niedziela, 24 lipca 2011

Recenzja: East of Eden - Mercator Projected (1969)


East of Eden z pewnością należy do tych niesłusznie zapomnianych przez dzisiejsze społeczeństwo zespołów, które mimo niesłychanie bogatej i ciekawej twórczości nigdy nie przebiły się do szerszej publiczności. Odnoszę wrażenie, że pierwsza płyta King Crimson z roku 1969 swoją wielkością przysłania słuchaczom piękno, oryginalność i odkrywczość innych płyt wydanych właśnie w tym roku. Do tych niesłusznie pomijanych zalicza się z całą pewnością East of Eden i jego Mercator Projected. Nie istnieje większa radość dla muzycznego poszukiwacza gdy odnajdzie się właśnie taki zapomniany, zakurzony skarb i odkryje jego muzyczną wielkość.

East of Eden powstał w 1967 w Bristolu (początkowo grupa występowała pod nazwą The Picture of Dorian Gra). Przez zespół przewinęło się naprawdę wielu muzyków, ale skład, który wykrystalizował w roku 1968, ostatecznie utworzyli Dave Arbus, Ron Caines, Geoff Nicholson, Dave Dufort oraz Steve York. Grupa na początku swojej działalności bardzo często koncertowała i w trakcie jednego z takich koncertów została dostrzeżona przez przedstawiciela wytwórni Decca/Deram, z którą w październiku 1968 zespół podpisał koncert płytowy. Już w grudniu zespół przystąpił do nagrywania swojego debiutanckiego albumu, który ujrzał światło dzienne w roku następnym.

Na samym początku naszego badania tejże płyty warto wspomnieć o ciekawym tytule albumu i jego okładce. Mercator Projected w polskim tłumaczeniu oznacza tzw. rzut Mercatora czyli odwzorwanie walcowe, wiernokątne, stosowane do dziś w kartografii. Tytuł z pewnością intryguje, bo ile procent populacji wie czym takim jest rzut Mercatora? Inna sprawa, że okładka debiutu East of Eden również może intrygować. Przedstawione jest na niej ciało siedzącej i odwróconej tyłem nagiej kobiety, na których wymalowana jest mapa świata. Całość ubrana jest w ciemnopomarańczowe barwy emanujące tajemniczością, wzbudzające zainteresowanie i ciekawość.

Mercator Projected to niemal trzy kwadranse muzyki zamkniętej w osiem utworów. Tak naprawdę płyta należy do grupy tych krążków, gdzie naprawdę ciężko wyróżnić jakikolwiek utwór, nie wyróżniając jednocześnie innych. To co bije od debiutu Brytyjczyków to niesamowita spójność i równość napisanego przez nich materiału. Jeśli chodzi o zawartość muzyczną Mercator Projected to warto w tym miejscu przytoczyć wypowiedź basisty zespołu Steve’a Yorka:

Weź elektryczne skrzypce, kipiące rockiem i barokiem, dodaj wschodni flet, zmiksuj to z sumerjskim saksofonem, basem, perkusją, gitarą i przeźroczystymi obrazami słów, a otrzymasz East of Eden. 

Nic dodać nic ująć. East of Eden jest chyba jednym z jaskrawszych przedstawicieli rocka progresywnego roku 1969. Na płycie oprócz rocka znajdziemy mnóstwo odniesień do bluesa, jazzu, psychodeli, muzyki klasycznej, ale też do muzyki ludowej (w tym orientalnej). Każdy utwór przynosi nam inne muzyczne doznania i eksperymenty. Northern Hemisphere (rozpoczynający się odgłosami dżungli) to fantastyczna współpraca gitary i skrzypiec spod znaku solidnego hard rocka. Już w tym utworze Brytyjczycy puszczają wodzę fantazji, kiedy to w środkowej części utworu przenosimy się na bliskowschodnie tereny muzyczne. To jednak dopiero początek niespodzianek! Po odgłosie wybuchającej bomby, która kończy pierwszy utwór przechodzimy do Isadora, gdzie szczególną uwagę przykuwa wspaniała gra fletu (solówki w drugiej części utworu nie powstydziłby się nawet Ian Anderson). Zespół, do tej pory utrzymując swą muzykę w bardzo optymistycznych, by nie rzec skocznych rytmach,  już w kolejnym Waterways postanawia dać odpocząć słuchaczowi. Jest to dość wyważony, spokojny utwór zmysłowo prowadzony przez skrzypce. Wkrótce jednak East of Eden robi niespodziewany zwrot w kierunku muzyki jakby z tureckiego wesela! Kolejne Centaur Woman to krok zespołu w kierunku bluesa i jazzu ze szczyptą awangardy gdzie muzycy bardzo odważnie i ciekawie eksperymentują. Kolejne Bathers i Communion to utwory  osadzone bardziej w psychodelicznych (i bardzo skocznych) rejonach. Tutaj na chwilę chciałbym zwrócić uwagę na niezwykle barwne zakończenia utworu Communion. Po zakończeniu części muzycznej kompozycji słyszymy ciężko do zidentyfikowania rozmowę. Jak ma się okazać jest to dowcip opowiadany w jakimś obcym języku i na bieżąco tłumaczony na język angielski. Niestety całego dowcipu nie da się zrozumieć, bo zaraz po wypowiedzeniu puenty przez przybysza z zagranicy rozlega się gromki śmiech uniemożliwiający dokończenie tłumaczenia przez translatora. Trzeba przyznać że ta salwa śmiechu naprawdę wprawia w dobry humor. Przechodzimy jednak dalej. Utwór numer siedem czyli Moth mimo tego że jest najkrótszą kompozycją na krążku niesie za sobą chyba największy bagaż emocjonalny ze wszystkich utworów na płycie. Zespół wspaniale buduje napięcie, odpowiednio wyważa muzyczne proporcje, a delikatne muskanie struny przez smyczek w refrenie dodaje utworowi niesamowitego wigoru. Finałowy utwór to instrumentalny In The Stable Of The Sphinx, który jest jakby ponownym zwróceniem się zespołu w kierunku jazzu i eksperymentalizmu. 

Co tu dużo mówić, Mercator Projected jest płytą tak różnorodną w użytych środkach muzycznych, tak pełną pomysłów łączących ją w spójną całość, że dla mnie osobiście jest wyznacznikiem tego co muzyka progresywna w roku 1969 mogła zaprezentować. Twórczość muzyków w pewnym sensie definiuje nawet interesujący nas gatunek. Muzyka progresywna to łamanie barier, poszukiwanie nowych ścieżek w muzyce rockowej, łączenie czasem przeciwnych sobie gatunków muzycznych w jeden styl. Wszystkie te cechy na krążku East of Eden znajdziemy. Warto przytoczyć tu inny cytat, tym razem grającego w East of Eden na skrzypcach, flecie, trąbce i saksofonie Davida Arbusa:

Zdecydowaliśmy, że będziemy wykorzystywać elementy muzyki Orientu, klasyki, jazzu i wszystkiego  co nam do głowy przyjdzie.

Album Brytyjczyków jest z pewnością dziełem wspaniałym, a z perspektywy roku 1969 kiedy to rock progresywny dopiero się kształtował można by nawet rzec, że dziełem wybitnym. Tak naprawdę niewiele znajdziemy zespołów, które tak płynnie, swobodnie i oryginalnie potrafiłyby niczym genialny malarz wymalować wspaniały obraz korzystając z wszystkich dostępnych mu środków i użyć ich w idealnych proporcjach i we właściwym miejscu. Inna sprawa, że tego albumu naprawdę świetnie i bardzo przyjemnie się słucha, a mnogość pomysłów, różnego rodzaju zagrywek i wielu niespodziewanych zwrotów akcji absolutnie nie razi.

Ja sam osobiście nazywam debiut East of Eden małym King Crimson, bo tak naprawdę twórcom Mercator Projected do poziomu prezentowanego przez Karmazynowego Króla nie zabrakło zbyt wiele. Może bardziej wyrafinowanych kompozycji, może więcej muzycznego oddechu i patosu? Na pewno szkoda, że teraz o tym zespole i o tej płycie naprawdę niewielu pamięta, a w roku 1969 praktycznie nie miała sobie równych. W każdym razie dla słuchaczy zainteresowanych korzeniami rocka progresywnego jest to pozycja obowiązkowa! 

Lista utworów:
1.Northern Hemisphere [5:03]
2. Isadora [4:19]
3. Waterways [7:00]
4. Centaur Woman [7:09]
5. Bathers [4:57]
6. Communion [4:02]
7. Moth [4:03]
8. In The Stable Of The Sphinx [8:20]
Całkowity czas: 44:53

Szczególnie zainteresowanych zespołem East of Eden zapraszam do odwiedzenia tej strony: KLIK!

3 komentarze:

  1. Witam,

    Widzę, że ma strona miała wpływ, na Twa recezję :-). Ale pisanie, że malo kto pamieta :-)
    A ja to co !? :-)
    Pozdrawiam
    Piotr
    P.S
    Ten sam tekst znalazlem na prog i biuletynie podprogowym

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm korzystałem z informacji z wielu pisząc tę recenzję :) No ale rzeczywiście mało osób pamieta, a szkoda bo wg mnie to numer 2 roku 69' na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam
    Dzieki za wstawienie odnośnika do mej strony.
    Pozdrawiam
    Piotr
    (Pearlsofrock)

    OdpowiedzUsuń