piątek, 30 listopada 2012

POST vs. PROG

  
W grudniu Radio Aktywne obchodzi swoje ósme urodziny. W związku z tym na słuchaczy tej studenckiej rozgłośni czeka moc atrakcji. Wśród nich czai się antenowy twór zwany A24H. Jest to szeroko zakrojone przedsięwzięcie polegające na nieustannym, ponad dwudziestoczterogodzinnym nadawaniu treści: wywiadów z artystami, ludźmi kultury, twarzami znanymi z ekranów telewizorów i głosami znanymi z fal radiowych, krótkich koncertów akustycznych, masy konkursów z atrakcyjnymi nagrodami oraz ciekawych crossoverów audycji z naszej typowej ramówki.  

Jednym ze wspomnianych przepływów inspiracji i charakterów będzie tzw. bitwa pomiędzy post-rockiem i rockiem progresywnym. W roli prezenterów poszczególnych muzycznych nurtów wystąpię razem z Kamilem Dróżdżem znanym z audycji I'm stuck between. Oprócz solidnej dawki wyśmienitej muzyki przewidziano czas na konkursy. 

W trakcie trwania tej niezwykłej audycji będziecie mogli wzbogacić się w następujące krążki:   
* Legend - Cardinal Point (UK)  
* The D Project - Big Face (USA)  
* Hunted By The Waves - The Anchor (PL)  
* Toundra - Toundra III (E)   

Słuchajcie nas przez cały dzień, ale nie zapomnijcie włączyć Radia Aktywnego o 20 i zaprosić znajomych do wspólnego uczestnictwa w tym niezwykłym wydarzeniu!  

Na podst. imstuckbetween.blogspot.com

środa, 28 listopada 2012

King Crimson (1971) - notka biograficzna

„Wiedziałem, że czeka mnie dwuletni okres przejściowy…” Tak Robert Fripp komentował sytuację King Crimson w połowie roku 1970.
 
Rok 1971 był rokiem dużej aktywności scenicznej King Crimson po wydanym w grudniu roku 1970 albumie Lizard. Mozolnie kompletowany skład zespołu zaczął w kwietniu czterema występami w Zoom Club we Frankfurcie nad Menem (12 - 15). Potem między 11 maja (Plymouth), a 30 października (Manchester) - aż czterdzieści siedem razy grał przed publicznością brytyjską. Przerwy między koncertami poświęcone były kompletowaniu i nagrywaniu materiału na kolejny longplay, który w sklepach znalazł się 3 grudnia 1971 r. Nazwano go Islands

O ile dwa poprzednie albumy Crimson niosły trudną, pogmatwaną, nierzadko zgoła awangardowa muzykę, tak ten (znów nagrany z Tippettem, Charigiem i Rubinem Millerem; a ponadto z kontrabasistą Marrym Millerem i wokalistką Pauliną Lucas) stawiał przed słuchaczami już nieco mniejsze wymagania. Nie znaczy to jednak, że Fripp poskromił ambicję, że zrezygnował ze swojej koncepcji zorganizowanej anarchii. Że jego muzyka przestała zachwycać śmiałymi pomysłami. Że przestała być różnorodna. Nie! Islands to chyba nawet album najbardziej niejednorodny stylistycznie w całej dyskografii King Crimson. Kontrasty, zmiany melodii, rytmu i przede wszystkim nastrojów... Ale Fripp zadbał przecież nie tylko o to, by jego muzyka zdumiewała, a nawet drażniła (Sailor´s Tale, końcówka The Letters niszcząca wcześniej wypracowany romantyczny nastrój tego utworu) - chciał również, by zachwycała już znacznie bardziej konwencjonalnie pojętym pięknem. I udało mu się, czego najlepszymi dowodami niedwuznacznie kojarzące się z The Beatles okresu Revolver fragmenty Ladies Of The Road, subtelnie wzbogacony dźwiękami fletu i kontrabasu Formentera Lady, orkiestrowy Prelude: Song Of The Gulls będący wprowadzeniem do utworu tytułowego oraz właśnie ów utwór tytułowy.

W sumie Islands okazał się najlepszym albumem Crimson od czasu In The Court Of The Crimson King. Stabilizował też rynkową pozycję grupy w Wielkiej Brytanii (30. lokata). Lecz o stabilizacji personalnej nie mogło być mowy...

Pozycja Karmazynowego Króla na rynku amerykańskim ciągle była chwiejna, ale że Islands sprzedawał się tam znacznie lepiej niż Lizard (76. lokata), zespól ruszył za ocean z cyklem koncertów. Właśnie w Stanach Fripp doszedł do wniosku, że długiej już nie może pracować z Sinfieldem. Że twórcze możliwości ich duetu wyczerpały się. Jak wspominał Robert Fripp: „Wszystko to, co było twórcze między nami skończyło się, przestałem wierzyć w Pete’a... Doszedłem do takiego momentu, że czułem iż pracując dalej razem nie osiągniemy niczego lepszego w porównaniu z tym, co zrobiliśmy do tej pory”. Jednak na tym nie koniec - konflikt wkrótce podzielił Roberta także z pozostałymi członkami grupy. Skład Fripp - Collins - Burrell - Wallace utrzymał się do wiosny 1972 r. tylko dlatego, że zespół miał zakontraktowane kolejne koncerty w Ameryce. Wystąpił tam, choć już tylko w USA a nie w Kanadzie, trzydzieści dwa razy - od 11 lutego (Wilmington) do 1 kwietnia (Birmingham w stanie Alabama). Tournée owo udokumentował wydany 9 czerwca 1972 r. pierwszy koncertowy album King Crimson - Earthbound. Ale wydany tylko w Wielkiej Brytanii, bowiem firma Atlantic odmówiła publikacji nagrań w Stanach tłumacząc swoją decyzję słabą jakością techniczną materiału.

Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych wiosną 1972 roku Robert Fripp zaczął formować King Crimson na nowo i od początku, został bowiem już zupełnie sam (Sinfield w 1973 roku wydał pod własnym nazwiskiem album Still, w nagraniu którego pomagało mu wielu muzyków związanych z KC - Lake, Collins, Tippett, Wallace, Burrell, Wetton i Rubin Miller, później pisał teksty dla Emerson Lake & Palmer i włoskiej formacji PFM; Wallace, Collins i Burrell współpracowali m.in. z Alexisem Kornerem; Burrell znalazł się też w Bad Company; Collins grał z Camel i okazjonalnie z Dire Straits; Wallace nagrywał m.in. ze Stevem Marriottem i Bobem Dylanem).

W roku 2011, w pamiątkę 40lecia Islands, została wydana bogata reedycja wydawnictwa. Na CD zamieszczono pełny miks stereo albumu autorstwa Stevena Wilsona i Roberta Frippa razem z kilkoma utworami dodatkowymi, co w sumie tworzy "alternatywny album". Na DVD-A znalazł się pełny miks 5.1 surround autorstwa Stevena Wilsona, wersja stereo hi-res miksu z 2010r., wersja stereo hi-res oryginalnego miksu albumu zaczerpniętego z wydawnictwa wydanego z okazji 30. rocznicy oraz blisko 90 minut materiału dodatkowego. Większość z zamieszczonych utworów nie była dotąd publikowana, a znalazły się wsród nich nagrania pochodzące z oryginalnych sesji zmiksowane specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa.

Na podstawie:
Jan Skardziński, "Dyskografie - King Crimson", wydawnictwo Rock Serwis
Koldo Barroso, "King Crimson – Biography"

poniedziałek, 26 listopada 2012

Audycja nr 56 - rok 1971 (XIII)

Tak jak zapowiadałem, było mocniej niż zazwyczaj, ale co ciekawe i dość lirycznie... Podczas spotkania za PROGiem, oznaczonego numerem 56, kontynuowaliśmy naszą muzyczną podróż po progresywnym hard rocku, którą rozpoczęliśmy miesiąc temu. Zagraliśmy formacje kalibru Black Sabbath i Uriah Heep, jak i grupy mniej znane, a wcale nie odbiegające poziomem artystycznym od tych dużo bardziej popularnych. Warto zwrócić uwagę na brytyjski Fields (z członkami King Crimson oraz Rare Bird), całkowicie zapomniany zespół Fuchsia czy mocno hammondową formację Still Life... Zresztą każdy zespół, na który poświęciliśmy audycyjny czas, zasługuje na Wasze baczne spojrzenie. Z przyczyn natury technicznej zabrakło jedynie Depp Purple z albumu Fireball, ale tę stratę nadrobimy w najbliższym czasie.

Co za tydzień? Szykuje się nam podróż w rejony, gdzie spotyka się jazz i rock. Za PROGiem zagramy m.in. pierwszy album Mahavishnu Orchsestra, najbardziej jazzową pozycję w dyskografii King Crimson oraz naprawdę fascynujący, fiśnki Wigwam. Jak zwykle gwarantuję niezapomniane muzyczne doznania! Do usłyszenia.

Playlista: (Pobierz i posluchaj audycji)
1. Zaprogowe intro
2. Fields - A Friend Of Mine (Fields, 1971)
3. Fields - Three Minstrels (Fields, 1971)
4. Black Sabbath - Sweet Leaf (Master of Reality, 1971)
5. Gravy Train - Jule's Delight ((A Ballad of) A Peaceful Man, 1971)
6. Murphy Blend - Speed Is Coming Back (First Loss, 1971)
7. Still Life - People In Black (Still Life, 1971)
8. Uriah Heep - Look at Yourself (Look at Yourself, 1971)
9. Uriah Heep - July Morning (Look at Yourself, 1971)
10. Dr. Z - Evil Woman's Manly Child (Three Parts to My Soul , 1971)
11. Bull Angus - Run Don´t Stop (Bull Angus, 1971)
12. Fuchsia - A Tiny Book (Fuchsia, 1971)
13. Fuzzy Duck - Time Will Be Your Doctor (Fuzzy Duck, 1971)
14. Black Widow - Tears And Wine (Black Widow, 1971)
15. Jorn - Invisible (Dio, 2010)

niedziela, 25 listopada 2012

Za PROGiem z mocnym akcentem

Za PROGiem zapowiada się całkowita zmiana warty w porównaniu do poprzedniej audycji. Tym razem zajmiemy się mniej wymagającymi muzycznymi tematami niż zeuhl, awangarda czy krautrock. Powracamy do klimatów znanych Wam z 28 października, kontynuując rozpoczęty przed niecałym miesiącem wątek progresywnego hard rocka. Oprócz tak znanych firm jak Black Sabbath, Uriah Heep czy Deep Purple, posłuchamy dziś mniej znanych formacji jak chociażby Still Life, BullAngus czy Fields oraz tych, których przed tygodniem zagrać nie zdążyliśmy.

Przygotujcie się na audycję spod znaku żelaznej klasyki rocka! Startujemy punktualnie o godzinie 21.00.

Black Sabbath, 1971

Wyniki konkursu - koncert Jorna w Progresji

Mamy wyniki! Nadesłaliście naprawdę masę zgłoszeń i co ciekawe wszystkie były prawidłowe! Niestety nie było możliwe nagrodzić biletami wszystkich, którzy wysłali odpowiedzi na konkursowe pytanie. Szczęśliwcami, którzy dzięki za PROGiem obejrzą w poniedziałek na żywo prawdziwą gwiazdę heavy metalu, formację Jorn, są:

Nikolas Dimitriadis
Szymon Popow
Aleksandra Gorbowiec
Katarzyna Sawczuk
Katarzyna Derlukiewicz
Paulina Lipska
Jakub Rachański
Szymon Kontra
Michał Dudko
Robert Spasiuk
 
Zwycięzcom serdecznie gratuluję, a pozostałych zachęcam do brania udziału w kolejnych konkursach audycji za PROGiem.
 
 

wtorek, 20 listopada 2012

"Jesteśmy akustycznym ekwiwalentem death metalu" rozmowa z Rogerem Woottonem z Comus


Comus to brytyjska grupa muzyczna założona w roku 1969. Na początku lat 70-tych wykreowała niepowtarzalny muzyczny styl, łącząc folk, psychodelię oraz rock progresywny i nadając jej bardzo mrocznego i zagadkowego wyrazu. Comus wyraził się w pełni wydając debiutancki album First Utterance, jednak z wielu przyczyn musiał ogłosić upadłość w roku 1972. Formacja po krótkim epizodzie w roku 1974 po 34 latach (2008) reaktywowała się i w roku 2012 wydała trzeci album pt. Out of the Coma. Z liderem formacji, Rogerem Woottonem, rozmawiam na temat historii zespołu, komercyjnej klęski na początku lat 70-tych, o szczegółach dotyczących powrotu grupy na scenę, nowej płycie oraz planach na przyszłość.

Jest dla mnie wielkim zaszczytem móc z Tobą porozmawiać. To wspaniałe widzieć Comus znów żywym. Jak śpiewacie na najnowszym wydawnictwie "przebudziliście się ze śpiączki", czy mógłbyś opowiedzieć o szczegółach Waszej reaktywacji? Jak to się stało, że po 34 latach przerwy wystąpiliście na Melloboat Festival?

Kiedy ponownie wydaliśmy pierwsze dwa albumy Comus w roku 2005 pojawiło się wiele głosów namawiających nas do reaktywacji. W roku 2007 Stefan Dimle, osoba zajmująca się odbywającym się w Sztokholmie Melloboat Festivals zaproponował Opeth występ na festiwalu. Lider zespołu, Michael Akerfeldt, który jest wielkim fanem Comus postawił warunek, że Opeth zagra tam tylko wtedy, kiedy Stefanowi uda się namówić nasz zespół do zagrania na Melloboat. Stefan oraz Mikel przyjechali do nas do Londynu i podpisaliśmy kontrakt.

Czy trudno było skompletować zespół w niemal pełnym składzie z roku 1971?

Wiesz, zaskakująco łatwo było zebrać wszystkich członków razem. Tylko jedna z osób nagrywających First Utterance nie zdecydowała się dołączyć do grupy. Rob Young został więc z konieczności zastąpiony Jonem Seargoattem, który jest mężem Bobbie Watson (wokalistki Comus, przyp.red.).

Porozmawiajmy o Out of the Coma. Dlaczego po tylu latach zdecydowaliście się nagrać nowy materiał?

Naprawdę wiele osób pytało mnie o nowy materiał więc w końcu zacząłem go pisać. Wiele osób również pytało o to, co się z nami działo przez tych 35 lat, więc tytuł albumu Out of the Coma zdawał się idealną odpowiedzią. Mając przygotowane trzy nowe utwory zauważyliśmy duże zainteresowanie fanów tym, co się stało z Malgaard Suite (ostatecznie niewydany materiał Comus, przyp.red.). Nagrania które posiadaliśmy były w naprawdę słabej jakości, ale fanom nie robiło to wielkiej różnicy. Archiwalny utwór włączyliśmy do całości. Co do nowego materiału to wolałem poczekać do momentu, kiedy będzie na tyle dobry, aby mógł doczekać się wydania. Aktualnie kontynuuje pisanie muzyki na kolejny krążek.
First Utterance, 1971

Czy mógłbyś opisać proces nagrywania Out of the Coma?

Dwie gitary oraz bas nagraliśmy na żywo z wokalem prowadzącym, natomiast partie solowa, a nawet perkusja zostały nagrane w dalszej kolejności.

W mojej recenzji krążka napisałem, że Out of the Coma jest niejako hołdem dla First Utterance. Czy zgodzisz się z tym?

Tak. Staraliśmy się stworzyć OOTC jako kontynuację głównych treści oraz ducha mroku i szaleństwa utworów z debiutu. 

Chciałbym zapytać Cię o postać z okładki wydawnictwa. Czy to ta sama postać, która znalazła się na okładce First Utterance?

Wyjście ze śpiączki było oczywistym tematem związanym z naszą reaktywacją i zdawało się pewnego rodzaju nawiązaniem utworu The Prisoner z debiutu. Trzy nowe utwory były w naszym zamyśle kontynuacją First Utterance. Osoba ukazana na okładce jest tą samą osobą z płyty z roku 1971, posiada kroplówkę podpiętą do jej nosa i wije się budząc się ze śpiączki. 

Jak myślisz, co spowodowało brak komercyjnego sukcesu Comus w latach 70-tych i przyczyniło się do rozwiązania zespołu?
 
Myślę że stało się to z tego względu, że szliśmy całkowicie naprzeciw regułom i modom panującym w muzyce na początku lat 70-tych. Wyłonił się glam rock, a my byliśmy całkowitym przeciwieństwem mody na tę muzykę. W tym czasie w Anglii scena muzyczna była zdominowana przez pewne muzyczne trendy i musiałeś do nich pasować. Aktualnie istnieje całkowita artystyczna swoboda i nie ma żadnej muzycznej dyskryminacji, dlatego Comus przyciąga fanów mających od siedemnastu do siedemdziesięciu lat. Rozwiązaliśmy się w roku 1972 ponieważ nikt nie był zainteresowany naszymi koncertami, przestaliśmy przyciągać widownie. 

Comus z okresu nagrywania debiutu
Dlaczego The Maalgard Suite nigdy nie zostało wydane? 

Nie było zainteresowania wydaniem albumu ze strony naszej wytwórni, dla której nasz materiał był zbyt niekomercyjny. Wszystko co nam zostało to jedno amatorskie nagranie kogoś z widowni podczas koncertu. Była i druga część tytułowej suity, lecz po tylu latach całkowicie jej nie pamiętam, a żadne nagranie jak i teksty nie istnieją.



Czy macie w planach ponowne nagranie tego albumu i wydanie go w jego wersji z początku lat 70-tych?

Osobiście chciałbym aby dać duchowi Malgaard spoczywać w pokoju i pracować nad całkowicie nowym materiałem. 

Jak dziś oceniasz The Keep from Crying?

To Keep from Crying
jest niepowodzeniem na wiele sposobów. Materiał nigdy nie był planowany dla Comus. Do pracy nad płytą udało mi się zresztą zaangażować dwóch członków zespołu. Szczerze żałuję wydania tego krążka. 

Składanka Song to Comus: The Complete Collection zawiera kilka nieznanych utworów z lat 1970/1971, In the Lost Queen's Eyes, Winter is a Coloured Bird i All the Colours of Darkness. Jaka jest ich historia?

Wszystkie te utwory pochodzą z sesji nagraniowej z roku 1970. All the Colours of Darkness było jedynie demem, którego nigdy nie zamierzaliśmy wydawać.

Jak oceniasz rolę Michaela Akerfeldta w popularyzowaniu Waszej muzyki?

Jesteśmy niesamowicie wdzięczny Mikaelowi za wspominanie o nas oraz promowanie naszej muzyki tak wiele razy podczas jego wywiadów. Wygląda na to, że zdobyliśmy dzięki temu sporo metalowej widowni. Myślę że to z tego powodu, iż jesteśmy jakby akustycznym ekwiwalentem death metalu.

Czy mógłbym prosić Cię o opinię dotyczącą Strom Corrosion (projekt M. Akerfeldta i S. Wilsona, przyp. red.). W moim odczuciu jest on niesamowicie zainspirowany Waszą muzyką.

Chętnie się z nim zaznajomię, gdyż nie słuchałem jeszcze tego albumu. 

Jaki macie plany na najbliższa przyszłość? 

Pracujemy nad nową płytą. Szybko gromadzimy materiał, mam kilka nowych utworów, nad którymi zaczynamy wkrótce pracować wspólnie. 


Czy planujecie coś w rodzaju europejskiej trasy koncertowej? My serdecznie zapraszamy do Polski!

Aktualnie negocjujemy możliwość przeprowadzenia takiej trasy i byłby miło włączyć do niej również Polskę.

Comus na Melloboat Festival

Oficjalna strona internetowa Comus  

poniedziałek, 19 listopada 2012

Wygraj bilety na Jorna!

 

„Facet, który połknął Coverdale’a i – świętej pamięci – Ronniego James Dio, wkrótce zaśpiewa dla polskich fanów” czytamy o koncercie Jorna w najświeższym numerze magazynu Metal Hammer. „Czekamy na te koncerty z niecierpliwością. (…) Trochę już minęło od naszej ostatniej wizyty, usłyszycie więc numery z trzech, czterech ostatnich albumów Jorn i kilka utworów z innych projektów, w które byłem zaangażowany w czasie mojej kariery. Liczymy na polskich fanów dobrej muzyki. Chcemy im dostarczyć solidny rockowy stuff, wart pieniędzy, które ludzie wydadzą na bilety!” – zapowiada koncerty Jorn Lande. Z tej okazji, pracując w studio postanowił osobiście zaprosić polskich fanów na swoje koncerty. Specjalne pozdrowienia można obejrzeć w TYM miejscu.

Koncerty ikony hard rocka zespołu Jorn już w przyszłym tygodniu! 26 listopada zespół zawita do Warszawy do klubu Progresja, natomiast dzień później odwiedzi wrocławski klub Od Zmierzchu do Świtu. Nazywany następcą Coverdale’a i Dio -  Jorn Lande wraz z zespołem wystąpi u nas w ramach trasy promującej najnowszy album „Bring Heavy Rock to the Land”. Będzie to ciekawe wydarzenie  w kalendarzu tegorocznych imprez w klimacie Black Sabbath i Whitesnake! Fani dobrego, mocnego, ale melodyjnego grania – okraszonego niesamowitym wokalem powinni stawić się w klubie licznie, bo takiego koncertu nie można przegapić! Przypomnijmy, że zespołowi Jorn towarzyszyć będzie szwedzki Teodor Tuff i nasz rodzimy Hellectricity.

Za PROGiem macie możliwość wygrania dziesięciu biletów na  koncert Jorn w Warszawie. 
Aby je zdobyć wystarczy:
 
1. Polubić fanpage audycji na portalu facebook 
2. Podać nazwiska ośmiu wokalistów śpiewających w Black Sabbath.
3. Odpowiedź wysłać na adres pawel.bogdan@radioaktywne.pl do soboty 24 listopada.
Lista zwycięzców zostanie opublikowana dnia następnego.

Metal Mind Productions zaprasza: 
Jorn, Teodor Tuff, Hellectricity
26.11.2012 Warszawa, Progresja 
Otwarcie bramek – 19:00 
Start – 20:00 
Bilety w cenie: 80 zł przedsprzedaż / 100 zł w dniu koncertu