poniedziałek, 27 lutego 2012

Relacja: Stodoła zapłonęła czyli Opeth w Warszawie

Mam przyjemność przedstawić Wam relację z jedynego koncertu Opeth w naszym kraju podczas trasy promującej najnowszy album Szwedów pt. Heritage. Tekst nadesłał nam stały słuchacz audycji za PROGiem, Jakub "Bizon" Michalski.

autor: Wojciech Dobrogojski / www.rockmetal.pl
Muzycy Opeth odwiedzili warszawską Stodołę w ramach trasy promującej dość kontrowersyjną płytę Heritage. Album ten mocno podzielił środowisko fanów szwedzkiego zespołu. Zwolennicy opcji progresywnej byli zachwyceni nawiązaniami do klasyków rocka progresywnego lat 60-tych i 70-tych, takich jak King Crimson, Gentle Giant, wczesne Deep Purple czy Caravan. Fani mocniejszych brzmień, znanych z pierwszych płyt Opeth, byli jednak mocno rozczarowani, żeby nie powiedzieć - oburzeni. Jak to? Opeth bez growlu? Bez deathmetalowego jazgotu gitar i brzmiącej jak seria z ‘kałasznikowa’ perkusji? Wielu słuchaczy zwyczajnie postawiło na zespole krzyżyk. Zapewne odwrócony. Warszawski koncert usatysfakcjonował jednak w pełni oba obozy, a parafrazując pewną irytującą reklamę, muzycy pokazali „jak to się robi u nich w Skandynawii”.

Występ Opeth podzielić można na dwie części. Na pierwszą złożyły się cztery utwory z Heritage, przeplatane starszymi kompozycjami, klimatem pasującymi do nowych kawałków. Było więc dość spokojnie, nastrojowo i melodyjnie za sprawą takich utworów jak Face of Melinda, Credence czy To Rid The Disease. To dość symboliczne, że nawet w przypadku sięgnięcia po dość wczesny materiał, panowie skupili się właśnie na tych w większości dość subtelnych muzycznie utworach. Najnowsze dokonania Opeth, w postaci The Devil’s Orchard, I Feel The Dark, hardrockowego Slither, które na płycie nieco burzyło klimat, ale na żywo wypadło fantastycznie i Folklore zostały przyjęte entuzjastycznie, a wyraźnie zadowoleni z reakcji fanów muzycy tryskali dobrym humorem. Brylował oczywiście lider zespołu, Mikael Åkerfeldt, który pomiędzy kolejnymi utworami żartował z basisty Martina Mendeza, swoich nieudanych podbojów miłosnych, których dokonywać usiłował przy pomocy muzyki hip hopowej, a także badał grunt pod ewentualną reaktywację Abby. Większość żartów niestety nie nadaje się do publicznego powtórzenia, gdyż zawierały one odniesienia do damskiej garderoby oraz do części ciała, którymi zwykło się określać tych, którym chcemy zrobić przykrość. Oczywiście wszystko to miało zdecydowanie humorystyczny wydźwięk, nikt więc zapewne nie poczuł się obrażony, o czym świadczyć mogą salwy śmiechu kwitujące niemal każde wypowiedziane ze sceny zdanie. Swoją drogą, ciekawe ilu fanów faktycznie rozumiało żarty wokalisty, a ilu śmiało się „bo tak wypada”, jak to często ma miejsce w przypadku koncertów zagranicznych zespołów w Polsce.

autor: Wojciech Dobrogojski / www.rockmetal.pl
Wspomnianą pierwszą częścią koncertu zachwyceni byli niewątpliwie fani z opcji progresywnej. Opcja metalowa, spragniona bardziej intensywnych doznań dźwiękowych doczekała się czegoś dla siebie podczas drugiej części występu, na którą złożyły się ostatnie cztery kompozycje. Heir Apparent, The Grand Conjuration, The Drapery Falls i zagrane na bis Deliverance zapewniły odpowiednią dawkę mocy i potężnych wrzasków wokalisty, których tak bardzo brakowało niektórym fanom na ostatniej płycie. Jak łatwo zauważyć mogą czytelnicy nieco bardziej obeznani z dyskografią Opeth, oprócz czterech nowych utworów otrzymaliśmy po jednej kompozycji z niemal wszystkich dużych płyt szwedzkiego zespołu. Zabrakło jedynie reprezentacji dwóch pierwszych albumów grupy, co nie jest wielkim zaskoczeniem, biorąc pod uwagą jak bardzo od tamtej pory zmienił się nie tylko rodzaj muzyki Opeth, ale i skład osobowy kapeli.

Opeth po raz kolejny udowodnił, że jest w tej chwili w absolutnej czołówce progresywnego metalu, a występy na żywo są mocną stroną grupy. Luz sceniczny lidera zespołu niewątpliwie dostarcza dodatkowych doznań, choć zbliżonych gatunkowo raczej do kabaretowych monologów, niż czegokolwiek związanego z muzyką. Åkerfeldt to gaduła jakich mało w świecie metalu i pewnie niejedna osoba wolałaby usłyszeć dodatkowy utwór zamiast tych dobrych 10 minut gadania między utworami, ale taki jest też urok koncertów Opeth, że obok doskonałej muzyki otrzymujemy też porcję może nie zawsze wyszukanego, ale podanego w bardzo wdzięczny sposób humoru wokalisty. Szkoda jedynie, że w przeciwieństwie do niektórych koncertów poprzedniej części trasy, panowie nie uraczyli nas jakimś mało spodziewanym coverem w ramach przerywnika. Być może Wanted Dead Or Alive autorstwa Bon Jovi, które Opeth ostatnimi czasy grywał na żywo byłoby nie do przełknięcia dla pozbawionych humoru ortodoksów, ale już takie Rainbow Eyes, którego kilka pierwszych taktów zabrzmiało w piątek ze sceny, byłoby bardzo ciekawym dodatkowym urozmaiceniem tego znakomitego występu. Mimo tego, przyznać muszę, że warszawski koncert Opeth, będący moim trzecim spotkaniem z tą formacją, był jednym z najlepszych koncertów, jakie miałem okazję zobaczyć w ostatnich latach.

autor: Wojciech Dobrogojski / www.rockmetal.pl
 Przed Szwedami zaprezentowała się fińska grupa Von Hertzen Brothers. Zespół składa się z obsługujących wszystkie gitary trzech braci, którym towarzyszą perkusista i klawiszowiec, którzy, jak przypuszczam, związków rodzinnych z wymienionym triem nie mają. Muzycy zostali ciepło przyjęci przez zgromadzoną publiczność, a ich niezwykle dynamiczna i intensywna brzmieniowo muzyka zdobyła z pewnością sporo nowych zwolenników. To, co mogliśmy usłyszeć podczas czterdziestominutowego występu można by w skrócie opisać jako metalową wersję Muse na speedzie lub innych, podobnych specyfikach. Bracia wykazywali objawy muzycznego i ruchowego ADHD, co świetnie pasowało do ich brzmienia. Na wspomnienie zasługują zwłaszcza świetne harmonie gitarowe i nie gorsze rozwiązania wokalne, będące dziełem wszystkich trzech Von Hertzenów. Być może chwilami intensywność brzmienia i natężenie dźwięku przysłaniały wszystko inne, ale zespół zaprezentował się na tyle interesująco, że warto przyjrzeć się bliżej tym fińskim muzykom.

Jakub „Bizon” Michalski

Zobacz Tank, Luxtorpedę i Mech na żywo!

Audycja za PROGiem nie przerywa swej krucjaty konkursowej. Za pośrednictwem Radia Aktywnego w tym tygodniu macie możliwość wygrania dwóch biletów na niesamowicie zapowiadający się koncert. 


 Już 9 marca na deskach Stodoły wystąpi gwiazda brytyjskie heavy metalu, formacja Tank oraz polskie grupy Luxtorpeda i Mech. Wszystkie zespoły będą promować najnowsze krążki, a w ramach koncertu zostanie nakręcone koncertowe DVD! Chcesz się na nim znaleźć? Nic prostszego. Wystarczy tylko:
1. Polubić fanpage audycji na portalu facebook
2. Opisać w kilku zdaniach swój ulubiony album jednego z zespołów, a napisany przez siebie tekst (do piątku do godziny 23.59) wysłać na adres pawel.bogdan@radioaktywne.pl.

niedziela, 26 lutego 2012

Audycja odwołana

Ze względu na prace techniczne w naszym radiu, zapowiadana na 26 lutego audycja NIE ODBĘDZIE SIĘ. Planowany na jutro program muzyczny zostanie przełożony na inny termin. Za niezależną ode mnie sytuację najmocniej przepraszam.
Za to już za tydzień zapraszam na muzyczną podróż w rejony progresywnego hardrocka. W programie m.in. Deep Purple, Quatermass, Atomic Rooster oraz Uriah Heep. Podczas audycji rozdamy płyty formacji Mech oraz Luxtorpeda wraz z biletami na koncert obydwu formacji (z brytyjskim Tankiem) na koncert 9 marca w warszawskiej Stodole.

Prog Rock Night w marcu w Olsztynie

 
Prog Rock Night to wyjątkowy koncert, na którym zagrają trzy młode, dobrze rokujące zespoły: Defying z Olsztyna oraz Abstrakt i Beyond The Event Horizon z Poznania. Koncert odbędzie się w Piwiarni Warki w Olsztynie, 10 marca 2012 r. o godzinie 20:00. Wstęp wolny.

Abstrakt łączy hipnotyzujące melodie i ostre brzmienie z impulsywnymi kompozycjami. Muzyka wyrywa słuchacza z konwencjonalnych schematów poprzez ekspresywne wyrażanie wizji jej twórców. Ważnym elementem są wizualizacje dopełniające treść i znaczenie. Brzmienie zespołu tworzą: wokal, syntezator, gitara, bas i perkusja.

Zespół Beyond The Event Horizon powstał w roku 2010r w Poznaniu z inicjatywy Marka i Adama, obecnych gitarzystów. Ich muzyka to post-rock nie do końca trzymający się przetartych schematów co daje im własną tożsamość muzyczną. Skład klarował się aż do roku 2012r jednak w międzyczasie aktywnie pracował nad materiałem i uznaniem nie tylko lokalnej publiczności, zdobywając kilka wyróżnień podczas przeglądów kapel, a także biorąc udział w ważniejszych imprezach jak chociażby poznańskim „Energia Lecha Festival”, oraz supportując takie zespoły jak Khuda, czy Dorena. Przez większą część działalności zespół grał instrumentalnie, jednak ostatecznie połączył siły z wokalistką Anką co nadało ich muzyce nowej energii. W chwili obecnej w zespole oprócz powyżej wymienionych gra basista Grzegorz, perkusista Paweł, oraz klawiszowiec Tytus.

Defying tworzą: Marcin Bielski – voc, Rafał Warniełło – g, Piotr Stępiński – g, Paweł Siemaszko – bg i Tomasz Semeniuk – dr. Zespół w tym składzie pracuje nad nowymi kompozycjami oraz daje koncerty. We wrześniu 2010 roku został zarejestrowany materiał trwający 25 minut, w którego skład wchodzą trzy utwory.

Konkurs rozstrzygnięty

Czas nadsyłania konkursowych zgłoszeń już minął. Jak zwykle miałem sporo problemów z wybraniem najciekawszej wypowiedzi dotyczącej faworyzowanych przez Was albumów Vavamuffin. Ostatecznie bilety na koncert zespołu w Hard Rock Cafe wygrywają:

1. Marcin Romerowicz
2. Jacek Pyrżak
3. Michał Dudko

Zwycięzcom gratuluję, a tym, którym się nie poszczęściło radzę się nie martwić. Za PROGiem w tym tygodniu rozdamy bilety na koncert zespołów Tank, Luxtorpeda i Mech w warszawskiej Stodole (9 marca). Bądźcie więc czujni ;)

piątek, 24 lutego 2012

Za PROGiem na "Tak"

Nasza najbliższa niedzielna audycja będzie miała wielu bohaterów. Tym razem nie będziemy się kurczowo trzymać jednego progresywnego gatunku, a muzyka którą usłyszymy za PROGiem będzie dość zróżnicowana.

Jedną z głównych ról zapewne będzie grała formacja Yes, która w roku 1970 wydała swój drugi album (nagrany z orkiestrą symfoniczną). Przyjrzymy się korzeniom takich formacji jak Wishbone Ash, Supertramp czy Focus. Szykuje się tez sporo białych kruków (nie będę jednak psuł niespodzianki o kim mowa). W konkursie rozdamy albumy Luxtorpedy oraz Tom Sawyer.


Pamiętajcie! Słyszymy się w niedzielę od godziny 22.00! Będzie to audycja oparta na zupełnie nowym systemie nadawania, więc sam jestem ciekaw jak sobie z tym poradzimy ;)

PS: Powoli rezerwujcie sobie wieczory 11 marca. Jedyna w swoim rodzaju, niezapomniana, urodzinowa audycja, z pewnością Was zaskoczy! Więcej informacji wkrótce ;)

Recencja: Bill Lubera - Global Warning (2010)


Bill Lubera to muzyk z wielkim doświadczeniem. Zaczynał swą przygodę z gitarą w wieku 5 lat, na przestrzeni swej kariery występował z wieloma zespołami (przykładowo Jinx oraz RipChord). Gitarzysta systematycznie rozwijał swe umiejętności, doskonalił technikę, aż w końcu postanowił nagrać swój pierwszy solowy album zatytułowany Global Warning.