukończenia 21 roku scenicznej działalności? Trzymajmy kciuki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz