czwartek, 21 marca 2013

Recenzja: Disperse - Living Mirrors (2013)

 

O tym co działo się z Disperse między wydanym w roku 2010 debiutanckim albumem, a recenzowanym tutaj drugim krążkiem formacji można napisać książkę. W ciągu tych niecałych trzech lat kariera młodych Polaków obracała się jak w kalejdoskopie. Przy próbie zrecenzowania Living Mirrors nie sposób uniknąć nawiązań do przeszłości, lecz aby nie zamęczać czytelnika masą informacji biograficznych przedstawię tylko najważniejsze fakty z historii Disperse na przestrzeni ostatnich trzech lat: w roku 2010 Jakub Żytecki publikuje w sieci djentowo nacechowane utwory solowe, które spotykają się z wielkim zainteresowaniem zagranicznych słuchaczy i krytyków, a sam gitarzysta zaczyna być postacią wręcz kultową; Disperse staje się rozpoznawalną marką, będąc zapraszany na takie festiwale jak Euroblast (2011, 2012) czy Tech-Fest (2012); Jakub Żytecki staje się ambasadorem gitar Ibanez; zespół rozstaje się z Marcinem Kicykiem (bas) oraz Przemysławem Nyczem (perkusja), Disperse podpisuje kontrakt fonograficzny z wytwórnią Seasons of Mist (Morbid Angel, Atheist, Cynic) i w lutym roku 2013 wydaje album Living Mirrors.

Zamieszania personalne, zamiana logo na „ostrzejsze” czy w końcu ewolucja muzyczna… Drugie wydawnictwo Disperse to bez wątpienia płyta inna od Journey Through the Hidden Gardens. Zespół doznał pewnego rodzaju metamorfozy nagrywając album skierowany bardziej w stronę cięższych brzmień i w porównaniu do debiutu nacisk położony na melodie, klawiszowe pasaże oaz muzyczne przestrzenie został zdecydowanie przesunięty w kierunku tak zwanej techniczności, energii, ciężkich riffów i jeszcze większego wyrafinowania kompozycyjnego. Living Mirrors to bez wątpienia wydawnictwo nacechowane djentowo (Meshuggah, Animals as Leaders, Periphery), jednak, dzięki Bogu, zespół nie stracił przy nim swojego niepowtarzalnego charakteru, czego bardzo się obawiałem. Disperse prócz mocnych, ciężkostrawnych utworów serwuje nam na płycie wiele wspaniałych, kojących fragmentów, delikatnych melodii czy elementów post-rockowych i ambientowych, co nadaje płycie niesamowitych walorów. Disperse, mocno zainspirowany djentem, mimo wszystko nie rezygnuje ze swych najmocniejszych stron oraz treści i tematów poruszanych na debiucie, co naprawdę godne jest pochwały.

Album zawiera kilka elementów, które zasługują na szczególne zainteresowanie słuchacza. Uwagę każdego z pewnością przykuwa genialna gra Jakuba Żyteckiego. W porównaniu do debiutu Disperse na płycie roi się od mocnych i zawiłych riffów (wyśmienite Profane the Ground). Inne są też solówki, których jest jakby mniej niż na Journey Through the Hidden Gardens i mają nieco inny charakter, ale ciągle sprawiają niesamowite wrażenie (szczególnie w Message from Atlantis oraz Universal Love). Z pewnością warto podkreślić wielki, wszechstronny postęp jaki zrobił śpiewający Rafał Biernacki oraz dojrzałość kompozycji zespołu. Materiał został świetnie zrealizowany i zmiksowany, a co najbardziej istotne słucha się go znakomicie. Z pewnością ma na to wpływ jego idealne rozplanowanie. Disperse na Living Mirrors wyśmienicie przeplata mocniejsze utwory z delikatniejszymi, wplatając w nie sporo ambientowych fragmentów, dzięki czemu wydawnictwo nie przytłacza jak zdecydowana większość tak zwanych djentowych płyt. Album jest zróżnicowany, ale i niebywale spójny, i nawet jazzowo nacechowany Butoh trzyma się tu całości. Męczyć jedynie może długi, bardzo zagmatwany AUM (czuć wpływy fusion) i nie dziwi fakt, że został on umieszczony na końcu krążka.  

Warto tu podkreślić, że około połowy materiału z Living Mirrors fani zespołu już dobrze znali… Zresztą materiał na nowy album (choć na pewno w innej formie) podobno był gotowy jeszcze w roku 2011. Utwory Dancing with Endless Love, Message from Atlantis, Touching the Golden Cloud, Universal Love oraz AUM w wersji demo ujrzały światło dzienne w roku 2010, natomiast Unbroken Shiver (inaczej zmixowany i nieco dłuższy) Disperse opublikowało ponad pół roku przed premierą. Zresztą sporą część tych kompozycji muzycy wykonywali na żywo na przestrzeni lat 2010-2012. Przed premierą Living Mirrors obawiałem się o możliwość braku jakiegokolwiek zaskoczenia przy zetknięciu z długo oczekiwanym wydawnictwem, jednak na szczęście nie miałem racji. Choć całkowicie nieznanych kompozycji jest na albumie jedynie 4 na 11,  to te „stare” w porównaniu z prototypami zostały przearanżowane, zmodyfikowane i wzbogacone, przez co nabrały nowej jakości.

Living Mirrors to w sumie niespełna godzina dość ciężko przyswajalnej muzyki. Trzeba przyznać, że dla słuchaczy do tej pory nie mających styczności z zespołami z nurtów takich jak djent czy tech-metal przyswajanie krążka może następować dość opornie. Stąd zapewne sporo krytycznych opinii dotyczących promującego album, wielotematycznego Enigma of Abode, ze strony osób przywiązanych do starego wcielenia zespołu. Przytłaczająca większość pozytywów powinna jednak zastanowić słuchacza czy na pewno temu albumowi nie wypada poświęcić więcej uwagi i czasu. Jestem całkowicie pewny, że tak.

Cóż, minęły już trzy miesiące, a spośród wszystkich tegorocznych wydawnictw najwięcej słucham… właśnie albumu Disperse! Ani Steven Wilson, ani Riverside, ani Votum nie byli w stanie przykuć mojej uwagi na tak długo jak zrobili to młodzi muzycy z Polski poprzez swoje Living Mirrors.  Niech o tym, że z Disperse na pewno trzeba się liczyć, świadczy fakt, że sam teledysk do Enigma of Abode w ciągu miesiąca przekroczył liczbę 50 tysięcy (!) wyświetleń, a formacja zrobiła spore zamieszanie na europejskim rynku muzycznym. Zdaje się, że przed Disperse dopiero rozrysowuje się świetlana przyszłość, a nam rośnie (a może już wyrósł?) kolejny ambasador na Zachodzie.

Lista utworów:  
01. Dancing With Endless Love  (3:53) 
02. Enigma Of Abode  (4:45)
03. Profane The Ground  (5:00)
04. Prana  (1:46)
05. Message From Atlantis  (6:24)
06. Wow!  (1:15)
07. Universal Love  (3:51)
08. Be Afraid Of Nothing  (1:13)
09. Unbroken Shiver  (6:37)
10.Touching The Golden Cloud  (3:57)
11.Butoh  (3:56)
12.Choices Over Me  (3:24)
13.Aum  (9:22)
 Czas całkowity: 55:13

Przeczytaj - "Teraz Polska!" czyli wywiad z Disperse


Enigma of Abode

2 komentarze:

  1. Będąc szczerym.. Czy można grać metal progresywny? Można, ale po co? Hodujcie marchew, sadźcie drzewa w dżungli, ale nie grajcie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna kapela, wczoraj byłem na koncercie... Chłopaki rozwalają temat.
    Gitara i perka rządzą - są niesamowici, reszta dopełnia i zamyka wszystko w zaje całość.
    miazga

    OdpowiedzUsuń